Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > BUCHOLC: Oburzeni 1625....

BUCHOLC: Oburzeni 1625. „Trzej Muszkieterowie” 3D

Marta Bucholc

Oburzeni 1625. „Trzej Muszkieterowie” 3D

Najlepszą dotąd adaptacją „Trzech Muszkieterów”, jaką widziałam, był rysunkowy serial, w którym wszystkie role odgrywały psy. Emitowała go telewizja w czasach mego coraz odleglejszego dzieciństwa, w czasach, kiedy nie było żadnego pluralizmu (choćby estetycznego), o postmodernizmie nie wspominając. Moja wizja trzech muszkieterów zogniskowała się więc wokół pytań w rodzaju: czy w roli Atosa słusznie obsadzony został bokser? Groźba trwałego spsienia muszkieterów w najmniejszym stopniu nie zaprzątała mojej uwagi, aż do chwili, gdy w ostatni weekend podwójnymi oczyma ujrzałam trójwymiarowe jego następstwa.

Muszkieter bez właściwości

Doskonale rozumiem męki twórców filmu: nie da się już zrobić historii naprawdę opartej na powieści Dumasa i nie da się przenieść na ekran nawet tych kilku, najbardziej wszak wyrazistych, z jego postaci. Moje dziecinne dylematy obsadowe muszę więc nieodwołalnie pożegnać. Szpotawego bowiem konia z rzędem temu, kto dowiedzie, że słowo „Gaskończyk” cokolwiek mówi przeciętnemu (a niechby i nieprzeciętnemu) polskiemu dwudziestolatkowi. Jeśli połapie się on, że termin ten odnosi się do tożsamości regionalnej, to wyłącznie dzięki wytrwale ćwiczonej inteligencji, nie zaś dzięki znajomości monologów Cyrano de Bergeraca. I w porządku, zero pretensji, wiadomo, że młodzież – zwłaszcza ta z dobrych rodzin, która mogłaby przypadkiem znaleźć w domowej biblioteczce Rostanda – ma dziś bardzo ciężko. Tyle że przez to cały portret d’Artagnana – w zlew i w filmie jakaś lepsza panna musi mu cierpliwie klarować, żeby sobie darował wieśniackie zagajki. Podobne problemy miałby współczesny widz z ustaleniem tożsamości innych dumasowskich bohaterów, konstruowanej ze scenek, aluzji i wypowiedzi, które – niegdyś czytelne – dziś zatraciły całą moc etykietowania. Weźmy Aramisa (wiotki, z podługowatymi uszami): kto jeszcze rozpoznałby subtelne sygnały, zapowiadające jego późniejszą, złowrogą jezuicką tożsamość? Wojownik silny w wierze kojarzy się nam raczej z „Drogą Samuraja” albo, co gorsza, „Świętymi z Bostonu”, zwłaszcza gdy elokwentnie i w stylu filmowej piątej ewangelii z „Kodu Leonarda da Vinci” głosi rozdział wiary duchowej od jej instytucjonalnych przejawów. I tak dalej, i tak dalej.

A propos Leonarda: właśnie na wolnych skojarzeniach postanowili zbudować fabułę twórcy najnowszej wersji Trzech Muszkieterów. Ponieważ, jak słusznie założyli, skojarzeń z francuskim XVII wiekiem widz ma okrągłe zero, a filmowy król pechowo nie jest medialnym pośmiertnie, jak i przedśmiertnie Ludwikiem XIV, trzeba inaczej pokierować asocjacjami publiczności, odsyłając je w niezawodną domenę popkultury.

Fantastic four

Powstał więc pastisz, w którym każdy rozpozna, co zechce, doskonały materiał do zabaw typu „znajdź 10 różnic”, tegoż bowiem szpotawego konia z rzędem widzowi, który wskaże w tym filmie 10 elementów zupełnie nowych. Machiny latające, lewitujące bitwy morskie, romantyczne tańce balowe solo, sceny walki, nurkowanie w weneckich kanałach, wielkie (i niedokładne) mapy na podłodze, a nawet metroseksualne pogwarki o modzie męskiej – wszystko to już było i o to właśnie chodzi. Trzej Muszkieterowie przerobieni na tajnych superagentów obdarzonych niezwykłymi mocami i dysponujących niezwykłym wyposażeniem dają sobie w sumie radę równie dobrze, jak każda inna postać tego rodzaju na ich miejscu. Hrabia Monte Christo, Kapitan Nemo, Allan Quatermain – Bonda da się zrobić z każdego z herosów dziewiętnastowiecznej popkultury, ta bowiem jest ponadczasowa.

Oczywiście, nie zniżamy się do tanich sztuczek w rodzaju: „kosmici przysłali nam tę supertechnologię Pocztexem”, „a wiesz, miałem takiego genialnego wujka, tylko nikt nigdy nie myślał, że to działa”, „Watykan ukrywał to przed ludzkością aż do tej chwili” lub „bankierzy, koncerny paliwowe i Richelieu o wszystkim wiedzieli”. Czasem więc trzeba coś wyobraźnią dosztukować, w rodzaju cieniutkich żyłek udających promienie lasera, pończoch samonośnych z brabanckimi koronkami albo kompaktowej puderniczki. Żałować wypada jedynie, że Angelina Jolie, uznawszy zapewne, że we wszystkich tych scenach już grała, postanowiła dać szansę rozwoju aktorskiego Milli Jovovich. Ta zaś, choć radzi sobie ze ślizgiem w supta virasanie i zakrzywianiem toru lotu pocisków, zdecydowanie powinna jednak – jeśli chodzi o realia francuskie – pozostać przy repertuarze późnośredniowiecznym.

To jednak blaski – gdzież cienie? Za status superbohatera płaci się wysoką cenę. Muszkieterowie zdradzają typowe objawy wypalenia zawodowego, które zwalczają przeciwskutecznymi środkami, takimi jak alkohol i wyżywanie się na proletariacie. Młodzieńczy entuzjazm d’Artagnana wyrywa ich co prawda ze stuporu, ale krótkofalowo. Na dłuższą metę potrzeba im wielkiej sprawy, misji i wizji, której oczywiście sami nie wymyślą, bo superagenci myślą z rzadka i niechętnie. Gdy już jednak pomyślą, ma foi! Przepojona cynizmem diagnoza, którą formułuje Atos, wyjaśniając, że nowoczesność, cięcia budżetowe i postęp odebrały muszkieterom rację bytu, trafia w samo sedno ważkich sporów współczesności. Stracone pokolenie wypalonych wojowników odzyskuje jednak pod koniec wigor i nawet coś tam niemrawo pokrzykuje. W nieuniknionym sequelu z entuzjazmem ruszą zapewne ku murom La Rochelle, oblegać hugenockie koty.

Film:

„Trzej Muszkieterowie” 3D
reż. Paul W.S. Anderson
Niemcy, Francja, Wielka Brytania, USA 2011.

* Marta Bucholc, doktor socjologii, członek redakcji „Kultury Liberalnej”.

 

„Kultura Liberalna” nr 146 (43/2011) z 25 października 2011 r.

Skoro tu jesteś...

... mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa.

Każda i każdy z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 20 zł miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców i Patronów!

SKOMENTUJ

Nr 146

(43/2011)
25 października 2011

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj