Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > KAZIMIEROWSKA: Stories We...

KAZIMIEROWSKA: Stories We Are Told. O „Historiach rodzinnych” Sarah Polley [13. Festiwal Nowe Horyzonty]

Katarzyna Kazimierowska 

Stories We Are Told

Jak z różnych wspomnień stworzyć wspólną narrację o rodzinie? I czyja pamięć ma większe prawo głosu? Z tymi pytaniami zmierzyła się Sarah Polley w swoim trzecim pełnometrażowym filmie – „Historie rodzinne” („Stories We Tell”) – pokazywanym na zakończonym w ostatnią niedzielę 13. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym T-Mobile Nowe Horyzonty.

Miała to być opowieść o matce, ale też o rodzinie, która ją przedwcześnie utraciła. Młoda kanadyjska aktorka i reżyserka, znana u nas z ról w takich filmach jak „Moje życie beze mnie” czy „Życie ukryte w słowach”, a ostatnio jako twórczyni filmu „Take This Waltz”, postanowiła zmierzyć się z niedopowiedzianą dotąd historią własnej rodziny.

Paradoksy pamięci rodzinnej

Polley, najmłodsza z pięciorga rodzeństwa, utraciła matkę Diane jako jedenastolatka. Od tamtej pory dziewczynką opiekował się ojciec, a w wieku piętnastu lat Sarah wyprowadziła się z domu. Już jako uznana aktorka i reżyserka postanowiła powrócić do historii swojej rodziny, by poznać odpowiedzi na pytania, których nigdy nie miała okazji zadać. Posadziła przed kamerą swoich braci i siostry: przyrodnich Susy (51 lat) i Johna (50) z pierwszego małżeństwa Diane oraz  Marka (45) i  Joanne (41). Każdego z nich poprosiła: „Opowiedz mi całą historię, tak jak ją pamiętasz, od początku”. Jej samej brakuje przecież większości wspomnień, skoro straciła matkę tak wcześnie. To właśnie rodzeństwo ma uzupełnić te luki w pamięci, zbudować narrację, która dopełni pustkę w przeszłości Sarah. Przed kamerę reżyserka zaprosiła też dalszych krewnych oraz przyjaciół Diane i jej znajomych z pracy. Ojciec Sarah, Michael Polley, odegrał w filmie podwójną rolę: odczytuje swoje spisane wspomnienia z małżeństwa z Diane, ale także odpowiada na trudne pytania córki.  Mówi słowami Pablo Nerudy: „Miłość jest taka krótka, a proces zapominania taki długi”. I to zdanie zdaje się przyświecać „Historiom rodzinnym”.

Z tych zebranych wspomnień powstała fascynująca opowieść o wyjątkowej kobiecie. Diane Polley jawi się w nich niczym połączenie bogini domowego ogniska i żywego srebra – zawsze w ruchu, biegu, tańcu, wspaniała matka oddana dzieciom, ale jednocześnie dusza towarzystwa, uwielbiająca imprezy, spotkania z przyjaciółmi. Walczy o każdą chwilę, by realizować swoje aktorskie pasje, starając się, by nikt nie stracił na jej nieobecności. Przy dynamicznej i ekstrawertycznej Diane jej mąż Michael wypada blado, jako zamknięty w sobie introwertyk i domator, unikający szumu, zabaw i zamieszania. Na zdjęciach i kręconych amatorską kamerą filmach, wmontowanych w dokument, Diane błyszczy promiennym uśmiechem, jest zawsze piękna i w świetnej formie. Michael to postać będąca gdzieś z boku, w cieniu.

Każde z rodzeństwa Sarah Polley pamięta inne aspekty domowego życia z Diane, każde – z perspektywy dziecka – inaczej widzi relację między rodzicami i swoje stosunki z matką, choć opisują je z ogromną nostalgią i sentymentem. „We [wszystkich rodzinach – K.K.] ludzie różnie pamiętają ważne i nieistotne wydarzenia. Wierzą, że to właśnie ich wspomnienia, sposób, w jaki coś pamiętają, są prawdziwe, bo to, jak je pamiętają, przecież ich ukształtowało i jest częścią ich historii. Interesują mnie właśnie te rozbieżności we wspomnieniach, w pamięci, które tak zaprzątają każdą rodzinę” –  powiedziała w jednym z wywiadów Polley.

We wspomnieniach dzieci Diane i znajomych słuchamy o jej zmaganiach z życiem domowym, ambicjami zawodowymi oraz trudnym związkiem z Michaelem – relacją dwóch odmiennych osobowości o skrajnie różnych temperamentach, którym trudno się spotkać pośrodku drogi. Sarah Polley we wszystkich swoich filmach porusza wątek związków z długim stażem. Uważnie śledzi relację, szukając momentu, w którym nagle zaczyna się ona psuć, gnić od środka. Również w historii swoich rodziców szuka przyczyn takiego pęknięcia.

Stworzyć prawdę o sobie 

Poznajemy też historię wczesnej młodości Diane, jej pierwszego małżeństwa, zakończonego rozwodem i związanego z tym skandalu, kiedy oskarżona o cudzołóstwo traci prawa do opieki nad dwójką swoich dzieci. Wreszcie, słuchamy o ostatnich miesiącach życia matki Sarah, gdy ta walczy z rakiem. Wśród tych historii jest też ta o tym, jak Diane chciała usunąć ostatnią ciążę, ale w końcu zmieniła zdanie. Ostatnim dzieckiem jest oczywiście Sarah.

To moment, w którym akcent całej historii rodzinnej, jaką stara się odbudować kanadyjska reżyserka, zostaje przesunięty na nią samą. Tropiąc ślady nieznanej przeszłości matki i rodziny niczym detektyw, Sarah nagle sama staje w centrum zainteresowania. Zaczyna się niewinnie, od rodzinnego żartu, powtarzanego często przy stole, że od początku była odmieńcem i nie pasowała swoim wyglądem do reszty rodzinny. Nagle filmowa narracja zmienia kąt. Przestaje być zbieraniem resztek historii i wspomnień do wspólnego rodzinnego kolażu, a staje się szukaniem prawdy o samej sobie przez reżyserkę. To najciekawszy moment filmu: mówiący w miarę spójnym głosem „świadkowie historii” zaczynają mieć zupełnie rozbieżne zdania, a ich wspomnienia – niekompletne, rwane – przypominają raczej plotki, zasłyszane fragmenty rozmów, domysły niż fakty. Pamięć zaczyna płatać figle. Co więcej, kolejne osoby uzurpują sobie prawo do wyrażania tej jedynej, „prawdziwej” historii. Kogo słuchać, czyja wersja jest prawdziwa? Czyja historia powinna być opowiedziana najszerzej? Jeden z opowiadaczy, producent i dawny kochanek Diane, Harry Gulkin, stara się przekonać Sarah, by opowiedziała historię zgodnie z jego wspomnieniami i wersją wydarzeń. Któremu z partnerów Diane udzielić prawa głosu? A może wysłuchać obu? Czyją historię opowiedzieć? „To, czego się nauczyłam podczas kręcenia tego filmu, to świadomość, że nikt do końca nie ma racji i nikt do końca się nie myli. Dlatego to my sami musimy różnicować cudze wspomnienia i opowieści, by stworzyć naszą własną opowieść, naszą własna wersję historii, która dla nas będzie wystarczająco prawdziwa, by się z nią pogodzić” – powiedziała Polley. W efekcie równoważy akcenty w filmie, dając prawo głosu sobie, ojcu oraz Gulkinowi, by każdy z głosów wybrzmiał na tyle, na ile ona tego potrzebuje.

Produkcja filmu zajęła Polley pięć lat. W rezultacie powstał obraz, który łączy w sobie gatunki – jest trochę dokumentem z wykorzystaniem techniki found footage, a trochę intymną, osobistą fabułą. Jednocześnie reżyserka stosuje ciekawy podstęp narracyjny. Tak jak ona w swoim filmowym śledztwie musi nagle wyjść przed kamerę, by zmierzyć się z własną – a już nie swojej matki – przeszłością, stając się nieplanowaną bohaterką filmu, trochę oszukaną przez wspomnienia innych, tak i widz poznający historię, wraz z jej odkrywaniem przez Polley, zostaje oszukany. Amatorskie filmy z życia rodziny, które oglądamy, nie są prawdziwym materiałem dokumentalnym, a nakręconymi specjalnie na potrzeby filmu przez reżyserkę scenami. Polley obudowuje opowieść rodzeństwa i przyjaciół swojej matki idyllicznymi scenkami z przeszłości, ilustrując cudze – bo nie jej własne – wspomnienia. Za pomocą taśmy filmowej obrazuje przeszłość z udziałem matki, w której ona sama, jako najmłodsze dziecko, nie mogła uczestniczyć. Obrazami wypełnia lukę, uzupełnia własną wersję historii. Tak jakby nam mówiła: prawda leży gdzieś między wyidealizowanymi wspomnieniami, chaotycznym w szczegółach, choć uroczym mitem ciekawej rodzinny a faktami. Faktem staje się test DNA, potwierdzający ojcostwo. Faktem jest śmierć ukochanej matki, która do tej pory tkwi cierniem w sercu każdego jej dziecka. Wszystko wokół to narracja dopasowana do potrzeb słuchającego. Dlatego idealnie pasuje do tego filmu tytuł – „Stories We Tell”, czyli historie, które opowiadamy – sobie i innym. Ale równie dobrze, mógłby on brzmieć: „Stories We Are Told”, bo w końcu budujemy częściowo naszą tożsamość na cudzych opowieściach z przeszłości, która nie stała się naszym udziałem.

„Każda rodzina ma jakąś tajemnicę. A jeśli twierdzi, że jej nie ma, to znaczy, że nie dość mocno zeskrobuje wspomnienia z przeszłości” – twierdzi Polley. Po jej filmie inaczej ogląda się albumy rodzinne.

Film:

„Historie rodzinne”, reż. Sarah Polley, Kanada 2012, dystr. Gutek Film.

* Katarzyna Kazimierowska, redaktorka portalu Zwierciadlo.pl i rp.pl, współpracuje z kwartalnikiem „Cwiszn”, absolwentka podyplomowych Gender Studies. Stale współpracuje z „Kulturą Liberalną”.

„Kultura Liberalna” nr 238 (31/2013) z 30 lipca 2013 r.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 238

(31/2013)
29 lipca 2013

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj