Trwa jesienna zbiórka
na działalność Kultury Liberalnej.
Weź udział!

Czego potrzebujemy?

Jesteśmy niezależni od polityków
i reklamodawców. Dlatego potrzebujemy
comiesięcznych wpłat od Darczyńców.
Aktualnie otrzymujemy od Czytelników
około 15 tys. zł miesięcznie, czyli
25 procent miesięcznego budżetu
tygodnika. Chcemy, aby do końca 2020
roku ta kwota była dwa razy większa
.

Co dostajesz w zamian?

52 numery tygodnika rocznie, publiczne
wydarzenia, najważniejsze książki
o wolności i demokracji.
Silny, wrażliwy, demokratyczny głos
w sferze publicznej, nowe idee dla Polski.
NOWOŚĆ! Comiesięczną informację
o naszej działalności, dodatkowe
materiały i zdjęcia.
NOWOŚĆ! Jeśli Twoja darowizna wyniesie
co najmniej 200zł miesięcznie, otrzymasz
w prezencie książki i specjalne wejściówki
na wydarzenia.
Dziękujemy za wsparcie! Jako Darczyńca wciąż możesz włączyć się w naszą kampanię:
  • Jeśli popierasz naszą działalność, poleć nas kolejnej osobie.
  • Chcemy się rozwijać. Planujemy zatrudnić więcej osób, odświeżyć naszą
    stronę internetową, rozwinąć dział audio/video. Jeśli chciałbyś / chciałabyś
    zmienić kwotę, którą przeznaczasz na wsparcie dla Kultury Liberalnej, napisz
    do nas na [email protected], a my powiem Ci, jak to zrobić.
  • Dziękujemy Ci za to, że jesteś z nami i życzymy dobrej lektury!

Kultura Liberalna jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy ukazuje
się dzięki wsparciu osób takich jak Ty. Bronimy wartości demokratycznych
i wolnościowych. Tworzymy idee dla Polski na przyszłość. Jesteśmy niezależni
od polityków i reklamodawców. Prosimy o to, abyś tworzył lub tworzyła
Kulturę Liberalną wspólnie z nami. Dołącz do grona naszych
comiesięcznych Darczyńców
.

Kultura Liberalna potrzebuje
Twojego comiesięcznego wsparcia.
Weź udział w jesiennej zbiórce
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > PIĄTEK [Stany Zjednoczone]...

PIĄTEK [Stany Zjednoczone] SERZYSKO: Jak dotrwać do politycznej emerytury?

Ewa Serzysko

Jak dotrwać do politycznej emerytury?

Okładka „Bloomberg Businessweek” z 7 listopada, przedstawiająca posiwiałego Baracka Obamę z twarzą pokrytą zmarszczkami, nie pozostawia złudzeń. Cztery lata prezydentury, szczególnie amerykańskiej, to nie przelewki. Władzy patrzy na ręce nie tylko liczny naród, ale – wciąż – cały świat. Nawet abstrahując od zabawnej okładki pokazującej raczej osiemdziesięcio- niż 56-latka, którym będzie w 2017 roku Obama – prezydent nie przypomina już młodego senatora z 2008, który swoją świeżością i promiennym uśmiechem niczym gwiazda popkultury porwał masy i przy okazji elektorat. Ma za sobą bardzo trudny rok walki z republikanami, pachnący wyraźnie wewnętrzną polityczną bójką, a następne cztery lata wcale nie zapowiadają się radośniej.

Jak pisze Timothy Noah, „po wydaniu 5,8 miliardów dolarów na kampanię prezydencką i uzupełniające kampanie wyborcze do Kongresu, 7 listopada Stany Zjednoczone obudziły się w tej samej rzeczywistości”. Prezydentem nadal jest Obama, a szanse na współpracę między demokratami a republikanami w Izbie Reprezentantów nadal są nikłe. Mówi się, że w drugiej kadencji rządzący lubią puścić wodze politycznej fantazji i wprowadzić w życie to, na co w poprzedniej nigdy by się nie odważyli, ale któż jeszcze w to wierzy? Wedle zwolenników Obamy prezydent – nie obawiając się już o ocenę wyborców – weźmie się do wytężonej pracy także nad kwestiami, które nie wymagają współpracy z Kongresem. Zważając na osobiste przymioty prezydenta elekta, można wierzyć, że przynajmniej nie spocznie na laurach i za cztery lata od walk z republikanami przybędzie mu nie tylko siwych włosów, ale i blizn. W domu wiele jest jeszcze do zrobienia nie tylko z tego, co obiecał w minionej kampanii, ale i w tej z 2008 roku, m.in. zaprowadzenie porządku w gospodarce i na Wall Street, obcięcie kosztów Medicare oraz – z zielonych wieści: redukcja emisji dwutlenku węgla i zapewnienie stałych korzyści z gazu łupkowego.

Oczywiście Amerykanów interesują głównie ich sprawy wewnętrzne, ale administracja Obamy nie może zapomnieć o polityce zagranicznej, a jej priorytety – na co wskazuje pierwsza po wyborach wizyta zagraniczna prezydenta – całkiem słusznie, choć nie z polskiej i europejskiej perspektywy, znajdują się już na Dalekim Wschodzie. O ile kryzys w Europie może nie zajmować prezydenta Obamy, zawsze pozostaje mu do rozwiązania powracający konflikt izraelsko-palestyński, trudna politycznie wojna w Syrii oraz izolowanie podatnego na iskry padające znad Morza Śródziemnego Iranu. Kwestie te martwią nie tylko odchodzącą sekretarz stanu – czyli amerykańską minister spraw zagranicznych – Hillary Clinton, ale i przywódców wydzwaniających regularnie do Białego Domu.

Zanosi się więc na to, że Obama nie będzie mógł poświęcić się ani spokojnemu dotrwaniu do 2017 roku, ani odważnemu spełnianiu swoich politycznych fantazji. Z jednej strony społeczność międzynarodowa nadal ogląda się na Stany Zjednoczone i trudno w takiej sytuacji nie reagować, z drugiej – prezydent ma do spełnienia także partyjną rolę: demokraci są na wyborczej fali i ten moment trzeba wykorzystać.

Niestety dla demokratów i Baracka Obamy amerykańska polityka nie opiera się jedynie na głosowaniu w lokalach wyborczych, ale – w nawet większej mierze – na zyskaniu poparcia różnych podmiotów: lobbystów czy organizacji politycznych. Próbują one wpłynąć nie tylko na to, kto startuje i wygrywa wybory, ale i jak te osoby będą działać na swoich stanowiskach. Tylko przy zdobyciu politycznej sympatii instytucjonalnych grup nacisku, lub zniwelowaniu ich wpływów, demokraci mogą zrealizować swoje polityczne plany. A na to jeszcze się nie zanosi. Podobnie było w przypadku Billa Clintona, któremu nawet sprzyjająca opinia publiczna nie pomagała w osiąganiu założonych celów politycznych, a warto pamiętać, że w połowie lat 90. republikanie byli o wiele mniej radykalni w blokowaniu prezydenckiej administracji niż obecnie.

W naturze Obamy jako polityka nie leży dążenie do konfrontacji, nie wydaje się on również najtwardszym z politycznych graczy. A to, wobec silnej opozycji w Kongresie, zdeklarowanej na negowanie działań Białego Domu, na pewno przysporzy prezydentowi wiele zmartwień i siwych włosów. Oby jednak za cztery lata nie wyglądał tak źle, jak sugeruje Bloomberg.

* Ewa Serzysko, socjolożka i dziennikarka, członkini redakcji „Kultury Liberalnej”.

„Kultura Liberalna” nr 203 (48/2012) z 27 listopada 2012 r.

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Trwa jesienna zbiórka na działalność Kultury Liberalnej.

Czego potrzebujemy?

Co dostajesz w zamian?

  • 52 numery tygodnika rocznie, publiczne wydarzenia, najważniejsze książki o wolności i demokracji.
  • Silny, wrażliwy, demokratyczny głos w sferze publicznej, nowe idee dla Polski.
  • NOWOŚĆ: Comiesięczna informacja o naszej działalności, dodatkowe materiały i zdjęcia.
  • NOWOŚĆ: Jeśli Twoja darowizna wyniesie co najmniej 200 PLN miesięcznie, otrzymasz w prezencie książki i specjalne wejściówki na wydarzenia.
SKOMENTUJ

Nr 203

(48/2012)
27 listopada 2012

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj