
Kto ma dziś wolny czas? I co to właściwie jest czas wolny? Co z nim zrobić? Czy to jest przestrzeń, w której rozgrywa się to „prawdziwe życie”, a wszystko inne – praca, obowiązki domowe, zaangażowania publiczne – są dodatkiem? Czy może właśnie jest odwrotnie: to „prawdziwe życie” to właśnie praca i różne pozadomowe zobowiązania, czyli wszystko to, co dzieje się za drzwiami mieszkania? I czy taki podział ma w ogóle sens?
Prywatne i publiczne
Przyzwyczailiśmy się myśleć o własnym życiu w binarnym podziale na sfery prywatną i publiczną, próbując je łączyć (czasem desperacko, przyznajmy), często zaś koncentrując uwagę – i wyżej stawiając tę ostatnią. Przy czym te wszystkie zajęcia, profesje, zobowiązania i obecności mają służyć określeniu własnej tożsamości, ale też uznaniu tak we własnych oczach, jak i w oczach postronnych. Andrzej Waśkiewicz proponuje inną, bogatszą i ciekawszą opowieść. W tej opowieści kwestie tożsamości i uznania nie znikają, ale nie są już przypisane wyłącznie temu, co na zewnątrz. O czym zatem jest ta opowieść?
Otium cum dignitate
Punktem wyjścia jest tutaj Cycerońska formuła otium cum dignitate, oznaczająca szlachetne, więcej niż po prostu sensowne, spędzanie wolnego od obowiązków czasu. Otium to „czas pozostawiony przez społeczeństwo do wyłącznej dyspozycji jednostek”, to przeciwieństwo negotium: „czasu wypełnionego zajęciami wykonywanymi z obowiązku, od najmniej do najbardziej ważnych i wymagających”. Poszczególni ludzie mogą zrobić z niego różny użytek: mogą wykorzystać go prospołecznie (kształcąc się i rozwijając w sobie cechy przydatne w życiu wspólnym) i antyspołecznie (budując mur między sobą a społeczeństwem, dążąc czasem do wyzbycia się, a przynajmniej zawieszenia w otio społecznych norm). O wyborze decyduje własna „filozofia życia” jednostki, czyli przede wszystkim to, co uważa za godne uznania, słuchając tu podpowiedzi otoczenia lub mu na przekór, formułując własne standardy. Łączy warsztat historyka idei z komentarzem socjologa. Tropi przede wszystkim zjawisko, a nie pojęcie.
Co można zatem robić w wolnym czasie? Oddawać się przyjemnościom we własnym ogrodzie lub bywać w cyrkach i teatrach. Kształcić charakter i umysł. Myśleć. Dbać o zbawienie i to „prawdziwe szlachectwo” z dala od różnych targowisk próżności, które czasem jednak trzeba odwiedzać z poczucia miłości bliźniego. Pisać eseje i radzić innym, udając, że się nie radzi. Wybrać się w grand tour, ciągnąc za sobą po nieutwardzonych drogach własne wannę i łóżko. Ku pożytkowi własnemu i innych przeżywać przygody i rozwijać naukowe pasje, a przy okazji bogacić się. Gnuśnieć i tworzyć subtelne teorie usprawiedliwiające lenistwo. Podważać porządek świata. Pracować pro publico bono lub włóczyć się po mieście przyglądając typom ludzkim…
Co zrobić z wolnym czasem
Niektóre przywoływane przez Andrzeja Waśkiewicza postacie z życia i z literatury męczą własną głupotą (Obłomow) lub zawiłością i pesymizmem argumentacji (Marcuse). Inne śmieszą egotycznymi próbami przydania sobie wielkości, jakby tej rzeczywistej było mało (Goethe). Jeszcze inne mogą inspirować stawianymi sobie wymaganiami (Erazm). Chociaż w większości są to opisy historycznie męskich typów, to dziś może nie mieć to już takiego znaczenia. Zarówno pełna pasji praca, lenistwo, jak i podróże nie są kwestiami płci.
Książka Andrzeja Waśkiewicza to nie manifest indywidualizmu lub ucieczki od świata. Łamie podział na prywatne–publiczne. Chociaż różne odmiany otio polegają często na przynajmniej mentalnym oddaleniu się od społeczeństwa, to społeczeństwo jest jednak wciąż w otio obecne. Dignitas, nawet ta indywidualistyczna, romantyczna, polegająca na dumnej autodefinicji i „byciu sobą niezależnie od społecznych oczekiwań”, ostatecznie jest przecież jednym z wielu kulturowych wzorów, a jej oryginalność z upływem czasu śmieszy manierycznością. W pogoni za autentycznością poza światem, mimo wszystko jest dużo „świata”. Flâneur potrzebuje miasta. Wolontariusz potrzebuje ludzi, a przynajmniej Sprawy. Z drugiej strony, jednak każdy człowiek podejmuje decyzje, nie tylko nadając osobiste rysy zasiedlającym jego wyobraźnię typom spędzania wolnego czasu, ale dając też początek nowym sposobom. Nie chodzi więc o ucieczkę od świata (chociaż tak też się oczywiście zdarzało i zdarza). Nie chodzi o to, by we własnym otio robić „to” raczej niż „tamto”.
Dobre życie
Autor opowiada i opisuje, po socjologicznemu unika wartościowania, ale przecież w szlachetnym odpoczywaniu chodzi o poszukiwanie czy dążenie do tego, co wielu filozofów nazywało dobrym życiem, życiem pełnym czy po prostu szczęśliwym. W filozofii jednak nie ma ostatecznych odpowiedzi. Psychologia jest tu zdecydowanie odważniejsza, ale ta książka o niej nie traktuje. Stosunek do czasu, w tym umiejętność znalezienia wspólnej melodii dla różnych wymiarów życia, był i jest ważnym wyznacznikiem tego, co czyni życie dobrym. Gdzie zatem jest to „prawdziwe życie”? Można powiedzieć, że wszędzie, o ile odkryjemy w nim sens i godność.
Jaki zatem pożytek z tych różnych opowieści? Tak jak Montaigne nie mógł znaleźć pożytku z filozofii, tak i Andrzej Waśkiewicz nie wskaże czytelnikom bezpośredniego pożytku ze swoich historyczno-socjologicznych esejów. Chociaż twierdzi, że z przeszłości nie płynie żadna lekcja, myślę, że czytanie o niej przynosi nie tylko pewien rodzaj przyjemności, ale też w jakiś sposób daje nam do myślenia. Przechodzący na kartach książki korowód postaci mimo wszystko stawia nam, czytelnikom i czytelniczkom, pytanie o to, do kogo nam bliżej? I ile w tych wyborach świadomości, a ile samosterowności? Kto jednak nie zechce zastanawiać się na podstawami poczucia godności, znajdzie w tej akademicko-nieakademickiej książce wystarczająco dużo odpoczynku. Taki też może z niej być pożytek.
Książka:
Andrzej Waśkiewicz, „Otium cum dignitate, czyli o godziwym spędzaniu czasu wolnego. Szkice z historii idei”, wyd. Universitas, Kraków 2025.