Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > ZMYŚLONY: Polityka i...

ZMYŚLONY: Polityka i krytyka wedle Andrzeja Osęki

Iwo Zmyślony

Polityka i krytyka wedle Andrzeja Osęki

Czy Andrzej Osęka to postać wciąż ważna i kontrowersyjna? Tak nam próbuje to sprzedać Jakub Banasiak – hipsterski krytyk sztuki, twórca hipsterskiego wydawnictwa 40000 malarzy, związany ze środowiskiem hipsterskiej galerii Raster. O przepytanie znielubianego przez rasterowców Osęki poprosił Adama Mazura – historyka i krytyka fotografii. Co z tego wszystkiego wynikło? Książka ma kolor grynszpanu i dobrze leży w dłoniach.

Dlaczego robić wywiady z Andrzejem Osęką? Powodów może być kilka. Po pierwsze, to (do niedawna?) znany dziennikarz i publicysta – jeszcze w latach 90. jeden z czołowych (czyt.: najchętniej czytanych) krytyków sztuki. Po drugie, to „świadek mimo woli” mechanizmów, które przez niemal pół wieku decydowały o współczesnym kształcie polskiego świata sztuki. Po trzecie, to postać o skomplikowanej biografii – w latach 80. był związany z demokratyczną opozycją i prasą podziemną, po przeszło dwudziestu latach pracy w reżimowych mediach (radio i telewizja). Nade wszystko jest on autorem wyrazistym – jego poglądy na sztukę, krytykę artystyczną oraz sposoby jej uprawiania dość mocno odbiegają od współczesnego mainstreamu.

 Artworld w czasach komunizmu

 Na grynszpanowej okładce czytamy, że książka stanowi „utkaną z anegdot panoramę kilku artystycznych epok z wielką historią w tle”. Lepiej nie traktujmy tego zbyt dosłownie. Struktura tekstu raczej przypomina patchwork. Znajdziemy tu całe garście informacji o socrealizmie, abstrakcjonizmie, konceptualizmie i sztuce krytycznej; o środowisku dziennikarskim lat 60. i 70. XX wieku; o czasach Solidarności i Okrągłego Stołu oraz o dziesiątkach postaci z tym wszystkim powiązanych. Zasadniczo są to jednak rozproszone wzmianki na temat osób i wydarzeń, które Osęka kojarzy na marginesach biograficznych wspomnień. Czy mają siłę anegdot? To już, rzecz jasna, zależy od czytelnika – ja nie zaśmiałem się tutaj ani razu, nic mnie też nie wzruszyło; raz czy dwa razy przelotnie się zamyśliłem.

Czy ta książka wciąga? Zależy, kto czego szuka. Znajdziemy w niej sporo informacji faktograficznych, które – jak to się mówi – „rzucają nieco światła” na sytuację polskiego artworldu drugiej połowy XX wieku. Próżno tu jednak szukać pogłębionej refleksji. I nie jest to chyba wina Andrzeja Osęki, który co rusz się wyrywa, ażeby coś poroztrząsać. Adama Mazura jednak to nie ciekawi – nie docieka on złożoności poruszanych tematów, nie stara się też wniknąć w intencje swego rozmówcy, zrozumieć jego motywów i sposobów myślenia, raczej prowokuje namnażanie coraz to nowych wątków i dygresji.

Wbrew zapewnieniom wydawcy Mazur nie stawia też pytań trudnych – nie interesuje go np. jak Osęka ocenia „lata beztroskiej współpracy z reżimem” (jego własne słowa) ani co ma na myśli, gdy wzdycha, że byłby dziś „dużo surowszy wobec siebie z tamtych czasów”. Nie dowiemy się także, ile w jego politycznych wyborach było naiwności (jak sam twierdzi), a ile oportunizmu i wyrachowania. Dociekliwość Mazura sprowadza się do punktowego kontestowania opinii rozmówcy, wyrażania opinii własnych, tudzież stawiania zaczepnych pytań w stylu „Nie był pan w KOR. Dlaczego?”. W ogóle trudno się oprzeć wrażeniu, że między rozmówcami nie ma autentycznej rozmowy, ale jest jakieś podskórne napięcie i konfrontacja. Staje się to ewidentne pod sam koniec wywiadu, kiedy dyskusja schodzi na temat sztuki krytycznej, a swą obecność ujawnia znany z ciętego języka Jakub Banasiak.

 Wywiad jak rzeka

 Bodaj najwięcej o książce mówi nam jej podtytuł: to „wywiad-rzeka” i tak jak w prawdziwej rzece wszystko się tutaj mąci i kotłuje. Czasami któryś z wątków znika pod powierzchnią, aby wypłynąć kilka lub kilkadziesiąt stron dalej; niekiedy kręcimy się w miejscu albo nas znosi na łachy. Wrażenie to potęgują tytuły i podtytuły rozdziałów, które stanowią de facto wyrwane z kontekstu strzępki cytatów. W miarę płynną lekturę umożliwiają dopiero wielokrotne podsumowania Adama Mazura. Na uznanie zasługują także skrupulatnie opracowane indeksy i przypisy.

Krajobraz przesuwa się z wolna. Andrzej Osęka opowiada kolejno o swoim dzieciństwie i dorastaniu, o studiach pod auspicjami Juliusza Starzyńskiego, o pierwszej pracy w redakcjach (m.in. „Świat Młodych” z Mironem Białoszewskim, „Po prostu”, „Kultura”), o stypendialnych wyjazdach do Paryża i kontaktach ze środowiskiem „Kultury” Giedroycia (Józef Czapski, Konstanty Kot-Jeleński), o „zejściu do podziemia” i publikacjach w prasie niezależnej (KOS, „Tygodnik Mazowsze”, „Kultura Niezależna”), wreszcie o pracy w „Gazecie Wyborczej”, „Wprost”, „Dzienniku” oraz „Rzeczpospolitej”. Najwięcej uwagi Osęka poświęca zjawiskom, z którymi lubi być kojarzony – m.in. głośnej wystawie w Arsenale z 1955 roku oraz malarskiej grupie Wprost, o której znajdziemy tu cały rozdział.

W plątaninie biograficzno-politycznych dygresji, ocen, opinii i dywagacji pobłyskują dwa wątki główne: są to Andrzeja Osęki poglądy na sztukę oraz na krytykę sztuki – jej współczesną kondycję oraz należyte sposoby uprawiania.

Forma + autentyczność

Rozmówca Adama Mazura nie kryje swoich konserwatywnych upodobań, unika jednak stanowczych uogólnień. Jego podejście można by z tego względu nazwać pluralistycznym: „dopiero parę lat temu zrozumiałem, że istnieje sztuka i taka, i taka, i taka. Wszystkie kierunki naraz. I nie trzeba być zwolennikiem jednego w opozycji do innego. Ani układać tego w ciąg logiczny”. „Całe moje doświadczenie, które uważam za osobistą zdobycz, polega na odkryciu – z radością – faktu istnienia ogromnej różnorodności zjawisk artystycznych (…) ja z upływem lat uczyłem się właśnie nie odrzucać. Powoli dochodziłem do tego, że w absolutnie wszystkich konwencjach udają się rzeczy niebywałe”.

Zarazem jednak Osęka deklaruje bezwzględne przywiązanie do formy jako środka wyrazu specyficznego dla sztuk wizualnych i plastycznych. Stanowczo odrzuca tym samym modną dziś interpretację kontekstualną, która zamiast materialno-formalnych własności dzieła bada jego relacje wobec rozmaitych artystycznych konwencji i dyskursów kultury: „nie formuła [konwencja sztuki], lecz dzieło ma mieć wartość samo przez się”; „jeżeli czegoś nie ma w kształcie dzieła, nie ma tego w ogóle”; „związki z czymś są rzeczą nieuchwytną”. Źródeł takiego myślenia o sztuce upatruje w estetyce Bauhausu i konstruktywizmu – „od wczesnych lat mocno reagowałem na formę, nawet jeżeli nie rozumiałem jej sensu. Kształty, figury, barwy bywały dla mnie przekazem niesłychanie silnym, przejmującym”. W konsekwencji odrzuca także wszelką sztukę konceptualną jako pozaplastyczną i pozawizualną.

Obok formy dla Osęki najważniejsza jest autentyczność. Przyznaje, że trudno ją zdefiniować – „nie ma w sobie nic z dowolności (…) nie polega również na tym, że artysta musi pokazać swoje bebechy”; „w dobrej sztuce, na przykład w rzeźbach Rodina czy Szapocznikow, jest jakaś obecność, kształt, złożoność. Ich prace mieszczą się w ciągu konkretnych doświadczeń i autentycznych przeżyć”; „w dziele naśladowcy nie ma logiki wewnętrznej, błysku, nie ma wielkości”. Autentyczne dzieło sztuki Osęka porównuje do listu – osobistego wyznania artysty, które pod każdym względem może i powinno być szczere. Tego rodzaju szczerość odnalazł on m.in. w Arsenale („osobisty, żarliwy ton wielu dzieł (…) nagłe odezwanie się malarzy i rzeźbiarzy ludzkim głosem”) oraz w malarstwie grupy Wprost. „Kiedy innym były w głowie światowe kariery” – mówi – „Wprostowcy chcieli mówić o otaczającym świecie”. „Wprostowcom (…) udało się pokazać polityczność świata nie poprzez hasła, ale przez perypetie ludzi doszczętnie w tym świecie unurzanych”.

Zła i niezła sztuka współczesna

 Najwięcej niechęci Osęka okazuje sztuce krytycznej, której twórcom (m.in. Wodiczce, Kozyrze, Żmijewskiemu) zarzuca hipokryzję i efekciarstwo: „uważam, że tak zwana sztuka krytyczna jest na niby. (…) Brakuje mi w tym po pierwsze przeżycia, po drugie odpowiedzialności”. Ich działalność jest obliczona na prowokację, ponieważ „tylko sztuka, która jest grepsem, ma szansę trafić do gazet, stać się newsem”, zaś „skandal pełni rolę uwodzicielską”. Sztuka autentycznie zaangażowana społecznie nie ma nic wspólnego ze sztuką krytyczną: „dzisiaj okropnie irytuje mnie tak zwane polityczne – moim zdaniem: retoryczne – pojmowanie sztuki (…) sztuka, która naprawdę ma sens polityczny, to nie jest taka sztuka, której ten sens się dopisuje. Bo dopisać można wszystko”; „typowym przedstawicielem sztuki, która krytykuje, atakuje, był Wróblewski. Albo Goya. Nie znam bardziej wyrazistej sztuki krytycznej niż ryciny Goi”.

Dopytywany o pozytywne zjawiska w sztuce współczesnej Osęka w pierwszym rzędzie wymienia architekturę – „dzisiaj awangardą nie jest Kozyra czy Tracey Emin, tylko Stefan Kuryłowicz, Marek Budzyński i Norman Foster”. Dociskany przez Adama Mazura wyznaje także uznanie dla prac rzeźbiarskich Pawła Althamera oraz malarstwa Franciszka Starowieyskiego i Wilhelma Sasnala. Za zjawisko najbardziej pozytywne uznaje jednak – dość ogólnikowo – artystyczny pluralizm („mnogość postaw artystycznych i wystaw”).

Źródeł tendencji negatywnych upatruje w postępującej komercjalizacji mechanizmów funkcjonowania sztuki współczesnej oraz towarzysko-koteryjnym charakterze jej instytucji. Konsekwencją tego stanu rzeczy jest „modnisiostwo” i rozmaite „zachowania stadne” – zarówno na poziomie działań artystyczno-kuratorskich, jak i na poziomie krytyki artystycznej.

Krytyka stanu krytyki

 Poglądy Osęki na krytykę są nietypowe, ponieważ nietypowy jest jego stosunek do własnej działalności krytycznej. Parokrotnie podkreśla, że traktował ją „z doskoku”, uważając się przede wszystkim za dziennikarza i publicystę. Z tego powodu w latach 70. i 80. niemal porzucił ją całkowicie. W odróżnieniu od większości krytyków nie związał się też nigdy towarzysko ze środowiskiem artystycznym, a nawet ostentacyjnie unikał udziału w wernisażach. Przynajmniej tak to wspomina z dzisiejszej perspektywy.

Współczesnym krytykom zarzuca eskapizm i koniunkturalizm. Po pierwsze bezkrytycznie wspierają oni nowe zjawiska, ponieważ związani są z instytucjami, które „popierają nowości, bo nimi żyją, handlują”. Po drugie poruszają się wyłącznie na orbicie galeria – muzeum – seminarium akademickie, nie są natomiast zainteresowani w tropieniu i analizie rzeczywistych problemów społecznych. Po trzecie są powierzchowni i sztampowi – „szukają newsów, a więc tego, co podnosi nakład i oglądalność. Tekst ma być krótki, czytelny i stereotypowy (…) wszystko w mediach zamienia się w jednostajną rąbankę”.

Na czym więc polega dobra krytyka? Jej autor powinien być w pierwszym rzędzie niezależny. Zakłada to nie tylko brak towarzyskich i finansowych powiązań ze środowiskiem artystyczno-kuratorsko-galeryjnym, ale i umiejętność krytycznego myślenia, tzn. świadomej oceny w oparciu o wiedzę na temat historii i teorii sztuki, bez oglądania się na panujące mody wystawienniczo-publicystyczne oraz notowania danego artysty na rynku.

Dobry krytyk powinien się skupiać na tym, co widzi i co potrafi przekazać swoim czytelnikom, nie zaś rozpisywać się na temat czegoś, „co fizycznie nie istnieje, a jest rzekomo zawarte w «koncepcji dzieła», czyli nie jest zrealizowane, a nagadane”. Potrafi on także wejść w konstruktywny dialog – wnikliwie zrekonstruować zamysł twórcy (artysty, kuratora) oraz wypunktować jego mocne i słabe strony; ewentualnie obnażyć brak takiego zamysłu.

Za co nie lubimy Osęki?

Andrzej Osęka jest strasznie niehipsterski – tematy bierze dosłownie, za dużo w nich drąży i szybko ulega emocjom. I nie poważa artystów krytycznych. Łatwo go zatem znielubić, łatwo się z nim nie zgadzać, a jeszcze łatwiej obśmiać. Żadna stygmatyzacja nie przekreśli jednak konsystencji oraz wyrazistości jego poglądów. W odróżnieniu od rozpowszechnionego dziś „lubię” – „nie lubię” – „mi się kojarzy”, wynikają one nie tylko z opatrzenia i oczytania, ale z wszechstronnie przemyślanej koncepcji, wypracowanej na drodze kilkudziesięcioletnich, osobistych doświadczeń. I choćby z tego względu są interesujące.

Wywiad Adama Mazura nie jest arcydziełem sztuki dokumentu – nie znajdziemy w nim wnikliwego studium człowieka i jego metod, nie dowiemy się nawet, na ile rozmówca jest szczery i wiarygodny. Chyba jednak nie o to chodziło. W ogóle na dobrą sprawę trudno powiedzieć o co. O przepytanie emerytowanego krytyka, który w latach 90. pisał inaczej niż wszyscy? Który podpadł swoimi poglądami najbardziej opiniotwórczym środowiskom ówczesnej sztuki współczesnej? Doprawdy, trudno powiedzieć. Książka z całą pewnością pokazuje jedno: sztuka i polityka to siostry, które lubią dzielić.

Książka:
„Andrzej Osęka. Strategia Pająka. Rozmawia Adam Mazur”, wyd. 40000 malarzy, Warszawa 2011.

* Iwo Zmyślony, doktorant w Instytucie Filozofii UW, wykładowca Uniwersytetu Otwartego UW. Zajmuje się metodologią kultury wizualnej i historii sztuki.

„Kultura Liberalna” nr 181 (26/2012) z 26 czerwca 2012 r.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 181

(26/2012)
26 czerwca 2012

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj