
Wszystko przez mrówki
Zuzanna Fruba, autorka między innymi rymowanej historii „Gdzie jest lodziarz?”, wraca z kolejną, tym razem prozatorską, książką dla dzieci. We „Wszystko przez mrówki” znajdziemy jej niepodrabialne poczucie humoru i ciekawą ilustratorską kreskę.
Wszystko rzeczywiście zaczyna się od mrówek, które zwabiła zapomniana w plecaku stara kanapka. Mama wychodzi z mieszkania, żeby ją wyrzucić wraz z resztą śmieci, a wtedy… Zatrzaskują się drzwi mieszkania. W środku zostaje kilkuletnia narratorka książki oraz gotująca się na kuchence zupa. A mosiężna klamka dębowych drzwi jest tak bardzo, bardzo wysoko…
Od tej chwili zaczyna się wyścig z czasem i spiętrzenie kuriozalnych sytuacji. Groteska ma się tu mocno. I jaki wspaniały przegląd postaci ludzkich! Co bowiem robi mama, żeby pomóc zatrzaśniętej w mieszkaniu córeczce? Zwraca się o pomoc do sąsiadów, choć do tej pory zdecydowanie nie było im po drodze. Ale każdy z nich to oryginał jakich mało. A może wcale nie mało, tylko nie patrzymy uważnie?

Sąsiad zwany Panem Dziadkiem był niegdyś gwiazdą cyrku Fratelli Fratelli i przechwala się, że zachował taką sprężystość mięśni, że stopy nadal myje w umywalce! Ta-od-kota sama pracowała co prawda w urzędzie skarbowym, ale za to jej mąż prowadził sklep ze śmiesznymi i magicznymi rzeczami. Sąsiad zwany Bladym, który widywany jest, niczym widmo, wyłącznie nocami, mieszka z gadającą różową papugą.
Każde z nich ma własny, mocno nietuzinkowy pomysł na uratowanie z opresji małej sąsiadki. Niekoniecznie skuteczny, jak się okaże. Jednak równie ważne, jak uwolnienie dziewczynki, będzie to, co się zadzieje po drodze i co stworzy nową jakość sąsiedzkich relacji.
Intryga, absurdalny humor, cudownie przerysowane portrety ludzkie. Przy tej książce dobrze będzie się bawić zarówno mały, jak i duży. Może trochę szkoda, że okładka nie zapowiada tej radosnej feerii sąsiedzkich działań, którą znakomicie ujmują ilustracje wewnątrz książki. Sąsiad w cyrkowym stroju dyndający gołymi łydkami nad ulicą – to byłoby to!
Książka:
Zuzanna Fruba, „Wszystko przez mrówki”, wyd. Polarny Lis, Warszawa 2026.
Proponowany wiek odbiorcy: 6+

Skarpetki kontra nicość
Chyba mało którzy czytelnicy, a nawet i nie-czytelnicy, mogliby powiedzieć, że nie słyszeli o przygodach skarpetek. Justyna Bednarek rozpoczęła swój słynny cykl „Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek” ponad dziesięć lat temu i pierwsi dziecięcy odbiorcy książki są już dzisiaj dorośli. Ale następne przygody piszą się dalej, wciąż rozśmieszając, ucząc i czerpiąc z aktualnych zdarzeń.
W minionym roku z okazji dziesięciolecia ukazało się urodzinowe wydanie opowiadania „Sandałem w czarną dziurę, czyli kosmiczne urodziny skarpetek”, będącego preludium do najnowszego tomu przygód skarpetek, który właśnie ujrzał światło dzienne. A w nim ekipa złożona z kalesonów taty, dwóch marynarskich skarpetek, mysiej mamy wraz z córką, Pinkertona i żółtego beretu wyrusza w misję rakietą-sandałem, za sterami której zasiada skarpetkoludek. Jest to misja ratunkowa, bo ma na celu sprowadzenie z planety Nicość zaprzyjaźnionej skarpetki, królewskiego doradcy, który utknął tam za sprawą pewnej zazdrosnej rudej skarpetki (tej, którą można zobaczyć na tylnej okładce pierwszego tomu serii, jak tęsknie wpatruje się w książkę).

Przygoda pełna jest oczywiście zwrotów akcji i niespodzianek. Typowo dla serii obfituje także w refleksyjne rozmowy i ciekawe obserwacje. Oraz w niezwykłych bohaterów, spotykanych w na trasie lotu na Drodze Mlecznej, na planecie o nieznanym imieniu czy przy jedenastym księżycu Misianki. Znajdziemy tu również (zarówno w tekście, jak i w ilustracjach) odwołania do baśni, filozofii oraz filmowych i literackich dzieł, że wymienię tylko „Gwiezdne wojny” George’a Lucasa i „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach” Philipa K. Dicka. Wyjaśnionych zostaje wiele zjawisk, chociażby ciemnej energii: „to tak naprawdę wielkie, czarne, psotne koty, które włóczą się po kosmosie i robią zamieszanie”.
A skoro akcja książki rozgrywa się w kosmosie, oczywiście nie mogło zabraknąć pana Sławosza, który rzuca nogawce kalesonów taty skafander ratunkowy.
Wielbiciele serii z pewnością się nie zawiodą, a nowi fani z wypiekami na twarzy będą śledzić te pełne zawirowań przygody, w których – mimo zawrotnego tempa zdarzeń i nowych atrakcji, największą wartością pozostaje lojalna i wierna przyjaźń.
Książka:
Justyna Bednarek, „Skarpetki kontra nicość, czyli kosmiczna misja otulistópek”, il. Daniel de Latour, wyd. Poradnia K, Warszawa 2026.
Proponowany wiek odbiorcy: 5+

Czarny pies
Bardzo się ucieszyłam, że dzięki wydawnictwu Tako „Czarny pies” Leviego Pinfolda trafia w końcu do rąk polskich czytelników. To wyjątkowy i ceniony picturebook, nagrodzony w 2013 roku prestiżową nagrodą Kate Greenaway Medal (obecnie Carnegie Medal for Illustration).
Chyba nie da się przejść obojętnie obok wysmakowanych retro ilustracji Pinfolda, wzrok przykuwa już wyklejka, przedstawiająca ogołocone z liści drzewa spowite śnieżną zadymką. Spojrzenie ucieka w głąb lasu, w rozmazaną szarość upstrzoną grubymi białymi płatkami. Z tej nicości wyłania się dom, strzelisty kształt kontrastuje czerwienią wśród bieli. Utrzymany w stylu vintage, zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz. To tu mieszka pięcioosobowa rodzina Nadziejaków (autorem przekładu jest Marcin Brykczyński, co cieszy, szczególnie w zgrabnych, rymowanych partiach tekstu, ale nazwisko rodziny – w oryginale Hope – nieco mi zgrzyta zbyt potocznym rejestrem; chyba wolałabym państwa Nadziejów). Ich mały świat zdaje się zawieszony ponad tu i teraz. Kiedy więc nagle przed domem pojawia się wielki czarny pies, mocno wstrząsa to ich codziennością. Pierwszy psa zauważa pan Nadziejak – dla niego jest on wielkości tygrysa. Jednak w następnych chwilach kolejni członkowie rodziny widzą psa coraz większym i większym, zwierzak staje się ogromny jak słoń, a potem już jak cały dom. Wszyscy wpadają w panikę, próbują wzywać pomoc i kryć się przed olbrzymim potworem. Wszyscy, poza Małą. Tylko ona jedna zachowuje spokój i postanawia odważnie skonfrontować się z czarnym psem, żeby sprawdzić, czy on aby na pewno jest taki wielki. I cóż. Na początku, przez chwilę jest. Ale potem… sprawdźcie sami.

Tę książkę można odczytywać, w zależności od potrzeb, na wiele różnych sposobów, i to jest w niej wspaniałe. Bez wątpienia jest to opowieść o oswajaniu nieznanego i odwadze stawiania ku niemu małych kroków, by wyjść ze strefy komfortu i zmierzyć się z tym, czego się boimy, przed czym uciekamy, co utrudnia nam codzienne działanie, czyli z „czarnym psem”. Dla dziecka może to być historia o konfrontowaniu się z potworem pod łóżkiem, który – gdy w końcu odważy się tam zajrzeć – nie okazuje się wcale taki duży, a może nawet całkiem milutki i malutki, dla starszych odbiorców – metaforyczna opowieść o stawianiu czoła własnym lękom, z nadzieją na zaskakująco pozytywny finał.
Książka:
Levi Pinfold, „Czarny pies”, przeł. Marcin Brykczyński, wyd. Tako, Toruń 2026.
Proponowany wiek odbiorcy: 5+
Rubrykę redaguje Paulina Zaborek.