Z centrum widać najwięcej
  

PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną forward

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Feminizując] Porno bez...

[Feminizując] Porno bez różu

Katarzyna Kazimierowska

Pamiętacie może zestawienie zdjęć, na których prezentowano aktorki porno przed charakteryzacją i po niej? Twarze „przed”, czyli bez makijażu, nie przypominały tych „po”. Podobnie jest z przemysłem pornograficznym. Niezbyt przypomina różowy świat, jakim dla niektórych jest.

Nowy numer „Kultury Liberalnej” poświęcony będzie wirtualnemu seksowi – jak staje się on częścią kultury, jak bierze aktywny udział w polityce i jak wpływa na nasze życie. Dodaję swoją cegiełkę, pisząc nie tyle o seksie wirtualnym, co o seksie w ogóle. Bo słowo to otacza nas i osacza, nie tylko wirtualnie (od reklam internetowych po seksualne nowinki na wszelkich, także tych „szanujących się”, portalach), ale też realnie – od codziennego seksizmu po problem edukacji seksualnej w szkołach.

Postanowiłam napisać o filmie, który nie pojawił się jeszcze na ekranach naszych kin. I nie wiadomo, czy się pojawi, ale z pewnością powinien. To film „Lovelace”, opowiadający historię kobiety, która jednym tytułem rozsławiła przemysł pornograficzny w latach 70. Było to słynne „Głębokie gardło”, o którym dziś mówi się, że wprowadziło tzw. hard porno na salony, czyli na ekrany kin. Linda „Lovelace” Marchiano stała się jednocześnie ikoną porno biznesu i ikoną popkultury, włączając tym samym pornografię do świata kultury masowej.

Jeffrey Friedman i Rob Epstein (twórcy m.in. filmu „Skowyt”), zdecydowali się na zabieg podobny do wspomnianych przeze mnie zdjęć „przed” i „po”. Opowiedzieli historię Lindy Lovelace dwa razy. Najpierw w wersji znanej, popowej, przedstawiając aktorkę jako ikonę seksualnego wyzwolenia, celebrytkę, której pożądają mężczyźni i która dokonała rewolucji seksualnej. Przypomnijmy, „Głębokie gardło” opowiada o kobiecie, która dowiaduje się, że ma łechtaczkę w gardle, i w związku z tym może osiągnąć orgazm jedynie poprzez seks oralny z mężczyzną. Gdy już nasyciliśmy oczy widokiem glamour gwiazdy porno, twórcy przewijają taśmę i powracają do wątków, które zostały niedopowiedziane albo zaledwie muśnięte w wersji pierwszej. Dekonstruują historię, by pokazać, co kryje się za lukrowaną oficjalną fasadą. Poznajemy historię Lindy jako ofiary chciwego męża, który wprowadził ją w świat producentów porno i gwałtem oraz szantażem zmusił do kupczenia własnym ciałem. W książce „Ordeal”, wydanej przez aktorkę w 1980 roku, pisze ona, że „wszystkie sceny seksu, jakie widzicie w filmie, to gwałt na mnie”. Rzeczywistość okazuje się bardziej drastyczna niż w niejednym filmie hard porno.

Film zbiera mieszane recenzje, jedni krytycy zarzucają mu zbytnią melodramatyczność, inni – posługiwanie się sztampowymi kliszami, typu: „dobra dziewczyna została zmuszona do zejścia na złą drogę”, ale nikt nie zarzucił mu przekłamania faktów, ani nadinterpretacji intencji ludzi z otoczenia Lovelace. Film „Lovelace” konsultowały dwie współczesne ikony ruchu feministycznego i obrończynie praw kobiet: Gloria Steinem (założyciela pisma „Ms”) oraz Catharine MacKinnon, prawniczka zajmująca się molestowaniem seksualnym w miejscu pracy, także późniejsza adwokatka Lindy Lovelace. Czy przez to film nabrał zabarwienia feministycznego? Powiedziałabym raczej, że mocno wybrzmiewa w nim głos kobiecy, a historia Lindy opowiedziana jest wreszcie swobodnie przez grającą ją Amandę Seyfried. Sama Lovelace nie doczekała produkcji – zmarła w 2002 roku.

To film, który powinno się pokazywać dzieciakom, zanim sięgną po wieszane w sieci za darmo filmiki porno. Zanim zaczną wysyłać SMS-y na sekstelefon, zanim zaczną bawić się w sexting i wysyłać w świat nagie fotki swojego rozwijającego się jeszcze ciała. To niezwykłe, że żyjemy w czasach, gdy decyzję o tym, czy powinniśmy zafundować dzieciom edukację seksualną, podejmują głównie środowiska kościelne związane z partiami prawicowymi,  księża na dźwięk słowa „seks”, zakrywają twarz sutanną, a w konfesjonale wypytują „ile razy”, jakby od tego zależała waga grzechu.

Tymczasem przemysł pornograficzny ma się świetnie, rośnie w siłę i coraz chętniej sięga po widzów niepełnoletnich, nieświadomych jeszcze do końca swojej seksualności. Może zamiast udawania, że to się nie dzieje, lepiej pokazać konsumentom popkultury, z czym się ten cały seks je i czemu w pewnych wariacjach bywa to mocno niesmaczne, grozi utratą zdrowia, a nawet życia? Zacznijmy od filmu „Lovelace”, zawsze to jakiś początek.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 242

(36/2013)
2 września 2013

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj