A może tylko jednej powieści – tej konkretnej, której wydanie zapowiedziała na jesień tego roku? Pewnie internet nie wrzałby od kilku dni, gdyby nie jedno konkretne zdanie, które pojawia się najczęściej jako cytat z tej rozmowy: „jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć?” – które Tokarczuk miała zadać AI.

Koncentracja

Sugeruje ono bowiem, że noblistka pyta ChatGPT nie tylko o fakty, które można znaleźć w konkretnych miejscach, również w internecie, jak na przykład stroje, zwyczaje, gwary z przeszłości, lecz także wydaje polecenia, które dotyczą zupełnie innej części pracy twórczej: wyobraźni. A to jest już co najmniej kontrowersyjne.

Wypowiedź była co prawda wynikiem wcześniejszych rozważań, że dzisiejsze tempo życia wpływa na naszą uwagę, która dramatycznie spada. Bada to od ponad dwóch dekad na przykład prof. Gloria Mark związana z Uniwersytetem Kalifornijskim. W wywiadzie udzielonym portalowi „Steelcase” mówiła:

„Kiedy zaczęliśmy to mierzyć, w 2004 roku, odkryliśmy, że ludzie spędzają średnio dwie i pół minuty przed ekranem, zanim przełączą się na inny kanał. W ciągu ostatnich, powiedzmy, pięciu lub sześciu lat, od około 2016 roku, odkryliśmy, że czas skupienia uwagi wynosi średnio 47 sekund. To obiektywne, dyskretne pomiary; odbywają się w tle, gdy studenci wykonują swoje codzienne czynności, na uczelni i w ich życiu prywatnym, w domu”.

Mowa tu o skupieniu na ekranach, ale dziś właśnie głównie w ten sposób konsumujemy treści. Poza tym z roku na rok kurczy się także prasa drukowana, którą zastępują magazyny pojawiające się wyłącznie w formie online. Chętniej sięgamy też po ebooki, co pokazuje nam coroczne badanie Biblioteki Narodowej. To nie znaczy oczywiście, że papierowa książka czy magazyny są na wymarciu. Wieszczą to co jakiś czas najróżniejsi futurolodzy, ale jak widać, papier wciąż ma się całkiem nieźle.

Sztuczna inteligencja a „klasyki”

W rozmowie Olga Tokarczuk podkreślała właśnie ten spadek koncentracji, rozproszenie uwagi, konieczność szybkiego reagowania, a także poszukiwanie łatwych odpowiedzi i rozwiązań. Ubolewała nad tym, że wielkie powieści spod znaku Balzaka, Ciorana czy Nabokova, czyli jak powiedziała: „literatura pisana miesiącami w samotności, będąca dziełem życia skrojonym w głowie w pełni świadomego, jednego konkretnego indywiduum”, coraz mniej zajmuje współczesną czytelniczkę i czytelnika.

Tylko czy na pewno te klasyczne powieści nie mają dziś racji bytu? Mam bowiem poczucie, że tak zwana klasyka literatury ma się ostatnio naprawdę całkiem nieźle. Świadczą o tym wznawianie czy nowe tłumaczenia tytułów zarówno polskich, jak i zagranicznych przez większość dużych wydawnictw. Dla przykładu „Lalka”, „Ziemia obiecana”, kolejne tomy powieści Ernesta Hemingwaya w wydawnictwie Marginesy, seria „Klasyki literatury” z wydawnictwa W.A.B, na przykład: Dostojewski, Mann, Kafka, Orwell, a nawet Homer. Wydawnictwo Filia Literacka zapowiada nową, minimalistyczną serię klasyki, w tym m.in. „Frankenstein” czy „Portret Doriana Graya”.

Takich przykładów jest znacznie więcej. Oczywiście, nie musi być tak, że te projekty przynoszą wielkie finansowe zyski, ale wydawcy raczej nie wybierają tytułów, które z góry skazane są na przeleżenie w magazynach. Można zatem założyć, że te klasyczne już powieści znajdują swoje czytelniczki i czytelników. Można też zawsze wydać taką książkę w eleganckim formacie z barwionymi brzegami, a wtedy łatwo wpisać się w trend „zbierania” takich „artefaktów” i pokazywania ich na bookstagramie.

Czy AI to przyszłość pisarstwa?

Co ma do tego AI, z powodu której ta rozmowa stała się tak głośna? Tokarczuk przyznała, że choć AI nie pomoże w tworzeniu literatury takiej jak wyżej, to jednak jest swego rodzaju „przyszłością”.

Powiedziała: „wykupiłam sobie najwyższą, zaawansowaną wersję jednego modelu językowego i bywam w głębokim szoku, patrząc na to, jak fantastycznie powiększa on horyzonty i pogłębia myślenie kreatywne”.

W środowisku zawrzało. Szczerze mówiąc, weszło ono jednak na wyżyny hipokryzji, udając, że nikt nigdy nie korzystał z ChataGPT. Może niekoniecznie z jego płatnej wersji, ale większość z nas zadało jakieś podstawowe pytania czy poprosiło o research – tę czy inną – generatywną sztuczną inteligencję. Osobiście kilka razy zapytałam o proste rzeczy, ale jako że odpowiedzi uznałam za „wyssane z palca”, ChatGPT nie został ani moim przyjacielem, ani pomocnikiem i mam do niego stosunek, delikatnie mówiąc, niechętny.

Nie wiem zatem, w jaki sposób taka „współpraca” miałaby pogłębić moje myślenie kreatywne i chętnie zapytałabym noblistkę, co przez to rozumie. Myślę bowiem, że mamy po tej rozmowie całkiem sporo zdań wyrwanych z kontekstu. A nawet jeśli nie, to tym bardziej chciałaby wiedzieć.

Dalej Tokarczuk: „Wbrew obawom uważam, że my, pisarze, z uwagi na specyfikę naszego rzemiosła, najszybciej i najściślej zwąchamy się z narzędziami pokroju AI”. To akurat nie jest dobra wiadomość, a już na pewno nie wygląda najlepiej, gdy z dużej sceny wypowiada ją autorka, która otrzymała za swoją twórczość Literacką Nagrodę Nobla. Przypomnijmy bowiem, że nagroda ta podkreśla indywidualność i oryginalność pisarstwa. A trudno o takim mówić, jeśli fabuły i zdania będzie za nas tworzyć AI. A modele językowe AI uczą się przecież na twórczości pisarek i pisarzy, również z Polski, często bez ich zgody, a nawet wiedzy.

Jako społeczeństwo wciąż szukamy autorytetów i dla wielu osób polska noblistka takim była. Czy po tych wypowiedziach nadal jest? Czas pokaże. Wypowiedzi Olgi Tokarczuk na konferencji Impact’26 w Poznaniu nie są zaskakujące czy niefortunne. Choć pewnie takie też. Są po prostu przejmująco smutne.