„«Laszowanie» to zbiór opowiadań o chłopcu dorastającym w małym miasteczku i o niepewnej, wrażliwej męskości, która się w nim budzi” – głosi opis wydawcy. Myślę o pojęciu męskości i sposobie, w jaki ta została dookreślona. Czy naprawdę wciąż potrzebujemy potwierdzenia, że mężczyźni są wrażliwi? To pytanie – zadane po części z przekory, po części z krytycznej uważności – otwiera przestrzeń dla dalszej lektury „Laszowania”: zbioru dwunastu opowiadań powiązanych wspólnym miejscem akcji (mała ojczyzna) oraz czasem historycznym (schyłek PRL-u). Teksty te splatają się ze sobą również przez bohaterów, a przede wszystkim dzięki narratorowi, który w tytułowym opowiadaniu przechodzi inicjację.

Debiut właściwy

Choć Dobosiewicz za swój właściwy debiut uważa właśnie „Laszowanie”, to już wcześniej wydał minipowieść „El Mas Santo”, kryminał „Komisarz Zagrobny i powódź”, a także dwie książki dla dzieci „Nuka” i „Nowe przygody Nuki”. Za opowiadanie otwierające tom, czyli „Rakietą do nieba”, otrzymał w 2020 roku główną nagrodę na Międzynarodowym Festiwalu Opowiadania we Wrocławiu. Więcej na temat tego wyróżnienia pisała Anna Marchewka w recenzji dla „Dziennika Literackiego”: „[z] finałowej dziesiątki wybrałam «Rakietą do nieba» jako najdojrzalsze, bo z lekkością potrafiło wypowiadać żałobę”. To prawda, autor z wyjątkowym wyczuciem formy potrafi opisywać dziwne, trudne czy wręcz traumatyczne zdarzenia. Przykładem może być chociażby naturalistyczny opis uśmiercania złowionej ryby: 

„[u]świadomiłem sobie, że naprawdę zaciskam oczy. Otworzyłem je. Czerwone skrzela płotki unosiły się i opadały. Przyłożyłem jej nóż do białego brzuszka, a potem przesunąłem wyżej, do linii skrzeli. Tam miała serce. Nacisnąłem. Usłyszałem mlaśnięcie, a ryba podskoczyła. Zawahałem się, ale pchnąłem znowu. Ostrze przebiło miękkie mięso i dotarło do kręgosłupa. Naparłem wtedy z całej siły. Zgrzytnęło. Płotkę przeszył dreszcz od ogona do głowy, która zaraz miała się oddzielić od reszty ciała. To ostatnie drgnięcie…” [s. 85].

Brutalna scena została umyślnie poprzedzona przyśpiewkami miejscowego wędkarza, Bońka: „wszystkie rybki mają cipki, ciuralla, ciuralla la” [s. 76], „a karasie po kutasie ciuralla, ciuralla la, hej” [s. 77], „czy normalny facet z bródką może zostać prostytutką? Ależ owszem, czemu nie, jemu też należy się” [s. 81]. Opowiadanie zamyka scena śmierci prostego, choć na swój sposób uroczego wędkarza, który w ostatnim tchnieniu nie „wierzgnął jak ryby”.

Traumy „na wesoło”

Dobosiewicz „emocjonalne bomby” rozbraja wesołymi akordami, vide przyśpiewki Bońka, innym razem zaczepia w życiowej prozie przeżycia graniczne, na przykład przywołuje dwie paczki „ekstra mocnych”, które wypalał ojciec, zanim umarł. Czasami nakłada na siebie dwa obrazy – śmierć ryby i śmierć wędkarza – by pozbyć się patosu. Wszystkie te strategie pozwalają autorowi stworzyć przestrzeń dla empatycznego bohatera-narratora, który odczuwa więcej, ale nie ociera się o przesadny sentymentalizm czy kicz. Czułość ta, skierowana do istot często słabszych, została wyrażona w języku: „[n]ajpierw grubym, brudnym paluchem gmerał w pyszczku ryby” [s. 79] – rybka zestawiona z gruboskórnym katem; ale również w ustawieniu zooma na ludzkie reakcje. Byłby to na przykład gest babci, która – na widok brzytwy fryzjera – ruchem teatralnym zasłania fartuchem usta: „[f]ryzjer miał już umyte ręce i wiązał dziadkowi ręcznik wokół szyi. Starannie rozrabiał krem do golenia i nakładał go dziadkowi na twarz. Brał do ręki maszynkę. – Tylko niech go pan nie zatnie – prosiła babcia. – Zatnie, to zatnie – odpowiadał gniewnie dziadek” [s. 16].

Męskie i kobiece

W „Laszowaniu” dostajemy plejadę „męskich” mężczyzn, począwszy od dziadka, który przeżył zawały w liczbie mnogiej, raka płuc i nerek (wciąż paląc mocne), po fryzjera – działacza antykomunistycznego z połamanymi nogami. Bohaterowie ci w jakimś sensie odpowiadają wzorcowi hegemonicznej męskości, czyli mieszczą się w modelu kulturowym opartym na sile, odwadze, agresji czy rywalizacji [1]. Ojciec uczy chłopca, jak powinien się bić:

„– Walisz pierwszy. Prosto w ryj. Rozumiesz? – Nie umiem. – Zasada jest prosta. Albo ty bijesz po ryju, albo ciebie biją. – Nie da się inaczej? – Nie da. Nie mówię, że masz lać się z każdym. Wystarczy, że wpierdolisz jednemu” [s. 34–35].

Narrator nie dość, że nie jest zachwycony tymi wskazówkami, to razi go także język, którym posługuje się ojciec. Chłopiec zastanawia się także nad tematami, które dla ojca wydają się zupełnie abstrakcyjne: „Jechałem goły od pasa w górę i cieszyłem się, że kąpielowe gacie wreszcie wyschły. Matka by dopilnowała, żebym je zmienił, ojciec stwierdził, że mogę robić, co chcę. Zrobiłem i stwierdziłem, że następnym razem na pewno zmienię. W obtartej dupie i odparzonych jajcach nie ma nic męskiego” [s. 34].

Wracamy więc do czasów sprzed powszechnej świadomości na temat płci kulturowej, a akcja opowiadań toczy się na prowincji, gdzie podział na „męskie” i „kobiece” obowiązuje do dziś. Narrator ma jednak świadomość tego, że to, co męskie, może być kobiece, dlatego bez problemu przełamuje obraz samczego ojca wspomnieniem o tym, że czasami nawet on „dygał jak panienka”.

Otrzymujemy prozę, która bierze pod lupę małą społeczność w czasie przeobrażenia Polski Rzeczpospolitej Ludowej w Rzeczpospolitą Polskę. Wszystko zdaje się nieuchronnie zmieniać, nawet przyrzeczenie harcerskie przestaje obowiązywać po kilku godzinach. Narrator dorasta, czując wiatr zmian, robi pierwszy, a nawet drugi krok w chmurach (tytuł jednego z opowiadań jest mrugnięciem w stronę Hłaski). I ostatecznie doświadcza laszowania, czyli samodzielnego lotu.

Mężczyzna wrażliwy

Niewątpliwie opowiadania te posiadają elementy bildungsroman. To, co miałoby – moim zdaniem – wyróżniać tę prozę od innych tego typu, byłaby właśnie postać dorastającego chłopca, który, wracam do sformułowania z opisu, zaczyna odczuwać niepewną, męską wrażliwość. Problem w tym, że już dawno temu odrobiliśmy tę lekcję i wiemy, że wrażliwość nie jest cechą typowo żeńską czy męską. I nie rozumiem, dlaczego wciąż czytamy o „męskiej wrażliwości”, a nie o uniwersalnej wrażliwości. W jakimś sensie podobne opowiadania zaproponował nam niedawno Patryk Zalaszewski w „Lunecie z rybiej głowy” [2]

Tam również narratora cechuje wysoka wrażliwość, jednak tu wydaje się być wpisana w niego naturalnie. Dobosiewicz natomiast szyje swojego bohatera nieco grubszą nicią. Wrażliwy syn zbudowany jest w kontrze do ojca, ale i sam ojciec może wcale nie jest taki „męski”, jak wszyscy myśleli. Pytanie zatem: czy polska literatura wciąż jeszcze potrzebuje nasycać się wizerunkiem mężczyzny wrażliwego? A może jesteśmy już w stanie czytać tego typu cechy bez względu na płeć?

Opowiadania Macieja Dobosiewicza zostały jednak wyjątkowo dobrze przemyślane pod kątem układu książki [3]. Warsztat autora opowiadań także nie pozostawia wiele do życzenia – jest sprawny i dojrzały. Jedyny mój zarzut to tematyka, którą – mam wrażenie – już wielu z nas się „najadło”, aby nie powiedzieć „przejadło”. Pod tym względem „Laszowanie” wyważa otwarte już drzwi, choć wciąż jest to kawałek niezłej literatury. 

Przypisy:

[1] Męskość hegemoniczna to pojęcie funkcjonujące w teorii płci kulturowej, wprowadzone przez Raewyn Connell. Odnosi się do dominującego w danym społeczeństwie wzorca męskości, który pełni rolę kulturowego ideału oraz zestawu praktyk podtrzymujących istniejący porządek patriarchalny. Termin ten nawiązuje do zespołu uznawanych za nadrzędne norm i wartości przypisywanych mężczyznom, które zyskują status obowiązujących i „naturalnych” w danej kulturze, zob. R.W. Connell, „Masculinities. Second Edition”, University of California Press, Los Angeles– Berkeley 2005.
[2] Debiut ten recenzowałam na łamach „Kultury Liberalnej”.
[3] Więcej na temat obecności opowiadań w polskim polu literackim pisała we wspomnianej recenzji Anna Marchewka.

Książka:

Maciej Dobosiewicz, „Laszowanie”, wyd. Nisza, Warszawa 2025.