Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > PONIEDZIAŁEK [Z miasta]...

PONIEDZIAŁEK [Z miasta] KACPERSKI: Dlaczego warto czytać Jane Jacobs, gdy myśli się o Śródmieściu Warszawy?

Wojciech Kacperski

 Dlaczego warto czytać Jane Jacobs, gdy myśli się o Śródmieściu Warszawy?

Od jakichś dwóch tygodni w Warszawie dość dużo mówi się o Śródmieściu – o tym czego w nim brakuje, o tym, co w nim przeszkadza. Rozmowę zainicjowała publikacja raportu z badania TNS OBOP o stosunku Warszawiaków właśnie do Śródmieścia [1]. Wynika z niego, że przeszło 55 procent mieszkańców nie chce spędzać w nim swojego wolnego czasu. Jednocześnie miażdżąca większość badanych uważa Śródmieście za kulturalne centrum stolicy i uważa, że takie funkcje powinno ono spełniać dla całego miasta. Rację więc można przyznać Patrykowi Zarembie, który uważa, że budowa Muzeum Sztuki Nowoczesnej w jego pierwotnej lokalizacji (czyli na placu Defilad) powinna być uznawana za kluczowe zadanie dla władz miasta [2]. Ożywiłaby ona tę część Śródmieścia (rzec by można: najważniejszą jego część), po której póki co wciąż hula tylko wiatr i którą nadal bezlitośnie okupują wyłącznie samochody.

Lokalizowanie w Śródmieściu inwestycji jest ważne, ponieważ zyskuje na tym całe miasto. Nie jest to jednak lek na całe zło. Logika „ażeby przestrzeń poprawić, należy coś w niej postawić” jest w istocie logiką, którą kieruje się architektura spadochronowa. A wszyscy doskonale wiemy, jak złe może ona mieć konsekwencje dla miasta.

Myśl tę wyniosłem z lektury artykułu „Downtown is for People” („Śródmieście jest dla ludzi”) autorstwa Jane Jacobs, który co prawda powstał w roku 1958, ale który w świetle aktualnej debaty na temat Śródmieścia Warszawy wydaje się być zaskakująco aktualny [3]. Autorka „The Death and Life of Great American Cities” poddaje analizie projekty przebudowy centrów kilku amerykańskich miast i wskazuje na ich gigantomachię z jednej strony, zaś z drugiej na zdumiewającą ignorancję na człowieka i jego potrzeb. Czasy, w których pisała Jacobs swój tekst były czasami modernizmu w architekturze i urbanistyce, który wielbił duże przestrzenie i funkcjonalne rozwiązania. Jak jednak twierdziła amerykańska dziennikarka, takie podejście jest obce człowiekowi w mieście. Zwracała uwagę na to, jak ludzie wykorzystują przestrzeń, w której mieszkają, której używają i kształtowanie miasta według tej strategii.

Kiedy czytam zdanie: „The logic of the projects is the logic of egocentric children, playing with pretty blocks and shouting «See what I made!»” (Logika tych projektów jest logiką egocentrycznych dzieci, które bawią się ładnymi klockami i krzyczą „Zobacz, co zrobiłem!”) widzę Śródmieście, w którym pną się do góry kolejne apartamentowce, do którego przyjeżdża Zaha Hadid i stwierdza, że obok Mariottu idealnie byłoby postawić gigantyczną maczugę, która w niczym nie koresponduje z otaczającą ją architekturą (i co więcej, mówi, że tak się dziś buduje na świecie). Kiedy czytam inne jej zdanie „There is no logic that can be superimposed on the city; people make it, and it is to them, not buildings, that we must fit our plans” (Nie ma takiej logiki, która mogłaby zostać nałożona na miasto; to ludzie je tworzą i to do nich, a nie do budynków, powinniśmy się dostosowywać w naszych planach), widzę pusty i zaniedbany plac Konstytucji, który powstał właśnie w owej „nakładanej odgórnie logice” i który wciąż czeka na jakieś działania, które go odczarują dla mieszkańców.

Z cytowanych przeze mnie fragmentów można wywieść wniosek, jakoby Jacobs była w ogóle niechętna stawianiu czegokolwiek. Tak nie jest. W innym miejscu zwraca uwagę, że inwestycje bardzo silnie zaburzają wszelkie ukonstytuowane środowisko: „New construction is necessary, but it is not an unmixed blessing: its inexorable economy is fatal to hundreds of enterprises able to make out successfully in old buildings. Notice that when a new building goes up, the kind of ground-floor tenants it gets are usually the chain store and the chain restaurant” (Nowe budowle są konieczne, lecz nie jest to wcale zdecydowane błogosławieństwo: ich nieubłagana gospodarka jest zabójcza dla setek przedsiębiorstw, zdolnych do prosperowania raczej w starym budownictwie. Zauważmy, że gdy powstaje nowy budynek, w jego parterowych lokalach pojawiają się jedynie sieciowe sklepy oraz sieciowe restauracje). Kto nie wierzy w to zdanie, niech stanie sobie pod Zebra Tower przy rondzie Jazdy Polskiej i zobaczy, jaka kawiarnia znalazła sobie tam miejsce. Dziś w Warszawie osiągnęliśmy zresztą ten poziom absurdu, że sieciowe kawiarnie nie tylko nie niszczą lokalnej przedsiębiorczości, ale zaczęły wielkodusznie ratować dziedzictwo kulturalne stolicy, czego przykład mamy na placu Trzech Krzyży i któremu wiele osób niepokojąco przyklasnęło.

Jacobs jest przeciwniczką radykalnych zmian, nie zaś przemyślanych inwestycji. Za przemyślane uważa takie, które uwzględniają perspektywę pojedynczego mieszkańca. Wydaje się, że to ważna perspektywa, w szczególności jeśli będziemy chcieli stworzyć z naszego Śródmieścia prawdziwe centrum kulturalne. Porażką miasta w takim wypadku będzie zamykanie lokali, w których kształtuje się warszawska kultura alternatywna. W rozważaniach nad rozwojem Warszawy bardzo często powraca pogląd, że stolicy potrzebna jest jakaś wizja – kierunek, który mogłaby sobie obrać, i w którym jej rozwój powinien zmierzać. Póki co bowiem jedynym kierunkiem, w jakim idzie, jest odsprzedawanie swojej przestrzeni zagranicznemu kapitałowi, który robi z naszego miasta maszynkę do wyciskania pieniędzy. Mamy piękne wieżowce, ale prowadzą do nich koszmarne chodniki.

W tym, co napisała Jacobs może nie znajdziemy recepty, jak sobie radzić ze skomplikowanymi problemami naszych miast, jednak z pewnością znajdziemy tam inspirację. Pamiętajmy: „Designing a dream city is easy; rebuilding a living one takes imagination” (Tworzenie miasta marzeń jest łatwe; przebudowywanie żyjącego wymaga wyobraźni).

Przypisy:

 [1] D. Bartoszewicz, „Warszawiacy nie lubią centrum? Banki, salony i korki”, „Gazeta Stołeczna” 02.03.2012
[2] D. Bartoszewicz, „Centrum umiera. Jest ładniej, ale po co tam iść?”, „Gazeta Stołeczna” 09.03.2012
[3] J. Jacobs, „Downtown is for People”, „Fortune” 1985

* Wojciech Kacperski, student filozofii oraz socjologii UW. Miejski przewodnik po Warszawie.

„Kultura Liberalna” nr 165 (10/2012) z 6 marca 2012 r.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 165

(9/2012)
6 marca 2012

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj