Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > DAWIDOWICZ-CHYMKOWSKA: „Gdzie stąpię...

DAWIDOWICZ-CHYMKOWSKA: „Gdzie stąpię krwawe zostawuję ślady” [tekst do Tematu Tygodnia]

Olga Dawidowicz-Chymkowska

„Gdzie stąpię krwawe zostawuję ślady”1. Stereotyp Araba, muzułmanina, mieszkańca Bliskiego Wschodu w powieściach fantasy

W literaturze fantasy – a przynajmniej w jej najbardziej klasycznej odmianie, w której akcja powieści rozgrywa się w innym uniwersum niż nasze – z natury rzeczy mamy małą szansę znaleźć grupę etniczną zwaną Arabami, wspólnotę religijną określającą się jako wyznawcy Mahometa lub bezpośrednio wskazane z nazwy państwo bliskowschodnie czy północnoafrykańskie. Brak odpowiednich nazw nie jest jednak równoznaczny z nieobecnością w tych utworach stereotypów narodowych, rasowych czy religijnych. Przeciwnie, fantastyczny charakter świata przedstawionego wydaje się stanowić alibi pozwalające na swobodniejsze posługiwanie się stereotypami. Zawiesza obowiązek konfrontowania ich z rzeczywistością, a także umożliwia traktowanie ich nie tyle jako opisów odnoszących się bezpośrednio do realnych grup ludzi, co swoistych znaków kulturowych, skutecznych nośników skojarzeń i emocji pozwalających się dowolnie wykorzystywać w procesie dowodzenia rozmaitych prawd ogólnych.

Ta specyfika powieści fantastycznej (i związane z nią osłabienie pewnych hamulców i zobowiązań związanych z realizmem) sprawia, że tym bardziej interesujące staje się pytanie o to, jakie elementy stereotypu Araba czy muzułmanina można znaleźć w utworach fantasy. Szukając odpowiedzi na to pytanie, wybrałam do analizy powieści stosunkowo różnorodne – napisane w różnym czasie, przez pisarzy różnej narodowości i odwołujące się na pierwszy rzut oka do odmiennych kodów kulturowych i modeli myślenia o interesujących nas grupach ludzi.

1.

Za pierwszy utwór wart uwzględnienia – ze względu na przynależność do klasyki literatury fantasy – uznałam „Opowieści z Narni” C. S. Lewisa. Obiektem uwagi jest tu, oczywiście, cesarstwo Kalormenu – groźny sąsiad Narni. Zewnętrzne cechy zarówno obu tych krain wywołują jednoznaczne skojarzenia z określonym położeniem geograficznym i kulturowym. Chłodne góry i lasy Narni bliskie są krajobrazowi angielskiemu, a architektura, stroje i język Narnijczyków kojarzą się z europejskim średniowieczem. W opisie Kalormenu z kolei znajdziemy skondensowany koloryt lokalny Bliskiego Wschodu: piaszczyste pustynie, ciemne twarze, długie szaty i turbany mieszkańców, zakrzywione szable wojowników, a także miasta – pełne imponujących budowli, a jednocześnie gorące, tłumne, pachnące czosnkiem i cebulą.

Na tych pocztówkowych obrazkach z Zachodu i Wschodu nadbudowane zostało wyraziste, silnie wartościujące przeciwstawienie. System opozycji obejmuje między innymi politykę, ustrój społeczny, hierarchię wartości, styl życia i religię. Narnia nastawiona jest pokojowo i nie pragnie podbojów, Kalormen to mocarstwo stale zagrażające słabszym sąsiadom. Rządy narnijskiego króla opierają się na akceptacji i zaufaniu poddanych, tisrok kalormeński sprawuje władzę absolutną, wymuszając posłuszeństwo strachem i siłą. Narnijczycy stanowią wspólnotę istot wolnych i równych, Kalormeńczycy tworzą stromą drabinę społeczną, na której najniższym szczeblu znajdują się pozbawieni praw niewolnicy. Narnijczykom obce są kalormeńskie zaszczyty, bogactwa i rywalizacja o władzę. Kalormeńczycy nie mogą pojąć, że podstawą relacji międzyludzkich może być współpraca oparta na uczciwości, lojalności i sprawiedliwości. Znakami odmiennych potrzeb i wynikającego z nich stylu życia są stroje i potrawy. Podczas gdy narnijskie jedzenie jest zarazem skromne i smaczne, a ubrania proste i wygodne, kalormeńska arystokracja lubuje się w przepychu i wyrafinowaniu (podczas gdy kalormeńscy biedacy jedzą ochłapy i chodzą w łachmanach). Wreszcie, swoistym ukoronowaniem tych różnic jest opozycja o charakterze religijnym. Narnia jest krajem dobrego Boga, Kalormen – dziedziną okrutnego demona. Ponieważ Aslan i Tasz pokazani zostali jako swoje przeciwieństwa, a opis tego pierwszego wyraźnie nawiązuje do wizerunku Chrystusa, ten ostatni staje się figurą szatana. Kalormeńczycy reprezentują jednak nie tylko wiarę w złego boga, ale także brak wiary – wśród nich przede wszystkim można znaleźć takich, którzy nie traktują swoich wierzeń serio i cynicznie wykorzystują imię boskie do własnych doraźnych celów.

Ta opozycja wartości nie tylko nadbudowana została na wschodnim i zachodnim kolorycie lokalnym, ale także sama wyraża się poprzez odpowiednie skojarzenia kulturowe. Ideały ucieleśniające się w Narni opierają się na tym, co uważa się za podstawy kultury zachodniej: filozofii greckiej, średniowiecznej epice rycerskiej oraz przede wszystkim – symbolice chrześcijańskiej. Kalormen z kolei jest fantazją na temat wschodniego imperium, odzwierciedleniem niepozbawionych domieszki fascynacji lęków wobec cywilizacji imponującej, ale groźnej, obcej i złej. Pojawiają się tutaj wszystkie stereotypowe skojarzenia: czczony jak bóstwo i okrutny sułtan czy chan, tłumy niewolników i niewolnic (także wziętych w jasyr), dwór będący siedliskiem skomplikowanych intryg, a zarazem niewyobrażalnego przepychu i bogactwa. Wreszcie, obce i wrogie wierzenia religijne.

Co ciekawe, mimo wyrazistości tych odniesień, nie wydaje się prawdopodobne, by zamierzonym alegorycznym sensem „Opowieści z Narni” miało być pokazanie różnicy między Wschodem a Zachodem, konfliktu między Europą a krajami arabskimi. Jest to oczywiste już chociażby dlatego, że nikt przy zdrowych zmysłach nie uznałby Narni za obraz prawdziwej Europy – ani historycznej, ani współczesnej. Sens tej przypowieści miał być zapewne znacznie bardziej uniwersalny. Wojna między Narnią a Kalormenem to zarazem religijna alegoria walki dobra ze złem, jak i zderzenie utopii społecznej z odpowiadającej jej antyutopią.

Krytykę Kalormenu można też postrzegać, paradoksalnie, jako oskarżenie kierowane w stronę współczesnej cywilizacji zachodniej. Interpretatorzy postrzegający Narnię jako wyidealizowany obraz tradycyjnej wspólnoty, Kalormen opisują jako jedno z ucieleśnień grzechów i zagrożeń współczesności – zwłaszcza nihilizmu nadchodzącego wraz z zagubieniem podstawowych wartości – ryzyko totalitaryzmu2.

Jakikolwiek jednak nie byłby symboliczny sens „Opowieści z Narni”, widoczna w nich łatwość wykorzystania bliskowschodnich asocjacji do przedstawienia społecznego i metafizycznego zła wiele mówi o sile stereotypu. Być może pokazuje ją lepiej niż mogłoby to zrobić dzieło jawnie stawiające sobie za cel przedstawienie nadchodzącego ze wschodu zagrożenia.

2.

Obraz zaproponowany przez Lewisa jest jednak tylko jednym ze sposobów odnoszenia się do kultury Bliskiego Wschodu w powieści fantastycznej. Tropem zupełnie odmiennych kulturowych skojarzeń poszedł inny klasyk tego gatunku – Frank Herbert, autor „Kronik Diuny”. Centralne miejsce w jego powieści zajmuje lud, dla którego wzorca dostarczyły, jak się wydaje, rozmaite wyobrażenia dotyczące plemion beduińskich. Rozpoznajemy ich już po krajobrazach, strojach i nazewnictwie. Na tych podstawowych znakach buduje się bardziej skomplikowany i wieloaspektowy wizerunek rycerzy pustyni.

Pierwszą, nieodzowną cechą przynależną do tego wizerunku jest tajemniczość. Paul, główny bohater powieści, obcy na pustynnej planecie, pierwsze spotkanie z plemieniem Wolan odczuwa jako zetknięcie się z nieznanym, które budzi w nim lęk, ale także i fascynację. Następnie obiektem uwagi staje się zdolność ludu pustyni do przetrwania w ekstremalnie trudnych warunkach, wymagająca sprawności i wytrzymałości, siły i odwagi, a także panowania nad sobą i umiejętności odległego planowania. Spotkanie Paula z Wolanami przypomina sceny z filmu Davida Leana „Lawrence z Arabii” – ta sama fascynacja głównego bohatera obcą kulturą, powolne przenikanie jej tajemnic, uczenie się i powiązany z tym rozwój wewnętrzny3.

Fascynacja Paula wynika między innymi z rozpoznania wyrazistego, jednoznacznego i traktowanego poważnie systemu wartości reprezentowanego przez pustynne plemię oraz sposobu, w jaki spaja ich wspólnotę. Wiele z przekonań Wolan jest bliskich kulturze rycerskiej, którą reprezentował ojciec Paula, ale jednocześnie bardzo odległe od dworskiego świata intryg, politycznych zdrad i kłamstw, w którym bohater żył dotąd. Można więc rozpoznać tu po trosze to samo przeciwstawienie, które obecne było w „Opowieściach z Narni” – tradycyjna wspólnota staje naprzeciw zepsutej nowoczesnej cywilizacji, tyle że bieguny porównania tym razem zamieniły się miejscami.

Świat Wolan nie jest jednak identyczny z idylliczną utopią z książki Lewisa. Ich kultura pokazana została jako surowa i okrutna. Wszyscy, kobiety i mężczyźni, od dzieciństwa zaprawieni są w zabijaniu. Odpowiednio wyszkoleni Wolanie okażą się najgroźniejszymi i najbardziej bezwzględnymi wojownikami we wszechświecie. Ich wiara religijna, każąca czekać na mesjasza, sprawi, że będą gotowi ślepo podążyć na dżihad. Fascynujący obraz arabskiego plemienia zawarty w powieści Herberta zawiera więc w sobie także groźbę przemocy i wojny, a postacie Arabów znalazły się tu w centrum refleksji nad zagrożeniami tkwiącymi w religijnym zapale i fanatycznym oddaniu człowiekowi czy idei.

3.

Wizerunek Araba może jednak być wykorzystywany nie tylko jako symbol dżihadu, lecz także innych zagrożeń związanych z fanatyzmem religijnym. Przedstawianie społeczności quasi-muzułmańskich może mieć na celu analizę życia społecznego w państwie podporządkowanym surowemu prawu religijnemu. Szczególnie wyrazistego przykładu takiego odniesienia do wyznawców islamu dostarcza powieść współczesnego polskiego pisarza Krzysztofa Piskorskiego pt. „Wygnaniec” (pierwsza część trylogii „Opowieści piasków”). Jest to opowieść o zamkniętej wśród pustyń społeczności o wyraźnych cechach arabskich (wygląd, stroje, język) i muzułmańskich (postać proroka, charakter kultu, zachowanie w świątyni etc.). Jej akcja rozpoczyna się w momencie przejęcia władzy przez radykalne skrzydło przywódców religijnych i pokazuje rozwijanie się systemu represji opartych o żądanie ścisłego i dosłownego przestrzegania praw zapisanych w świętej księdze, barbarzyńsko surowe prawo kryminalne oraz surowe regulacje obyczajowe dotyczące zwłaszcza kobiet (zakutanych w burki i uwięzionych w domach, z których mogą wyjść tylko pod opieką mężczyzny). Nietrudno tu rozpoznać bezpośrednie nawiązania do rządów Chomeiniego w Iranie czy talibów w Afganistanie. Dopełnienie tego obrazu stanowi szkolona w podziemiach grupa perfekcyjnych zabójców budząca skojarzenia zarazem historyczne (choćby z tajemniczym Starcem z gór i jego asasynami), jak i współczesne – z Al-Kaidą. Warto dodać, że najważniejsze wydarzenia obserwujemy oczami człowieka, który okazuje się w tej społeczności obcy.

Te trzy powieści przywołały bardzo różne, nawiązujące do różnych okresów historycznych i warstw tradycji elementy stereotypu mieszkańców Bliskiego Wschodu – obraz potężnego cesarstwa, dumnych rycerzy pustyni oraz kraju poddanego prawu szariatu. We wszystkich trzech przypadkach pewne rzeczy okazały się jednak powtarzalne. Po pierwsze, quasi-Arabowie czy quasi-muzułmanie zawsze występują jako obcy – nawet w powieści, której akcja rozpoczyna się we wnętrzu zamkniętej społeczności, szybko okazuje się, że główny bohater nie w pełni do owej społeczności należy i będzie musiał spojrzeć na nią z perspektywy wroga. Po drugie, wewnątrz tej społeczności działają okrutne prawa. Mogą mieć one różny charakter – niewolnictwo, represyjne regulacje obyczajowe, surowe prawa plemienne – ale łączy je to, że są nieakceptowalne dla ludzi z zewnątrz (nawet zafascynowany Wolanami Paul dąży do zmiany niektórych ich obyczajów). Po trzecie, we wszystkich tych przedstawieniach obecny jest lęk przed przemocą – opisywane ludy upostaciawiają imperialne dążenie do podboju i gotowość do dżihadu; groźbę wojny religijnej i zderzenia cywilizacji.

Warto też zauważyć, że fantastyczny charakter wszystkich trzech tekstów pozwala na hiperbolizację i wyostrzenie rzeczywistych wydarzeń, do których się pośrednio odwołują. Dżihad Paula Muad’Diba to hiper-dżihad, rozciągnie się na cały wszechświat i pochłonie sześćdziesiąt miliardów istnień. Boży wojownicy u Piskorskiego łączą nieludzką bezwzględność z nadludzką mocą. Kontrast między Narnią a Kalormenem u Lewisa przybiera charakter zderzenia absolutnych wartości.

Warto podkreślić, że nie wszystkie cechy pokazanych wyżej literackich ludów quasi-bliskowschodnich są negatywne. „Diuna” stanowi świadectwo niewątpliwej fascynacji plemionami pustynnymi. Cesarstwo Kalormenu to stara, wyrafinowana cywilizacja z imponującą kulturą materialną. Nie wszyscy przedstawiciele religii u Piskorskiego to groźni fanatycy (istnieje też odłam otwarty, humanistyczny, łączący wiarę z nauką). Niemniej jednak to, co najbardziej wyraziste i powtarzalne w tych utworach, a więc najsilniej wpisujące się w stereotyp, jest co najmniej niepokojące.

To, na ile wymienione wyżej cechy stanowią żywe składniki stereotypu mieszkańców Bliskiego Wschodu, można przy wykorzystaniu utworów fantastycznych sprawdzić w jeszcze jeden sposób – poprzez odwołanie się nie tylko do samego tekstu, lecz także do reakcji czytelników. W przywołanych dotąd powieściach mieliśmy do czynienia z takim nagromadzeniem znaków i aluzji wskazujących na odniesienia do określonych nacji czy grup religijnych, że rozpoznanie ich nie wymagało od odbiorcy żadnej niemal własnej inwencji. Źródło stereotypu tkwiło raczej w tekście niż w jego czytelniku.

Bywa jednak inaczej. Niemniej ciekawe dla oceny funkcjonowania stereotypów mogą być te powieści fantasy, w których opis poszczególnych fantastycznych krain i ich mieszkańców zbudowany jest z wymieszanych i niejednoznacznych znaków kulturowych. Tekst staje się wtedy ekranem dla projekcji czytelników skłonnych porządkować wykreowany przez autora świat przy użyciu własnych schematów poznawczych.

Nie mając czasu na przeprowadzenie dokładniejszych badań czytelnictwa, zrobiłam rzecz najprostszą. Poszukałam w dyskusjach toczonych na forach internetowych i blogach prób łączenia wykreowanych przez różnych pisarzy ludów z realnymi narodami czy grupami religijnymi, sprawdzając, jakie miejsce zajmują tu Arabowie czy wyznawcy islamu. Udało mi się natrafić na podobne rozpoznania dotyczące Trudi Canavan, Andrzeja Sapkowskiego i Terry’ego Pratchetta –pisarzy o tyle dla nas interesujących, że wszyscy troje, co widać zresztą z reakcji czytelników, stworzyli mapy swoich światów nie przekładające się jednoznacznie na mapy realne. Do rozpoznania państw i ludów arabskich w ich książkach prowadziły dwie ścieżki skojarzeń.

Pierwsza z nich wiązała się z motywem groźnego imperium o starej i imponującej kulturze, ale zarazem despotycznych rządach i wielkim pędzie do podbojów. U Trudi Canavan taki charakter miało cesarstwo sachakańskie. Jedna z czytelniczek pisze o nim: „Sachaka od samego początku przywodziła mi na myśl kulturę islamu”4. Inna odpowiada, najwyraźniej przytakując: „Sachaka kojarzy się dość oczywiście, klimat i »ludzki klimat«, zachowania, to wszystko…”5. Choć dyskutantki odwołują się w znacznej mierze do skojarzeń estetycznych, to ów „ludzki klimat” może mieć coś wspólnego z charakterystycznymi dla Sachaki imperializmem, despotyzmem i surową obyczajowością, a także niską pozycją kobiet (które podlegają całkowicie władzy ojca lub męża, nie mogą pracować ani nawet same wychodzić z domu). W przypadku powieści Sapkowskiego skojarzenia z Arabami wzbudziło z kolei cesarstwo Nilfgaardu: „niosący kulturę i naukę Nilfgaardczycy to oczywiście Arabowie (oni też patrzyli na Europejczyków jako barbarzyńców z północy… i mieli świetną konnicę)”6. Skojarzenie odnosi się przede wszystkim do podboju dokonywanego przez przedstawicieli bardziej zaawansowanej cywilizacji, ale można dodać, że zarazem dotyczy państwa, o którym inna dyskutantka napisała: „mnie się nilfgaardczycy kojarzyli z III rzeszą…”7.

Drugi trop arabski w rozpoznaniach czytelniczych wiąże się z głęboką ingerencją religii w życie wyznawców i ścisłą kontrolą obyczajową. Takie cechy stoją zapewne za rozpoznaniem kraju arabskiego w Lonmarze Trudi Canavan („Pod wieloma z imion i nazw krain mieszczą się dobrze nam znane postacie i ludy (jak choćby kraje arabskie ukryte w nazwie Lonmar)”8) – ojczyźnie niezwykle surowej religii i wynikającej z niej jeszcze surowszej kontroli obyczajowej. Warto zaznaczyć, że poznajemy Lonmar od strony placu egzekucji, na którym pod pręgierzem stoi homoseksualista i kobieta, która zdradziła męża. Podobne odniesienia wykorzystała jedna z czytelniczek Pratchetta: „Krasnoludy to stereotypowi Żydzi/Muzułmanie:

– mają sztywne poglądy dotyczące kobiet i ich ubioru, tradycjonaliści nie pokazują twarzy,
– mają gragów, czyli imamów, rabinów i tym podobnych kapłanów,
– cenią złoto i jeden konkretny rodzaj pracy,
– no i mają zamachowców samobójców”9.

Pratchett wart jest uwagi jednak nie tylko jako autor świadomie tworzący mieszankę kulturową, którą czytelnicy z trudem próbują porządkować przy użyciu własnych stereotypowych wyobrażeń, ale także jako pisarz, który stereotypy czyni obiektem refleksji. W jednej ze swych powieści, w której bardzo wyraźnie przywołuje obraz świata arabskiego, zatytułowanej „Bogowie, honor, Ankh Mokpork”, zajmuje się błyskotliwą analizą dotyczących stereotypów dotyczących Arabów. Analiza ta jest tym bardziej dla nas interesująca, że bezpośrednio odnosi się właśnie do tych właśnie wyobrażeń, o których była mowa wyżej. Znajdziemy tu okrutnego władcę wschodniego państwa i jego zawikłane intrygi, tajemnicze i groźne pustynne plemię, okrutnego asasyna, obcość religijną, gotowość do wojny i podboju. Oczywiście, jak łatwo się domyślić, przed końcem opowieści wszystkie te stereotypowe obrazy zostaną sprowadzone do absurdu, wykrzywione i ośmieszone. Demoniczny asasyn okaże się policjantem, członków pustynnego plemienia zabójców można rozbroić metodami zwykle stosowanymi przez porucznika Marchewę wobec ulicznych chuliganów, misterne intrygi arabskiego władcy rozbija kompletnie absurdalna interwencja policyjna.

Znacznie bardziej realistyczny charakter ma natomiast wątek oparty na skojarzeniu obsadzającym Arabów w zupełnie innej roli – jako imigrantów (sprzedawców egzotycznego jedzenia) w quasi-zachodnim mieście, którym przy każdej okazji może grozić lincz, mimo pozornej asymilacji i dobrego współżycia z sąsiadami.

Jednak najważniejszym sposobem, w jaki Pratchett kwestionuje popularne stereotypy, jest utrzymywana obsesyjnie wręcz w tej powieści zasada symetrii. „Nasi” i „obcy” przy niezliczonych okazjach okazują się swoim zwierciadlanym odbiciem. Powieść zaczyna się od obrazu dwóch łódek, w których rybacy różnej narodowości toczą ze swoimi synami podobne dialogi. Po obu stronach u władzy są rozsądni i nierozsądni, nastawieni pokojowo i wojowniczo politycy, po obu stronach tacy sami są żołnierze, po każdej stronie jest szef policji skłonny potraktować własną armię jak grupę awanturników. Mocnym akcentem w tworzeniu tej symetrii jest rozmowa o bogach, który to cytat niech posłuży za końcowy komentarz do mojego artykułu:

„– Słyszałem, że mają kupę dziwnych bogów – oświadczył Nobby.
– Tak. I obłąkanych kapłanów – zgodził się Colon. – Połowa z pianą na ustach. Wierzą w najróżniejsze bezsensowne rzeczy.
Przez chwilę w milczeniu obserwowali malarza. Colon obawiał się pytania, które w końcu musiało paść.
– No to czym właściwie różnią się od naszych? – spytał Nobby. – W końcu niektórzy kapłani u nas są…
– Mam nadzieję, że nie jesteś niepatriotyczny – przerwał mu surowo Colon.
– Nie, jasne, że nie. Tylko pytałem. Przecież rozumiem, czemu są o wiele gorsi od naszych, bo przecież są zagraniczni i w ogóle”10.

Przypisy:

1) J. Słowacki, prawdopodobne nieopublikowany fragment poematu „Arab”, www.pbi.edu.pl/book_reader.php?p=6913.
2) M. Oziewicz, „Magiczny urok Narnii: poetyka i filozofia »Opowieści z Narnii« C.S. Lewisa”, Universitas, Kraków 2005.
3) Ciekawa analiza porównawcza dwóch filmów, patrz: P. Jezierski – JEZIER, „Arabskie inspiracje w Diunie”, http://www.film.org.pl/prace/diuna_inspiracje.html.
4) chichots, http://www.ksiazkicanavan.fora.pl/trylogia-czarnego-maga,60/sachaka-i-krainy-sprzymierzone-nasze-wyobrzazenie,78.html.
5) Ankeszu, http://www.ksiazkicanavan.fora.pl/trylogia-czarnego-maga,60/sachaka-i-krainy-sprzymierzone-nasze-wyobrzazenie,78.html.
6) dying swans twisted wings, http://grono.net/sapkowski/topic/334199/sl/cytaty-skadinad-wplecione-w-sage/1/0/43268439/1/.
7) lorien, http://grono.net/sapkowski/topic/334199/sl/cytaty-skadinad-wplecione-w-sage/1/0/43268439/1/.
8) http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2010/06/trylogia-czarnego-maga-tom-ii.html.
9) dyskowe.info/topics4/rasizm-u-praczeta-vt1038.htm
10) T. Pratchett, „Bogowie, honor, Ankh Mokpork”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2007.

* Olga Dawidowicz-Chymkowska, ukończyła psychologię i filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim, pracuje jako adiunkt w Pracowni Badań Czytelnictwa Biblioteki Narodowej, autorka m.in. książki pt. Przez kreślenie do kreacji. Analiza procesu twórczego zapisanego w brulionach dzieł literackich.

„Kultura Liberalna” nr 125 (22/2011) z 31 maja 2011 r.

 

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 125

(21/2011)
31 maja 2011

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj