Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > SUCHCICKA: Gdzie jest...

SUCHCICKA: Gdzie jest ten lepszy świat? O filmie Susanne Bier

Katarzyna Suchcicka

Gdzie jest ten lepszy świat?

Ulotki o filmie „W lepszym świecie” Susanne Bier i recenzje na jego temat informują nas, że to jest film o przemocy codziennej, zarówno w trzecim świecie – w Afryce, jak i w tym superpierwszym – w Danii. Owszem, film traktuje o tym, ale nie tylko. To także próba odpowiedzi na pytanie, jaki jest sposób na przemoc – psychiczną i fizyczną – i czy on w ogóle istnieje? Może nawet więcej, „W lepszym świecie” traktuje o sposobie na niewiedzę, brak wskazówek i o wątpliwościach, jak poruszać się w tym świecie, który jest nam dany raz na zawsze, z takimi przywarami, jakie ma i takimi a nie innymi ograniczeniami.

W kinie nie brało się ostatnio za ten temat tak dogłębnie i wszechstronnie wielu reżyserów. Nawet się temu dziwiłam, ponieważ wojna, nałogi, morderstwa to tematy dyżurne, a to, co stanowi o ludzkim Dachau na co dzień, wrogość czy obojętność, zostaje przemilczane.
A tu nie, tu mamy jak na tacy – prześladowanie przez brutalnych kolegów w szkole, wyzwiska i bójki, opór psychiczny syna wobec ojca, pragnienie zemsty. Co ciekawe, poligonem tych złych uczuć jest w dużej mierze szkoła i świat dzieci.

Między dorosłymi także jest źle, zamykają się w swoich małych pokojach i obyczajach. Odrzucają, nie mogą wybaczyć, mówi nam reżyserka Susanne Bier z Danii. Nie jest co prawda w naszej cywilizacji tak tragicznie, jak w części afrykańskiej filmu, gdzie ojciec jednego dwóch głównych bohaterów jeździ co jakiś czas do pracy jako lekarz i gdzie grasuje Wielkolud, który rozcina brzuchy młodym kobietom, żeby zobaczyć, jak wygląda seks od środka. To przypadek drastyczny. Ale przemoc się czai w samej istocie życia. Żona mówi mężowi, że nie może mu przebaczyć, nie samej zdrady, ale tego „jak ta kobieta zaprzątała całą twoją uwagę”. Przemoc jest tu ukazana jako immanentna część żarłocznego, pożądającego istnienia. Reżyserka stara się badać możliwości przeciwdziałania przemocy, ojciec lekarz nadstawia drugi policzek mechanikowi samochodowemu, który go zaatakował, ale to nie działa po chrześcijańsku, wzbudza wręcz agresję w chłopcu będącym świadkiem tej sceny i skłania do tytułowej w duńskim oryginale zemsty („Hævnen”).

Akcja filmu znów się jednak obraca i wiemy na pewno, po stratach na zdrowiu i spokoju, że zemsta – przemoc za przemoc – się nie opłaca. Może tylko trochę, jako odprysk, dwojgu, którzy odeszli od siebie wskutek zdrady, bo wracają do związku. Skomplikowane jest życie i nieprzewidywalne – moglibyśmy banalnie westchnąć. Ale przecież nie tylko o to chodzi. Chodzi o wyrażoną expressis verbis świadomość, że człowiek na co dzień jest jakby ślepy, odrętwiały, nie wie co ważne, zapomina, nie zauważa. Dopiero na chwilę, gdy coś nas mocno uderzy w głowę – umiera bliski, wali się świat – zaczynamy czuć jakby „podnosiła się kurtyna, która nam zasłania świat”. To także trwa jednak tylko chwilę, potem wszystko wraca do patologicznej odrętwiałej normy.

Cała sztuczka zatem w tym, żeby ten stan jasności, świadomości co właściwe, wzbudzać w sobie na co dzień i przedłużyć. Zdaje mu się sprzyjać mówienie prawdy, mówienie w ogóle i słuchanie. I żeby mieć, do kogo mówić – dlatego tak dramatyczna jest w filmie scena, w której ojciec-lekarz skrajnie zmęczony po akcji reanimacyjnej, nie daje rady wysłuchać przez Skype’a syna Eliasa, jego ważnych wątpliwości przed akcją z bombą.

Prawdy pożąda też drugi, obok Eliasa, z chłopców – Christian (obaj odtwarzani przez genialnych, mniej więcej 11-letnich aktorów), który domaga się od ojca wyznania, że ten pragnął śmierci chorej na raka matki. I gdy ojciec waży się przyznać, że tak było, że przy końcu pragnęli jej oboje, stosunki między synem a ojcem poprawiają się. I to właśnie oddany prawdzie Christian ma odwagę przeciwstawiać się przemocy klasowych osiłków wobec Eliasa, obronić go przed kolegami dręczącymi chłopca za krzywy zgryz. Żebyśmy tak na co dzień umieli powiedzieć jak Christian: „ja tam nikomu w gębę nie zaglądam”. I rzeczywiście nie zaglądać.

I jeszcze jedno: nikt tu się nie wstydzi okazywać uczuć; choć mężczyźnie wilgotnieją oczy lub daje się szturchnąć nie oddając, nadal jest mężczyzną, opoką. A twarda i zdecydowana kobieta nadal bardzo potrzebuje opieki. Skandynawowie znów nas zaskakują.

Film:

„W lepszym świecie”,
Reżyseria: Susanne Bier
Scenariusz: Susanne Bier, Anders Thomas Jensen
Premiera: 8 lipca 2011 (Polska), 26 sierpnia 2010 (świat)

* Katarzyna Suchcicka, poetka, krytyk literacki i filmowy, autorka filmów dokumentalnych. Obecnie pracuje dla TVP Kultura. Stale współpracuje z „Kulturą Liberalną”.

„Kultura Liberalna” nr 133 (30/2011) z 26 lipca 2011 r.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ
(29/2011)
25 lipca 2011

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj