Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > PIĄTEK [Stany Zjednoczone]...

PIĄTEK [Stany Zjednoczone] GOLDFARB: Jak być rozsądnie antyamerykańskim?

Jeffrey Goldfarb

Jak być rozsądnie antyamerykańskim?

[…]*

Był taki czas, jeszcze nie tak dawno temu, kiedy w oczach mieszkańców Europy Środkowej i Wschodniej Stany Zjednoczone zdawały się nieomylne. Nie było drugiego miejsca na ziemi, gdzie Amerykanów witano by z szerzej otwartymi ramionami. Mam wrażenie, jakby to było wczoraj, kiedy z trudem wyjaśniałem moim zaskoczonym przyjaciołom, dlaczego nie uważam Ronalda Reagana za doskonałego prezydenta, idealnego przywódcę wolnego świata, i dlaczego pojawienie się w Warszawie filii McDonalds’a nie wydaje mi się znakiem wielkiego postępu kulturalnego i gospodarczego. Dziś jednak rozgoryczenie amerykańską potęgą i kulturą można zaobserwować wszędzie: objawia się niechęcią do dominacji amerykańskich mass mediów, zaniepokojeniem potęgą amerykańskich sił zbrojnych, wreszcie sprzeciwem wobec niezachwianej pewności, jaką amerykańscy uczeni i intelektualiści pokładają w swoich modelach gospodarczych, politycznych i kulturowych, które starają się stosować we wszystkich krajach byłego bloku sowieckiego, licząc, że wszędzie przyniosą te same, wspaniałe rezultaty. Inne kraje świata odrzucają amerykański triumfalizm, a nam Amerykanom jak zwykle trudno zrozumieć, dlaczego tak się dzieje.

[…]
Amerykański model życia zasługuje na krytykę z wielu względów. Jest rasistowski. Jest niezwykle brutalny. Wytwory amerykańskiego przemysłu rozrywkowego – branży muzycznej, filmowej, telewizyjnej i komputerowej – często grają na najniższych instynktach, sięgając poziomu miernoty, który nie powinien być akceptowalny tak dla Amerykanów, jak i cudzoziemców. To niewiarygodne w jak wielkim stopniu my, Amerykanie, zajęci własnymi sprawami wewnętrznymi, ignorujemy resztę świata. Panuje wśród nas jedynie mgliste poczucie, że niektórzy ludzie poza granicami Stanów Zjednoczonych żyją w sposób zasadniczo odmienny od naszego. Niewielu z nas zdaje sobie również sprawę, że działania podejmowane w imieniu amerykańskiego narodu lub brak tych działań mają na los tych ludzi bezpośredni wpływ, i nie zawsze jest to wpływ pozytywny. Żyjemy w społeczeństwie, w którym troskę o zaspokajanie potrzeb konsumenckich uznano za tożsamą z troską o dobro wspólne i to nieporozumienie propagujemy w innych częściach świata. Popadając w nadmierny indywidualizm, straciliśmy poczucie wspólnoty; popadając w nadmierny materializm, pozwoliliśmy wszelkiego rodzaju duchowym fundamentalizmom zawładnąć naszym życiem publicznym. W oczach przedstawicieli rozmaitych światopoglądów – od krytycznej, radykalnej teorii socjalistycznej począwszy, przez intelektualnych spadkobierców Burke’owskiego konserwatyzmu, aż po tradycyjnych katolików – Stany Zjednoczone kroczą na czele pochodu, który doprowadzi świat zachodni do kryzysu i ostatecznego upadku. Kłopot z takimi opiniami polega jednak tym, że opierają się one na pół-prawdach, nierozważnych ocenach i pośpiesznych sądach. Ich zwolennicy postrzegają Stany Zjednoczone w sposób karykaturalny i nie dostrzegają złożonego społeczeństwa, z którym tak naprawdę mają do czynienia.

[…]
Prawdopodobnie najbardziej godnym pożałowania i najtrudniejszym do jednoznacznej oceny elementem amerykańskiego stylu życia, widzianym z zagranicy, są produkty naszej branży rozrywkowej. Wiele z nich warto całkiem odrzucić, wielu warto się sprzeciwiać i wydaje mi się, że im silniejszy jest opór wobec głupoty współczesnej kultury masowej – niezależnie od tego, skąd pochodzi – tym lepiej. Uważajmy jednak. Krytyka amerykańskiej kultury masowej może łatwo przekształcić się w krytykę demokracji, pociągając za sobą odrzucenie demokratycznych form kulturowych. Najbardziej znanym tego rodzaju przypadkiem był całkowicie chybiony atak na muzykę jazzową wyprowadzony przez Theodora Adorno.

[…]

Pamiętajmy, że kluczem do sukcesu amerykańskiej kultury masowej jest jej popularność, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i za granicą. Jako intelektualiści, a raczej jako intelektualiści, którzy próbują być rozsądnie antyamerykańscy, powinniśmy być ostrożni w potępianiu amerykańskiej kultury masowej, chyba że dobrze czujemy się w roli królów-filozofów. Czy naprawdę jednak gotowi jesteśmy przyjąć intelektualne stanowisko, zgodnie z którym poznaliśmy naszego wroga i jest nim lud? Czy po całym stuleciu krwawych wojen ideologicznych gotowi jesteśmy poprzeć rozwiązania polityczne lub nawet przyjąć stanowisko kulturowe, zgodnie z którym to my wiemy lepiej, co tak naprawdę leży w interesie ludzi?

[…]
Poważna krytyka polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych ma swoje źródło w szczególnym paradoksie, polegającym na tym, że Amerykanie tak niewiele wiedzą o świecie, który ich otacza, a jednocześnie tak bardzo chcą weń ingerować. Być może ten tekst zasługuje na dokładnie tę samą krytykę. Kim ja jestem, żeby wykładać, na czym ma polegać rozsądny antyamerykanizm? Dlaczego Amerykanie uważają się za szczególnie predestynowanych do doradzania ludziom, jaką formę ich demokracje mogą lub jaką powinny przyjąć? Czy amerykańskie rady dotyczące demokracji nie przypominają rad, jakie Polacy i wiele innych narodów otrzymywało od wielkiego brata ze Wschodu? Czy demokracja á la Americain nie jest przypadkiem wyłącznie kolejną dominującą ideologią?

To trudne pytania, ale myślę, że istnieją na nie klarowne odpowiedzi. Dotarcie do nich wymaga jednak uwzględnienia szerszego kontekstu, a nie jedynie formalnej struktury tego, czym jest demokracja, Ameryka i antyamerykanizm. Gdy do wyzwań stawianych przez demokrację podchodzimy w sposób nieutopijny, praktyczny, a nie wyłącznie idealistyczny, myślimy o konkretnych instytucjach: konstytucji i wyborach, rywalizujących ze sobą partiach politycznych, formach reprezentacji politycznej i działania zbiorowego, liberalnych prawach do wolności wypowiedzi i własności, o rządach prawa. Musimy jednak pamiętać, że te instytucje, aby skutecznie spełniać swoją rolę, potrzebują kultury demokratycznej. W takiej kulturze, w przeciwieństwie do kultury autorytarnej, nie ma jednej, dominującej narracji. Pełno w niej paradoksów i nieregularności, napięć i dylematów, które z zasady nie mogą zostać ostatecznie rozwiązane. Nie wiemy, czy demokracja wymaga zbioru podzielanych powszechnie norm kulturowych, jak uważali zwolennicy amerykanizmu na przełomie XIX i XX wieku, czy też zróżnicowanie demokratycznej społeczności może pomóc w utrzymaniu jej razem, jak utrzymują dziś zwolennicy multikulturalizmu (a przed nimi pluraliści). Istotą demokracji jest otwarte i zapamiętałe konfrontowanie tych stanowisk. Dzięki takiej otwartości demokracja nie może łatwo stać się narzędziem ideologicznym na wzór sowieckiego marksizmu.

Krytyka amerykańskiego stylu życia jest tego stylu życia zasadniczym elementem. W pewnym sensie antyamerykanizm to wspaniała amerykańska tradycja. Kiedy proponuję wam rozsądny antyamerykanizm, odmienny od tego niezbyt rozsądnego, proponuję, by opierał się na znajomości problemów amerykańskiej demokracji. Proponuję, by był to antyamerykanizm krytyczny, ale nie cyniczny, oparty na wiedzy dotyczącej osiągnięć amerykańskiego eksperymentu demokratycznego i leżących u jego podstaw obietnic, ocenianych na tle rzeczywiście panujących zwyczajów.

Amerykanie, szczególnie podczas swoich wizyt za granicą, mylą obietnice z realiami. To podejście szczególnie wygodne dla współpracowników i pracowników oficjalnych instytucji rządowych. Ale byłoby wielką szkodą, gdyby ta skłonność zdominowała próby jej przezwyciężenia. Byłoby wielką szkodą, gdyby niezależne głosy krytyczne nie zostały wysłuchane na równi z głosami uznania. Kiedy jakakolwiek rada przychodzi z Ameryki, należy ocenić, jak dobrze jej autorzy rozumieją amerykańskie społeczeństwo i mechanizmy jego funkcjonowania, a także na ile rozumieją społeczeństwo, któremu doradzają. Podobnie, gdy z zagranicy słyszę poglądy antyamerykańskie, oceniam samoświadomość ich autorów oraz ich zrozumienie dla złożoności amerykańskiego życia. Jeśli te testy dają pozytywne rezultaty, to znaczy, że taka krytyka sprzyja rozwojowi projektu demokratycznego. Nam w Ameryce, podobnie jak wam w tej części świata, potrzeba inteligentnego antyamerykanizmu, czyli innymi słowy krytycznej kultury demokratycznej.

* Jeffrey Goldfarb, jest profesorem socjologii w New School for Social Research w Nowym Jorku. Prowadzi historyczne i porównawcze badania nad warunkami niezbędnymi do zaistnienia wolnego życia publicznego oraz skutkami takiej wolności, ze szczególnym uwzględnieniem Europy Środkowej i Ameryki Północnej. Jest autorem wielu książek, z których dwie, „Polityka rzeczy małych. Siła bezsilnych w mrocznych czasach” oraz „Odnowa kultury politycznej. Siła kultury kontra kultura władzy” ukazały się w tym roku w języku polskim.

Tłumaczenie: Łukasz Pawłowski 

Pełny tekst w języku angielskim dostępny na stronie: http://www.deliberatelyconsidered.com/. Polskie tłumaczenie ukazuje się w „Kulturze Liberalnej” dzięki uprzejmości Autora.

„Kultura Liberalna” nr 204 (49/2012) z 4 grudnia 2012 r.

 

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 204

(49/2012)
4 grudnia 2012

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj