Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > WASIAK: Megamaszyna i...

WASIAK: Megamaszyna i Zeitgeist lat 60. O „Micie maszyny” Lewisa Mumforda

Patryk Wasiak

Megamaszyna i Zeitgeist lat 60.

Mumford_Mit maszyny

Tłumaczenie „Mitu maszyny” Lewisa Mumforda, wydane przez PWN w serii „Myśleć”, według redaktorów cyklu ma przypuszczalnie skłonić czytelnika do pogłębionej refleksji nad rolą technologii we współczesnym społeczeństwie. Jednak lektura książki skłania raczej do myślenia o tym, w jaki sposób amerykańscy lewicowi intelektualiści w latach 60. wyobrażali sobie spiski rządu, naukowców i inżynierów. Lewis Mumford (1895–1990) był amerykańskim krytykiem literackim i filozofem, który w kilku pracach podjął także refleksję nad rolą technologii w przemianach społecznych, politycznych i ekonomicznych, zachodzących w cywilizacji Zachodu. Jego najistotniejszym wkładem w sposób myślenia o historii Zachodu była teza postawiona we wcześniejszej pracy – „Technics and Civilization” (1934) – mówiąca o tym, że to zegar mechaniczny normujący czas pracy miał większy wpływ na rewolucję przemysłową niż maszyna parowa. Mumford zanegował popularny wtedy techno-determinizm, wskazując na rolę czynników społecznych w procesach historycznych, a nie artefaktów technologicznych. Ten sposób myślenia oddziałuje także na nasze postrzeganie historii. Tayloryzm i fordyzm są wskazywane jako innowacje mające dużo większy wpływ na kształt cywilizacji XX wieku niż elektrownia jądrowa.

Tropem Marksa i Ruskina

W „Micie maszyny” (1967) Mumford idzie dalej i na podstawie swoich koncepcji dotyczących organizacji pracy tworzy pesymistyczną grand theory, opisującą dzieje ludzkości w kontekście wyobrażonej „megamaszyny”. W latach 60. Mumford, podobnie jak choćby Theodore Roszak, należał do grona intelektualistów, którzy jako pierwsi zanegowali powojenny dogmat nieustannego wzrostu i postępu opartego na rozwoju technologicznym, wskazując na jego niepożądane konsekwencje. Trend ten zapoczątkowała Rachel Carson swoją „Silent Spring” (1962), książką opisującą dewastację środowiska związaną z postępem technologicznym. Nie tylko tezy książki Mumforda, ale także sposób budowania grand theory znakomicie przywołują Zeitgeist lat 60. „Mit maszyny” na każdym kroku odwołuje się do święcącego wtedy triumf strukturalizmu. Mumford w wywodach o maszynach nieustannie odwołuje się do przykładów ze starożytności. Miesza przy tym epoki historyczne i argumentuje, że objaśnianie struktur wykorzystania maszyn w prostych społeczeństwach ma służyć zrozumieniu zasad rządzących życiem społecznym i zjawiskami współczesności.

Podstawową koncepcją książki Mumforda jest „megamaszyna” lub „megatechnika,” system organizacji społecznej, w którym zarówno artefakty technologiczne, jak i zasoby ludzkie tworzą pewien układ służący aktualnej klasie panującej. Mumford swobodnie zestawia ze sobą dwór faraona w starożytnym Egipcie, dwory królewskie średniowiecznej i nowożytnej Europy oraz administrację USA pod rządami Lyndona B. Johnsona. Rozwój i udoskonalanie „megamaszyny”, której pierwszą manifestacją był system organizacji budowy piramid, jest dla Mumforda podstawowym procesem historycznym w cywilizacji Zachodu. Opisując nieustanny triumf „megamaszyny” w procesach historycznych, Mumford wskazuje na istnienie przeciwstawnej „techniki demokratycznej”. Zestawienie obu „technik” daje dobre pojęcie o stylu pisarskim Mumoforda. „Technika demokratyczna niosła poczucie bezpieczeństwa związane z uczestnictwem w zrozumiałym przedsięwzięciu, pracą pod bezpośrednim kierownictwem współpracowników, według zwyczajowego porządku w swojskim środowisku” (s. 344). „W systemie techniki demokratycznej człowiek miał tylko jedno dozgonne zadanie, a mianowicie dążenie do pełni człowieczeństwa […] oraz świadomego dźwigania […] obrazów […] i sprzętów, które wytwarzał i zdobił, na możliwie najwyższy poziom doskonałości estetycznej” (s. 346). Mumford nigdzie nie odwołuje się bezpośrednio do krytyki współczesnej cywilizacji Johna Ruskina, jednak jego idealizacja pracy rzemieślniczej, która uwzniośla człowieka przez walory estetyczne, jest jakby wyjęta z pism Ruskina nienawidzącego XIX-wiecznej rewolucji przemysłowej. Z kolei opis „techniki autorytarnej” z powodzeniem mógłby znaleźć się w pismach Marksa. „Technika autorytarna radziła sobie dobrze z zarządzaniem w dużej skali i organizowaniem wielkich grup ludności” (s. 344). Jednak jej potencjał związany z wytwarzaniem dochodu i rozwojem społecznym był niweczony przez strukturę „megamaszyny”. „Za sprawą chciwości i okrutnego wyzysku megamaszyna niweczyła jednak wszelki wzrost wydajności” (s. 344).

Niebezpieczne koalicje

Mumford wyraźnie daje upust swojej niechęci wobec współczesności. Epatując bezustannie czytelnika okrucieństwem nadzorców niewolników i rozpasaniem władców toczących wojny i chcących zaspokoić swą próżność, zaznacza, że wszystkie te opisywane zjawiska są „prefiguracją procesów, które toczą się również w nasze epoce” (s. 301). Dla Mumforda cały proces rozwoju „megamaszyny” ma charakter teleologiczny. „Za pomocą tej nowej «megatechniki» panująca mniejszość zbuduje jednolity, wszechogarniający, ponadplanetarny mechanizm mający działać automatycznie. Zamiast aktywnie działać jako autonomiczna osobowość, człowiek stanie się biernym, pozbawionym celu, uwarunkowanym przez maszynę zwierzęciem, którego funkcje […] będą albo zasilać maszynę, albo zostaną ściśle ograniczone i poddane nadzorowi w imię dobra zdepersonalizowanych organizacji zbiorowych” (s. 13-14). Warto zwrócić uwagę na retorykę tego fragmentu. Gdyby „megatechnikę” zastąpić „globalizacją”, a maszynę „korporacją”, tekst ten z powodzeniem można by włożyć w usta jednego z licznych krytyków współczesnej nam cywilizacji.

Ponad czterysta stron książki wypełnione jest obrazami cierpienia niewolników egipskich, bezustannego wyzysku i ucisku opisywanego w równie egzaltowanym stylu. Najciekawsze są fragmenty, w których Mumford wskazuje wprost, przeciwko komu wymierzona jest ta książka. „Fundamentalne sprzysiężenie wojskowej władzy monarszej i nieraz wątpliwego autorytetu nadprzyrodzonego antycypowało pokrewną koalicję naukowców, specjalistów od matematycznej teorii gier i wyższych urzędników państwowych, jaka zawiązała się współcześnie – i było to siedliskiem podobnej korupcji, błędnych rachub i urojeń” (s. 261). Mumford ma tu na myśli amerykański military-intellectual complex i whiz-kids lat 60., czyli środowisko Roberta McNamary, sekretarza obrony w administracji Johnsona, który opierając się na swoim doświadczeniu w kierowaniu Fordem, wprowadzał zasady naukowego zarządzania do prowadzenia wojny w Wietnamie.

„Maszynoznawstwo” i strukturalistyczne egzaltacje 

Niestety, informacji o tym, w jakim kontekście powstał „Mit maszyny”, w posłowiu nie znajdziemy. W przypadku takich pozycji dobrą tradycją wydawnictw naukowych jest przedstawianie w posłowiu w sposób obiektywny zarówno sylwetki autora, jak i wpływu książki na dyskurs naukowy oraz sferę publiczną. Zadziwiające jest, że w tomie wydanym przez PWN zamiast rzeczowego komentarza tego rodzaju znajdujemy esej wychwalający oryginalność myśli Mumforda napisany takim samym egzaltowanym językiem jak tekst książki. Autor posłowia usilnie postuluje powołanie nowej naukowej dyscypliny „maszynoznawstwa”, odwołując się do Mumforda i do „Kolonii karnej” Kafki jako podstaw teoretycznych. Egzaltacji dopełnia wykres z zakresu „maszynoznawstwa technicznego” (s. 480), który ma być argumentem służącym poparciu „naukowości” opisywanych teorii. Takie wywody wskazują na to, że autor posłowia nie jest zbyt dobrze zorientowany w temacie, ponieważ owo „maszynoznawstwo” jest od kilku dekad rozwijane w ramach nurtu Science, Technology and Society (STS).

Podsumowując, książkę można polecić tym, którzy chcą lepiej zrozumieć Zeitgeist lat 60., rosnący brak zaufania do nauki i mody intelektualne amerykańskiej lewicy z tamtej epoki, pod warunkiem, że wytrzymają kilkaset stron epatowania okrucieństwem egipskich nadzorców niewolników i strukturalistycznej egzaltacji. Jeśli ktoś chce dowiedzieć się czegoś o „maszynoznawstwie”, zdecydowanie lepiej sięgnąć po jakąkolwiek współczesną pozycję z zakresu STS. Zaś w klimat lat 60. można się wczuć, czytając pisma Claude’a Lévi-Straussa i robiąc sobie co jakiś czas przerwę na kilka odcinków serialu „Mad Men”.

Książka:

Lewis Mumford, „Mit maszyny”, t.1, przeł. Michał Szczubiałka, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2012.

* Patryk Wasiak, doktor kulturoznawstwa, współpracownik projektu badawczego Tensions of Europe. Były stypendysta m.in. Volkswagen Stiftung, Andrew W. Mellon Foundation i Netherlands Institute for Advanced Study. Stały recenzent książek w „Zeitschrift für Ostmitteleuropa-Forschung” i członek Society for the History of Technology. Zajmuje się socjologią techniki. Obecnie pracuje nad monografią poświęconą komputeryzacji i dyskursowi nowoczesności w PRL. 

„Kultura Liberalna” nr 219 (12/2013) z 19 marca 2013 r.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ
(11/2013)
19 marca 2013

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj