Z centrum widać najwięcej
  

PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną forward

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Świat na literę...

Świat na literę Q. Recenzja „1Q84” Haruki Murakamiego

Katarzyna Kazimierowska

Z książkami Murakamiego jest jak z maratonem – trzeba je czytać do końca, by poczuć smak zmęczenia i satysfakcji, że przełknęło się bez zakrztuszenia kolejną gorzką życiową pigułkę, jaką nam serwuje. I w tym jego wielkość.

Murakami_1Q84_okladka

Haruki chyba pozazdrościł oryginalności i zdecydowanego stylu swojemu koledze po fachu, Ryū Murakami, bo postanowił stworzyć powieść, która pulsuje rytmem miasta, mrokiem i brutalnością. Czy to zabieg udany, dowiemy się za kilka miesięcy, bo trzeci tom „1Q84” ukaże się w Polsce dopiero pod koniec roku.

Do najnowszej książki pisarza, który w Japonii ma status bezkonkurencyjnej gwiazdy, podeszłam jak pies do jeża. Po ostatnich dość nieudanych tytułach oraz autobiografii, która ciekawa wydaje się tylko zapalonym biegaczom, Haruki napisał książkę, która może powalić rozmachem, objętością i złożonością świata przedstawionego. Ale to tylko pozory. Tak naprawdę Murakami wykorzystał prostą metodę kompilacji: łącząc sprawdzone zabiegi i wątki, stworzył mozaikę, którą czyta się jednym tchem, a jednocześnie trudno jest nie odnieść wrażenia, że ten film już gdzieś widzieliśmy.

Mamy rok 1984 (oczywiste nawiązanie do Orwella) i świat, który już na pierwszych stronach zaczyna zmieniać się na naszych oczach. Mamy dwójkę wyrazistych bohaterów: zawodową zabójczynię Aomame i redaktora Tengo. Ich ścieżki, złączone w dzieciństwie, muszą raz jeszcze się przeciąć (motyw prowadzenia podwójnej narracji znamy z „Roku potopu” Margaret Atwood). W kolejnych rozdziałach nić narracji przenika dwa światy: ten rzeczywisty i wykreowany, który zaczyna żyć własnym życiem, gdy na niebie pojawiają się dwa księżyce. Nasza seryjna zabójczyni ma wykonać ostatnie zadanie: zabić lidera groźnej sekty Sagitake, a redaktor – uchronić życie jego córki, uciekinierki ściganej przez tajemniczych Little People. Wszystko to dzieje się w mrocznym Tokio, gdzie ulice zapchane są stojącymi w korkach autami, ludzie spotykają się w podejrzanych barach, by wyrwać chętnych na seks, a świat zdaje się zmierzać do smutnego, melancholijnego końca. Ta wizja bardzo przypomina mi rzeczywistość wykreowaną przez Ryū Murakamiego na potrzeby jego genialnej książki „Dzieci ze schowka”, której bohaterami jest dwóch chłopców porzuconych w niemowlęctwie przez swoje matki. Tam świat jest zły, brudny i odrażający w swej zwierzęcości, a jednocześnie magiczny dzięki niezwykłym sylwetkom bohaterów i użytych środków wyrazu. Toniemy w chaosie i jednocześnie pragniemy go jeszcze bardziej. W „1Q84” („q” to japoński odpowiednik cyfry 9, a także pierwsza litera w słowie „question” – „pytanie”) dusimy się z braku powietrza i szybko brniemy przez kolejne strony, by odetchnąć z ulgą, gdy Haruki nam na to pozwoli.

Nie mogę odmówić Murakamiemu odwagi: brutalne opisy, choć napisane jego powolnym, wręcz flegmatycznym stylem; zwroty akcji, na które nie jesteśmy przygotowani, choć nie zawsze potrzebne dla rozwoju kolejnych wątków; eksplorowanie ciemnych stron osobowości; wreszcie wizja świata niczym z „Roku 1984” Orwella, opanowanego przez sektę, która powoli, ale systematycznie, jak u Dona de Lillo, pochłania kolejne żywe komórki organizmu zwanego społeczeństwem; no i to silne poczucie nieuchronności końca, który jak w „Melancholii” Larsa von Triera musi przyjść i pochłonąć świat – wszystko to jest obezwładniające. A jednak Murakami nie uciekł od kiczu w opisach historii miłości niemożliwej, nie uniknął „przegadania” rzeczy prostych i oczywistych, jak smutne historie z dzieciństwa naszych bohaterów. Jednocześnie największą dla mnie wartość mają jego dygresje, które niczym straszne bajki na dobranoc dopełniają uczucia niepokoju i metaforycznie przygotowują nas na konsekwencje kolejnych zdarzeń, pokazując, w jakiej pułapce znaleźli się Tengo i Aomame, ale też my sami. I tu Murakami celnie wskazuje na iluzoryczność życia, jakie na co dzień prowadzimy, jednocześnie powracając do swojego ulubionego wątku – poczucia nieukojonej straty, której doświadczamy codziennie, ale uświadamiamy ją sobie dopiero wtedy, gdy jest już za późno na spokojne jej przeżycie. Nie dociera do nas przemijalność rzeczy i nas samych, nie chcemy lub nie potrafimy pogodzić się z kolejami losu. Jak pisze Murakami: „Jeśli nie rozumiesz bez tłumaczenia, to znaczy, że nie zrozumiesz, choćbym nie wiem ile ci tłumaczył”. W takich momentach książki autor najmniej udaje i wtedy właśnie pojawia się znana z jego poprzednich tytułów nieunikniona melancholia, znane i stałe kłucie w sercu.

Czekam na trzeci tom ze świadomością, że pewnie nie zaskoczy mnie puenta, nie porazi oryginalność, nie zachwyci rozwiązanie. Ale z książkami Murakamiego jest jak z maratonem – trzeba je czytać do końca, by poczuć smak zmęczenia i satysfakcji, że przełknęło się bez zakrztuszenia kolejną gorzką życiową pigułkę, jaką nam serwuje. I w tym jego wielkość.

Książka:

Haruki Murakami, „1Q84”, przeł. Anna Zielińska-Elliott, Wydawnictwo Muza, 2010.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 134

(31/2011)
1 sierpnia 2011

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj