Seria rewolucji, które wstrząsnęły niemal wszystkimi krajami Europy w latach 1848–1849, nie zakorzeniła się dobrze w pamięci historycznej naszego kontynentu. Wydarzenia polityczne Wiosny Ludów pozostają w cieniu wielkich przemian z czasów rewolucji francuskiej w 1789 roku i wojen napoleońskich. Właściwie wszystkie bunty udało się szybko stłumić, a wiele z postulatów roku ‘48 i tak zostało przecież zrealizowanych wraz ze stopniową demokratyzacją systemów parlamentarnych i rozwojem przemysłowego kapitalizmu w drugiej połowie dziewiętnastego stulecia. W polskim kontekście Wiosna Ludów również traktowana jest raczej po macoszemu w okresie „między powstaniami”, a jej znaczenie blaknie w porównaniu z o dwa lata wcześniejszą rabacją galicyjską. Brytyjski historyk A.J.P. Taylor określił nawet wydarzenia 1848 roku jako „najważniejszy punkt zwrotny w historii, kiedy historia nie dała rady zwrócić” [1]. Rewolucje Wiosny Ludów popadły w zapomnienie, bo były uważane za porażkę.

Paneuropejska rewolucja

Jak bardzo błędny był to pogląd, argumentuje w swojej książce „Wiosna Rewolucji. Walka o Nowy Świat 1848–1849” Christopher Clark. Profesor historii na Uniwersytecie w Cambridge jest znany polskim czytelnikom przede wszystkim z popularyzowania historii państwa pruskiego, ale też dzięki tytułowi Lunatycy”, który analizuje wybuch pierwszej wojny światowej. W swojej nowej monumentalnej książce kreśli panoramę gwałtownych wydarzeń, które rozgrywały się niemal równocześnie na całym kontynencie. Pomimo wszystkich różnic, zarówno strukturalne przyczyny konfliktów, jak i postulaty rewolucjonistów były bardzo podobne – Wiosna Ludów to jedyna prawdziwie paneuropejska rewolucja, jaka kiedykolwiek się wydarzyła [2].

Ludzie wyszli na ulice w 1848 roku, bo żyło im się źle. Żyło im się źle nie tylko dlatego, że brakowało wolności politycznej, a większość rządów była kontrolowana przez konserwatywne elity. Pierwsza połowa XIX wieku to okres gwałtownego wzrostu demograficznego, za którym nie nadążała produkcja żywności, co przy gorszych zbiorach lub zarazach doprowadzało do tragicznych klęsk głodu (jak słynna zaraza ziemniaczana w Irlandii). Jednocześnie kraje europejskie przechodziły przez pierwszą fazę industrializacji przy zupełnie nieregulowanej gospodarce.

„Kwestia społeczna”, tragiczne warunki życia powstającej klasy robotniczej i głodowe płace, stały się najważniejszymi problemami w latach czterdziestych XIX wieku. Pauperyzacja szerokich mas, która pojawiła się wtedy po raz pierwszy w historii Europy, była jakościowo różna od biedy, która istniała w każdej epoce. „Tradycyjna bieda” była spowodowana szczególnymi okolicznościami, takimi jak nieudane zbiory czy rekwizycje wojska, albo indywidualnymi cechami, na przykład chorobą czy kalectwem. Nowa pauperyzacja była problemem strukturalnym i dużo bardziej powszechnym, wynikającym z samego sposobu, w jaki urządzono przemysłowy kapitalizm. W spisie powszechnym z 1841 roku przeprowadzonym we włoskiej Bolonii mamy informację, że na siedemdziesiąt tysięcy mieszkańców aż dziesięć tysięcy utrzymywało się z żebractwa, a kolejne trzydzieści otrzymywało jakąś formę pomocy publicznej [3]. 

Rabacja galicyjska

Wydarzeniem, które w tragiczny sposób zogniskowało zarówno kwestię społeczną, przemiany gospodarki, jak i problem narodowy, była rabacja galicyjska z 1846 roku, którą Clark opisuje jako swoiste preludium późniejszej o dwa lata rewolucji. Wyjątkowo brutalne wydarzenia mocno odcisnęły się w pamięci zbiorowej, czego echa pół wieku później możemy odczytać w „Weselu” Stanisława Wyspiańskiego. Traumatyczne doświadczenia rabacji odcisnęły też prawdopodobnie piętno na światowej kulturze. Komisarzem policji okręgu lwowskiego w 1846 roku był Leopold von Sacher-Masoch, który w 1863 opublikował swoje wspomnienia z tamtego okresu, zawierające wyjątkowo szczegółowe opisy okrutnych morderstw. Jego syn, o tym samym imieniu, to późniejszy autor słynnej „Wenus w futrze”, a ich nazwisko zainspirowało nazwę przemocowego zaburzenia seksualnego.

Presja na demokratyzację życia politycznego, zainspirowana Oświeceniem i rewolucją francuską, oraz kwestia społeczna wynikająca z przeobrażeń gospodarki sprawiały, że świat trzeba było na nowo przemyśleć i przygotować propozycje intelektualne, które pozwoliłyby zorganizować życie społeczne w nowoczesny sposób. Zdaniem Clarka życie intelektualne lat 1830 i 1840 rezonuje z naszą epoką niecałe dwieście lat później – wtedy dopiero kształtowały się ideologie polityczne liberalizmu, konserwatyzmu i socjalizmu, które w drugiej połowie XIX i w XX wieku trzymały w pewnych ramach życie polityczne i wyobrażenia o społeczeństwie. Dzisiaj te projekty filozoficzne przestają odgrywać swoją rolę i powoli odchodzą w przeszłość. 

Liberalizm, konserwatyzm i socjalizm

Liberałowie połowy dziewiętnastego wieku widzieli się przede wszystkim jako przedstawiciele umiarkowanego centrum skupionego na szukaniu kompromisów między interesami dawnej arystokracji, burżuazji i klas pracujących. Pochwalali skutki rewolucji z 1789 roku, ale przerażały ich ekscesy jakobińskiego terroru z 1793. Byli przeciwko przywilejom wynikającym z urodzenia, ale nie przeszkadzały im przywileje majątkowe (bo pieniądze, przynajmniej teoretycznie, można zawsze zarobić), byli za równością polityczną, ale nie zależało im na równości społecznej. Taka postawa dążąca do godzenia przeciwnych interesów sprawiała, że liberalizm w tamtym okresie widział sam siebie nie tyle jako ideologię polityczną, która całościowo tłumaczy świat, ale raczej jako zestaw racjonalnych narzędzi do rozwiązywania problemów społecznych i ekonomicznych, swoistą „metapolitykę”, w której powinien móc odnaleźć się każdy. Liberałowie nie mieli konkretnego programu pozytywnego, jak powinno wyglądać społeczeństwo – „ich główną cechą była ambiwalencja” [4], podsumowuje autor „Wiosny Rewolucji”.

Dla „radykałów”, jak nazywano wtedy różne nurty socjalistów, największe znaczenie miała kwestia społeczna, ale sposobem na jej rozwiązanie miała być fundamentalna reforma polityczna, czyli powszechne prawo wyborcze. Najsłynniejszym świadectwem wielkiego fermentu intelektualnego lat czterdziestych XIX wieku pozostaje oczywiście „Manifest Partii Komunistycznej” Karola Marksa i Fryderyka Engelsa, opublikowany w lutym 1848 roku. Niestety, wiosna 1848 roku nie przyniosła szybkich zmian ani w prawodawstwie socjalnym, ani w prawnym i społecznym położeniu grup historycznie dyskryminowanych, takich jak kobiety, Żydzi czy niebiała ludność w koloniach, mimo że większość państw europejskich do 1848 roku formalnie zniosła niewolnictwo. 

Zorganizowane naprędce wybory do różnych ciał ustawodawczych (z których najsłynniejsze było niemieckie Zgromadzenie Narodowe we Frankfurcie) przynosiły niespodziewanie dobre wyniki siłom konserwatywnym. Konserwatyści okresu Wiosny Ludów to nie tylko tradycjonalistyczni reakcjoniści, chcący powrotu wyidealizowanego ancien regime’u, ale raczej zwolennicy bardzo umiarkowanych, organicznych reform, które zachowałyby kluczową rolę monarchii, ograniczonej tylko w niewielkim zakresie konstytucyjnym parlamentaryzmem. W tej argumentacji odwoływano się do „naturalnych” relacji społecznych, patriarchalnych wzorców małych społeczności, które stawiały opór centralizującym i homogenizującym pomysłom nowoczesnych biurokratów.

Innymi słowy, bardzo często okazywało się, że europejscy chłopi, „sól ziemi”, są dużo bardziej sceptyczni co do reform niż ich pobratymcy z miast. Clark nazywa nawet ludność wiejską „czarną skrzynką” rewolucji 1848 roku, w której ginęły wszystkie postępowe idee. [5] Miał być to główny wniosek, który arcykonserwatywny kanclerz Metternich wyciągnął z rabacji galicyjskiej, ale też lekcja, dzięki której dekady później Otto von Bismarck nie oponował przeciw powszechnemu prawu wyborczemu: „w chwilach decyzyjnych lud zawsze będzie stał po stronie króla” [6].

Nacjonalizm

Nacjonalizm był jednak bez wątpienia najważniejszą ideologią polityczną 1848 roku. Poczucie jedności narodowej potrafiło na jakiś czas przesłonić wszystkie inne wewnętrzne konflikty i stało się najważniejszym punktem odniesienia dla tożsamości grup i jednostek – narodowość, a nie jak chcieliby socjaliści klasa społeczna czy wierność panom feudalnym, jak w przedrewolucyjnych czasach. Wczesne formy nacjonalizmu z pierwszej połowy XIX wieku trudno jeszcze nazwać spójną ideologią polityczną, która miałaby konkretne argumenty i pomysły na urządzenie świata społecznego. To przede wszystkim emocje i próba przywrócenia pamięci o wspólnej przeszłości. Prowadziło to do tego, że niektóre rzeczy (ludzie, tradycje) stawały się bliskie i tworzyły poczucie wspólnoty, a inne dalekie i były z tej wspólnoty wykluczane. 

„Naród to wiara”, pisał Giuseppe Mazzini, ojciec włoskiego nacjonalizmu i jedna z głównych postaci tamtej epoki. Wczesne formy nacjonalizmu, czy też wciąż raczej „patriotyzmu”, polegały przede wszystkim na pracy historycznej, spisywaniu i interpretowaniu wydarzeń z przeszłości, ale też pracy etnograficznej, takiej jak badanie ludowych strojów, muzyki, opowiadań. Na tym polegało „narodowe doświadczenie” Wiosny Ludów – wspólny ubiór, wspólne pieśni, opowiadanie wspólnych historii, które w umiejętny sposób łączyły prywatne z publicznym, ale przede wszystkim stapiały w jedno przeszłość, teraźniejszość i obietnicę przyszłości. Nawet jeśli w roku 1848, przede wszystkim w lutym i marcu, kiedy dochodziło do najważniejszych rozruchów we Francji i Niemczech, współcześni mieli paneuropejskie poczucie wspólnej sprawy, to pamięć o Wiośnie Ludów została skutecznie retrospektywnie znacjonalizowana [7].

Powstania i rewolucje

Wydarzenia 1848 roku nie zmieniły Europy od razu. Do rangi symbolicznej postaci urósł Robert Blum, niemiecki poeta i działacz polityczny, jeden z najbardziej charyzmatycznych przywódców „radykałów” i lewicy w frankfurckim Zgromadzeniu Narodowym. Jako przedstawiciel niemieckiego parlamentu udał się w październiku ‘48 do Wiednia, którym wstrząsnęła kolejna fala rewolucyjnych wystąpień. Kiedy powstanie zostało stłumione, władze austriackie szybko aresztowały i rozstrzelały Bluma, pomimo chroniącego go immunitetu. Bezsensowna śmierć Bluma stała się metaforą „klęski” Wiosny Ludów. Pomimo tego, że radykałowie i liberałowie z całego kontynentu znali się dobrze i współpracowali ze sobą, nigdy nie udało się im stworzyć ogólnoeuropejskiej struktury, która koordynowałaby wydarzenia w różnych krajach. W przeciwieństwie do kontrrewolucjonistów – monarchowie absolutni działali w porozumieniu i mogli liczyć na lojalność hierarchicznie zorganizowanej arystokracji i przede wszystkim armii. 

Jednak ziarna zasiane Wiosną Ludów wydały wyjątkowo obfity plon. „Kwestia społeczna” i rozwój materialny społeczeństwa stały się najważniejszymi problemami politycznymi od lat pięćdziesiątych XIX wieku. Gospodarka i pragmatyczna, a nie ideologiczna polityka stały się motywami przewodnimi. Rządami we wszystkich państwach zaczęli kierować sprawni administratorzy i ludzie „rozwiązujący problemy”, a nie wielcy wizjonerzy. Ostatecznie kontrrewolucyjne rządy po stłumieniu Wiosny Ludów postępowały zgodnie z programem liberałów, a państwo po 1848 roku było przede wszystkim „zestawem racjonalnych narzędzi”. Większość krajów europejskich uchwaliło konstytucje, które nakładały ograniczenia władzy wykonawczej i były pierwszym krokiem do demokratyzacji życia politycznego w kolejnych dekadach. Technokratyczna polityka koordynowana na poziomie międzynarodowym, skupiona na gospodarce i wsłuchująca się w potrzeby ludności, ale jednocześnie próbująca skutecznie zarządzać oczekiwaniami opinii publicznej – to tylko jedno z podobieństw, które Christopher Clark widzi w Europie po 1848, po 1945 i po 1989 roku [8]. Wiosna Ludów nie była gwałtownym zwrotem w historii świata, ale rozpoczęła proces zmiany epok, stawiając pytania, które są nadal nierozstrzygnięte: 

„Spoglądając wstecz na rewolucje z perspektywy końca pierwszej ćwierci XXI wieku, nie możemy nie dostrzegać uderzających rezonansów. Zadawane wtedy pytania dotyczące prawa do pracy, równoważenia pracy i kapitału, losu pracującej biedoty, pogłębiania nierówności i miejskiego kryzysu społecznego wciąż są aktualne” [9].

Skutki Wiosny Ludów w Europie

Rewolucje 1848 roku z perspektywy czasu wydają się pewnym wzorcem wielkiej przemiany – nie takiej, o jakiej marzymy, ale być może takiej, na jaką zasługujemy. Zwykle zaczynają się one wielkimi zrywami wspólnoty, poczuciem uczestniczenia w czymś bardzo ważnym, czymś, po czym nic już nie będzie takie samo:

„Musiałem wyjść na zimowy chłód i spacerować aż do całkowitego wyczerpania – pisał jeden z niemieckich radykałów – jedynie po to, aby ugasić ogień we krwi i spowolnić bicie serca, które było w stanie nieznanego mi dotąd, zdumiewającego pobudzenia; sprawiało wrażenie, że zaraz wyskoczy mi z piersi” [10].

Ten, kto kiedykolwiek był w tłumie, któremu o coś chodziło, zna to uczucie. Jednak potem często okazuje się, że taki zryw bardzo trudno przemienić w instytucje. Entuzjazm opada, nasze zaangażowanie i uwaga rozpraszają się w różnych kierunkach, większość problemów okazuje się zbyt skomplikowana, żeby szybko je rozwiązać, grupy interesów są zbyt silne, żeby pokonać je jednym ciosem, a sprzeczności nie dają się uzgodnić z dnia na dzień. Dlatego tylko takie rewolucje jak Wiosna Ludów mają prawdziwie rewolucyjne rezultaty: nie magiczne zaklęcia, ale żmudne kompromisy.

Przypisy: 

[1] „The most important turning point, when history failed to turn”.
[2] Christopher Clark, „Wiosna Rewolucji. Walka o Nowy Świat 1848–1849”, s. 19.
[3] Tamże, s. 47.
[4] Tamże, s. 120.
[5] Tamże, s. 460.
[6] Tamże, s. 535.
[7] Tamże, s. 475.
[8] Tamże, s. 670.
[9] Tamże, s. 676.
[10] Tamże, s. 20–21.

Książka:

Christopher Clark, „Wiosna Rewolucji. Walka o Nowy Świat 1848–1849”, tłum. Anna Dorota Kamińska, Wydawnictwo Akademickie Dialog, Warszawa 2025.