Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > CZWARTEK [Chiny] SAREK:...

CZWARTEK [Chiny] SAREK: Boks w domowym zaciszu

Katarzyna Sarek

Boks w domowym zaciszu

„Czasem ją uderzyłem, ale nigdy nie przeszło mi przez myśl, że będzie o tym rozpowiadać, ponieważ obnoszenie się z problemami domowymi nie licuje z chińską tradycją” – w taki sposób dał wyraz swemu zażenowaniu niegodnym zachowaniem żony obecnie najsławniejszy chiński damski bokser – Li Yang. Powszechnie znany nauczyciel angielskiego i majętny biznesmen, słynny dzięki autorskiej metodzie Crazy English (polegającej m.in. na wykrzykiwaniu z całych sił słówek i zdań, w ten sposób przełamywaniu lęku przed mówieniem), okazał się domowym tyranem, od dawna znęcającym się nad żoną. Miał pecha, bowiem połowica, Kim Lee, jako Amerykanka zlekceważyła czcigodną chińską tradycję i postanowiła zerwać zasłonę milczenia, opowiadając światu o swoich traumatycznych przeżyciach. Na początku września opublikowała online zdjęcia, na których widać ślady bicia i przemocy, potem dołożyła opis wydarzeń – ciągu razów, przyduszania, szarpania, przerwanych dopiero przez interwencję córeczki. Matka z córką uciekły z domu na posterunek policji, skąd wysłano je do szpitala na obdukcję. Z kolejnych doniesień wynika, że nie był to ani pierwszy, ani odosobniony przypadek znęcania się w rodzinie pana Yanga.

Wydarzenie przykre, ale niestety mało sensacyjne, przemoc domowa i jej opisy to nic niezwykłego dla zachodniego czytelnika. Inaczej się rzecz ma w Chinach, gdzie zgodnie z zasadą „zły to ptak, co własne gniazdo kala”, nie upublicznia się problemów w rodzinie, niezależnie od ich rangi. Przemoc domowa występuje nagminnie, ale społeczeństwo, wraz z policją, uważa, że nie jest to powód do interwencji. Według statystyk ogłaszanych przez All China Women’s Association 64 proc. Chińczyków doświadczyło różnego rodzaju przemocy z rąk najbliższych krewnych, a w ponad 30 proc. chińskich rodzin występuje przemoc domowa. Ofiarami w zdecydowanej większości są kobiety. Znęcanie się nad słabszymi jest do tego stopnia akceptowane w społeczeństwie, że jedynie 5 proc. doświadczających przemocy kobiet uznało swoje rodziny za nieszczęśliwe.

Trzeba powiedzieć wprost – lanie żony czy dzieci nie jest uważane w Chinach za coś nagannego czy niewłaściwego. To przede wszystkim sprawa rodziny, którą członkowie powinni sami rozwiązać, bowiem „nawet najmędrszy sędzia nie jest w stanie rozwikłać rodzinnych swarów”. Dlatego nawet gdy przewrażliwiony sąsiad zadzwoni na policję i złoży doniesienie o rękoczynach za ścianą, policja doradzi mu pilnowanie własnego nosa i niemieszanie się w nie swoje sprawy. Również dla legislatorów przemoc domowa nie stanowi palącego problemu – Chiny wciąż nie mają osobnego aktu prawnego poświęconego tej kwestii, co sprawia, że ofiarom trudno dochodzić swoich praw. Dopiero w 2008 roku sąd w mieście Wuxi wydał pierwszy w dziejach kraju wyrok zakazujący explicite mężczyźnie znęcania się i zastraszania rodziny.

Podporządkowanie rodziny – kobiet i dzieci – władzy mężczyzny ma w Chinach starożytny rodowód. Absolutna władza męża przetrwała w mentalności do dziś, na przykład w powiedzeniu „Wziąć żonę, to jak kupić konia – możesz ją bić i ujeżdżać do woli”. Chiny to jedyny kraj na świecie, gdzie samobójstwa częściej popełnia płeć piękna (o 25 proc.). Według statystyk policyjnych, przyczynę ok. 80 proc. samobójstw kobiet stanowią konflikty w rodzinie. Zwłaszcza na wsi (gdzie samobójstwa trzy razy częstsze niż w miastach), młode dziewczyny wydawane za mąż, zazwyczaj bez prawa wyboru czy sprzeciwu, często stają się ofiarami przemocy fizycznej i seksualnej. Nie widząc szans na zmianę losu, targają się na własne życie.

Szczerość Amerykanki może przyniesie korzyść nie tylko rodzinie Yang – mąż publicznie przyznał się do winy, przeprosił, obiecał poprawę i rozpoczął terapię – ale także wszystkim Chinkom. Chyba pod wpływem nagłośnionej w mediach historii okazało się, że leżakujący od lat w komisjach ustawodawczych projekt ustawy dotyczącej przemocy domowej wkrótce trafi do parlamentu. Ustawa ustawą, a mentalność swoją drogą. Niby-skruszony mąż pożalił się w wywiadzie dla jednej z gazet, że jest wściekły na swoją połowicę: „zrujnowała moją karierę i wizerunek, na które harowałem przez 20 lat”. Nic dodać, nic ująć.

* Katarzyna Sarek, sinolog, tłumaczka, publicystka, współprowadzi blog www.skosnymokiem.wordpress.com.

„Kultura Liberalna” nr 142 (39/2011) z 27 września 2011 r.

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Skoro jesteś tu z nami, mamy do Ciebie ważną prośbę.

„Kultura Liberalna” jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy istnieje dzięki wsparciu Darczyńców. W każdy wtorek publikujemy pełnowymiarowe wydanie magazynu, wydajemy książki, organizujemy wydarzenia publiczne.

Dajemy głos ludziom rozmaitych profesji i środowisk, którzy mają do powiedzenia coś ważnego i ciekawego - niezależnie od potrzeb reklamodawców i komercyjnych wymogów. Wierzymy w pluralistyczną demokrację i rozmawiamy także z tymi, z którymi się nie zgadzamy. Bez „KL” w naszym kraju byłoby smutniej!

Przed nami kolejne cele. Aby działać stabilnie i zachować pełną niezależność, musimy znacznie poszerzyć grono osób, które wspierają nas bezpośrednimi, comiesięcznymi wpłatami. Dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą, abyś dołączył lub dołączyła do grona naszych comiesięcznych Darczyńców. Zajmie to tylko minutę!

SKOMENTUJ

Nr 142

(39/2011)
27 września 2011

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj