Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Chiny] Najpierw masa!...

[Chiny] Najpierw masa!

Katarzyna Sarek

Chińczycy kochają jeść. Ba, kto nie kocha? W Chinach jednak do jedzenia przywiązuje się o wiele większą wagę niż w zachodnim świecie. Wciąż, zamiast mówić „dzień dobry”, niektórzy używają zwyczajowego powitania: „Czy już jadłeś?” Spotkania towarzyskie odbywają się głównie przy obiedzie czy kolacji, a nie przy piwie czy – Boże uchowaj! – kawie i ciasteczku.

Pasję spożywania można też realizować o wiele łatwiej i przyjemniej niż w innych miejscach naszego globu. Multum restauracji w szerokim wachlarzu przedziałów cenowych. Dla wymuskanych i wytwornych – piekielnie drogie restauracje z wyszukanym i wykwintnym menu, dla mniej zamożnych – stolik na chodniku i porcja pierogów za parę juanów czy micha makaronu od Ujgurów. Po latach wymuszonej socjalistycznej wstrzemięźliwości gastronomicznej Chińczycy popuszczają pasa w takim tempie, że niedługo zabranie im w tym pasie dziurek.

W 1982 roku jedynie 7 proc. Chińczyków miało problem z nadwagą. Obecnie, jak twierdzi WHO, aż 38 proc. powyżej 15. roku życia waży za dużo. Skutek? Aż 114 milionów mieszkańców Chin choruje na cukrzycę – już jeden na trzech cukrzyków na świecie to Chińczyk. A będzie jeszcze gorzej, bo młode pokolenie będzie jeszcze grubsze. Już 23 proc. dzieci pomiędzy 10. a 12. rokiem życia ma nadwagę lub jest otyłych. Utuczone przez rodziców i dziadków miejscy jedynacy mają złe nawyki żywieniowe i brak nawyków sportowych. Tych drugich zresztą nie mają skąd brać, bo wychowanie fizyczne nikogo nie interesuje. Ani nauczycieli – w końcu wuefu nie ma na egzaminach na studia, ani rodziców – spoci się, zmęczy, kontuzji nabawi, lepiej niech się w domu pouczy matematyki. A jak klasówka pójdzie dobrze, to dostanie kubełek z KFC i frytki, i lody.

Do niedawna nadmiar ciała był postrzegany (w dużej części nadal jest) jako oznaka zamożności i dostatniego życia. Raniące me uszy radosne powitanie koleżanki: „Ni fa pang le!” (Utyłaś!) nigdy nie było złośliwością, tylko komplementem i konstatacją, że dobrze mi się wiedzie, bowiem człowiek szczęśliwy nabiera policzków i rumieńców, a od zmartwień się brzydnie i chudnie. W dawnych czasach i przy tradycyjnej diecie większość Chińczyków, chcąc nie chcąc, była szczupła. Regularne pory spożywania posiłków, niewielkie porcje, dużo warzyw, mało mięsa, trochę ryżu lub makaronu, mało słodkich przekąsek plus wysiłek fizyczny – to wszystko sprzyjało zachowaniu smukłej sylwetki. W dużej części Chin dalej żyje się w ten sposób i chińska wieś raczej boryka się z problemem niedożywienia niż otyłości, ale w miastach sytuacja wygląda zupełnie inaczej.

Tempo życia narzuca wzory zachowań. Często je się poza domem, często w pośpiechu, często fast foody. Dla KFC i McDonald’s Chiny to ziemia obiecana. Smażonego kurczaka znanego pułkownika można zjeść już w 850 chińskich miastach w 4400 lokalach, imperium złotych łuków zostaje z tyłu z o połowę mniejszą siecią (Chińczycy przedkładają drób nad bułę z wkładką). Oba koncerny częściowo dostosowały asortyment do miejscowego podniebienia – hamburgery z krewetkami, zestawy z ryżem, ciastka z nadzieniem z taro czy kleiki ryżowe na śniadanie. Ale serwowane tam potrawy wciąż nie należą do niskokalorycznych. W Chinach stale rośnie sprzedaż przetworzonych produktów spożywczych – mrożonek, gotowych dań, ciastek, czipsów i napojów gazowanych. Zmienia się i globalizuje dieta, jest w niej coraz więcej mięsa, nabiału, chleba, makaronów. Słodycze, kategorię słabo reprezentowaną w tradycyjnej kuchni chińskiej, jada się coraz częściej i powszechniej.

Rosnącą masę chińskich obywateli oczywiście dostrzegła stuoczna władza. W 2008 roku na fali euforii cały kraj pracował nad tężyzną (nad bramą stadionu przy moim osiedlu przez kilka miesięcy czerwienił się transparent z motywującym hasłem: „Obywatelu schudnij – to Twój wkład w olimpiadę!”). Powszechne zachęcanie do ćwiczenia minęło razem z igrzyskami. Ruch na powietrzu, czyli tai chi, tańce czy spacery tyłem uprawiają głównie emeryci, bo dzieci nie mają czasu, młodzież ochoty, a dorośli – wracający z pracy późnym wieczorem – siły.

Telewizja to potęga, więc modę na odchudzanie i zdrowy styl życia może wznieci nowy show telewizyjny „Super król odchudzania” (chińska wersja jest jednak przyjaźniejsza od oryginalnej nazwy – „The Biggest Loser”). Bierze w nim udział dwanaścioro otyłych Chińczyków, którzy pod nadzorem trenerów i kamer ćwiczą, pocą się i chudną. Oglądająca ich zmagania publiczność ma przy okazji mimochodem zdobywać wiedzę w kwestiach zdrowego odżywiania i bezpiecznego uprawiania sportu. Razem z milionami Chińczyków trzymam kciuki i kibicuję ich wysiłkom, kto wie, może uda im się zrealizować drugą część motta z siłowni i jeszcze zrobić rzeźbę.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 246

(41/2013)
26 września 2013

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj