Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > PINDEL: Rzecz o...

PINDEL: Rzecz o doświadczeniu obcości. O „Przybyszu” Shaun Tana [KOMIKS]

Tomasz Pindel

Rzecz o doświadczeniu obcości

Okladka_Przybysz[1]Shaun Tan zaczyna się na dobre zagnieżdżać na naszym wydawniczym poletku. Oto do rąk czytelników trafia jego kolejne dzieło – wydane premierowo „Opowieści z najdalszych przedmieść”, zaś wierni miłośnicy albumów Australijczyka mogą ponownie sięgnąć po wznowionego właśnie „Przybysza”. Obie publikacje są bogato i różnorodnie ilustrowane, w obu panuje poetycki nastrój, a codzienność subtelnie przeplata się z niezwykłością. Jednak o ile „Opowieści…”, które noszą wszelkie znamiona historyjki dla najmłodszych, nazwałbym po prostu pozycją interesującą, o tyle „Przybyszowi” należy się miano arcydzieła.

Album narysowany jest realistycznie, utrzymany w tonacji sepii, tak że gdyby oglądać go z przymrużonymi oczami (albo z niewielką wadą wzroku), można by wziąć poszczególne kadry za fotografie. Nie pada tu ani jedno słowo, nie ma dialogów ani narratorskich komentarzy. Logiką narracji „Przybysz” przypomina wręcz filmowy story-board – już pierwsze strony przywodzą na myśl pracę kamery. Widzimy szereg małych obrazków: papierowego ptaszka, zegar, kapelusz na gwoździu, dziecięcy rysunek, mocno sfatygowany imbryk, rodzinny portret, który – gdy przewrócimy stronę – zostaje męską ręką zdjęty z półki, owinięty w szmatkę i schowany do walizki. Dopiero wtedy widzimy całą scenę – pakującego się i żegnającego z żoną i córką bohatera. Wielkie plansze, na całą stronę albo dwie, przeplatają się ze stronami gęstymi od drobnych kadrów, czasem ułożonych jak w animacji poklatkowej (doskonała scena rozmowy z urzędnikiem migracyjnym, w której postać bohatera pokazana jest jakby oczami niewidzialnego rozmówcy), czasem jak kolekcje zdjęć (dwie strony z obrazkami różnokształtnych chmur oglądanych podczas, jak się domyślamy, długiej podróży), innym razem zaś mamy tu014_Przybysz[1] po prostu stopniowe zbliżenia lub odjazdy kamery (jak na stronie pokazującej bohatera w kabinie okrętu, prowadzącej od szczegółu do szerokiej panoramy).

Ten realistyczny, filmowy sposób pokazywania rzeczywistości działa na początku myląco, i jest to zmylenie pożądane. Bo przez pierwszych kilkanaście stron mamy wrażenie, że czytamy opowieść realistyczną właśnie, historię emigranta, prawdopodobnie z Europy, który płynie okrętem najpewniej do Ameryki, trafiając w końcu, jak zgadujemy, na Ellis Island. Drobne nierealistyczne wtręty, jak smoczokształtne ogony nad miastem czy dziwaczne latające ryby, łatwo uznać po prostu za metaforykę. Jednak kiedy bohater wkracza w to, co miało być Ameryką, okazuje się, że znalazł się w ściśle fantastycznym świecie, w świecie onirycznej architektury, pełnym dziwnych, unoszących się w powietrzu pojazdów, niesamowitych zwierząt i ludzi wykonujących zagadkowe czynności. Realistyczna konwencja zostaje przełamana, ale szybko zdajemy sobie sprawę, że Tan nie raczy nas bynajmniej konwencjonalną fantasy czy science fiction, nie używa fantastycznych gadżetów, by obudzić w czytelniku wrażenie 007_Przybysz[1]niesamowitości. Ta dziwność nowego świata jest dziwnością, jaką odczuwa emigrant. Bohater, a wraz z nim czytelnik, nie wie, jak się tu poruszać, nie wie, skąd brać żywność, a kiedy już ją zdobędzie, nie bardzo wiadomo, co to właściwie jest i jak to się w ogóle przyrządza. To nie jest historia o wyprawie do fantastycznego świata, tylko rzecz o doświadczeniu obcości, jakie jest udziałem każdego emigranta. Dzięki tym abstrakcyjnym motywom i scenerii historia Tana odarta zostaje z doraźności i konkretu, zyskując tym samym na uniwersalności i mocy.

A wydźwięk całej historii okazuje się jednoznacznie pozytywny: tak główny bohater, jak i ludzie, których spotyka i którzy opowiadają mu swoje historie, o tym, dlaczego musieli uciekać, odnajdują szczęście i spokój, a dziwaczne stworki zamiast parkowych gołębi czy skorupiakopodobne bulwy zamiast ziemniaków stają się w końcu częścią normalności.

Nie ma się co krygować: to jest album doskonały i do wielokrotnego czytelniczego użytku.

Komiks:

Shaun Tan, „Przybysz”, Kultura Gniewu 2013.

* Tomasz Pindel, pracownik Instytutu Książki i b. wykładowca Katedry Ameryki Łacińskiej UJ, tłumacz literatury hiszpańskojęzycznej, ze szczególnym wskazaniem na latynoską. Publicysta, współautor audycji „Piątka z literatury” (RMF Classic) i bloga poczytane.blog.onet.pl, autor jednej powieści i jednej książki literaturoznawczej.

„Kultura Liberalna” nr 225 (18/2013) z 30 kwietnia 2013 r.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 225

(17/2013)
30 kwietnia 2013

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj