Trwa jesienna zbiórka
na działalność Kultury Liberalnej.
Weź udział!

Czego potrzebujemy?

Jesteśmy niezależni od polityków
i reklamodawców. Dlatego potrzebujemy
comiesięcznych wpłat od Darczyńców.
Aktualnie otrzymujemy od Czytelników
około 15 tys. zł miesięcznie, czyli
25 procent miesięcznego budżetu
tygodnika. Chcemy, aby do końca 2020
roku ta kwota była dwa razy większa
.

Co dostajesz w zamian?

52 numery tygodnika rocznie, publiczne
wydarzenia, najważniejsze książki
o wolności i demokracji.
Silny, wrażliwy, demokratyczny głos
w sferze publicznej, nowe idee dla Polski.
NOWOŚĆ! Comiesięczną informację
o naszej działalności, dodatkowe
materiały i zdjęcia.
NOWOŚĆ! Jeśli Twoja darowizna wyniesie
co najmniej 200zł miesięcznie, otrzymasz
w prezencie książki i specjalne wejściówki
na wydarzenia.
Dziękujemy za wsparcie! Jako Darczyńca wciąż możesz włączyć się w naszą kampanię:
  • Jeśli popierasz naszą działalność, poleć nas kolejnej osobie.
  • Chcemy się rozwijać. Planujemy zatrudnić więcej osób, odświeżyć naszą
    stronę internetową, rozwinąć dział audio/video. Jeśli chciałbyś / chciałabyś
    zmienić kwotę, którą przeznaczasz na wsparcie dla Kultury Liberalnej, napisz
    do nas na [email protected], a my powiem Ci, jak to zrobić.
  • Dziękujemy Ci za to, że jesteś z nami i życzymy dobrej lektury!

Kultura Liberalna jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy ukazuje
się dzięki wsparciu osób takich jak Ty. Bronimy wartości demokratycznych
i wolnościowych. Tworzymy idee dla Polski na przyszłość. Jesteśmy niezależni
od polityków i reklamodawców. Prosimy o to, abyś tworzył lub tworzyła
Kulturę Liberalną wspólnie z nami. Dołącz do grona naszych
comiesięcznych Darczyńców
.

Kultura Liberalna potrzebuje
Twojego comiesięcznego wsparcia.
Weź udział w jesiennej zbiórce
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Afryka] Klęska rebeliantów...

[Afryka] Klęska rebeliantów w Kongo

Błażej Popławski

Afryka i przemiany w niej zachodzące to zagadnienie wciąż niedostrzegane i bagatelizowane przez polskie media. Dlatego też na łamy „Kultury Liberalnej” wprowadzamy nowy cykl felietonów poświęconych Afryce. Tematyka artykułów koncentrować się będzie wokół problemów transformacji ustrojowej państw afrykańskich, wyzwań związanych z modernizacją społeczeństw, stosunków międzynarodowych na południe od Sahary, konfliktów surowcowych a także trudnego dialogu globalnej Północy z globalnym Południem.

Cykl rozpoczynamy felietonem analizującym szanse na zakończenie trwającego od lat konfliktu zbrojnego w Kongo. Zdaniem części komentatorów wydarzenia z ostatnich dni w regionie Kiwu stać się mogą cezurą w relacjach rwandyjsko-kongijskich, początkiem pojednania tak potrzebnego mieszkańcom współczesnego „jądra ciemności”. Według innych analityków to jedynie chwilowe zawieszenie broni, stonowanie konfliktu, który wkrótce wybuchnie na nowo ze zdwojoną siłą.

Redakcja

***

Wielki Rów Wschodnioafrykański dzieli kontynent – wyznacza także strefy wpływów w regionie Wielkich Jezior Afrykańskich. Kiwu historycznie i etnicznie przynależy do Rwandy – politycznie i gospodarczo to część Konga. Od dwóch dekad w rejonie trwa krwawa wojna. 5 listopada 2013 roku władze w Kinszasie ogłosiły pokonanie rebeliantów. Czy oznacza to jednak rzeczywisty kres konfliktu i początek pojednania?

Klątwa surowcowa i antagonizmy etniczne

Prowincja Kiwu turystom znana jest z najstarszego w Afryce parku narodowego Wirunga – ostoi górskich goryli, malowniczych krajobrazów nieskalanych ręką człowieka. Od wybuchu wojen kongijskich w 1996 roku Kiwu stanowi półautonomiczny region w granicach Demokratycznej Republiki Konga. O jej quasi-niezależności przesądziła „klątwa surowcowa” – bogate złoża surowców, głównie diamentów i koltanu, o które od dekad rywalizują Rwanda, Kongo i Uganda.

Rolę katalizatora konfliktu odgrywają podziały etniczne. Od XIX wieku większość mieszkańców prowincji stanowią Banyamulenge – „Ludzie z gór”, kongijscy Tutsi sprowadzeni tu przez Belgów z terenów dzisiejszej Rwandy (co pozwala części polityków z Kigali uważać Kiwu za historyczny fragment Rwandy). Banyamulenge przez władze w Kinszasie zawsze traktowani byli jako „piąta kolumna”. Napływ Tutsi z Rwandy w czasie ludobójstwa w 1994 roku naruszył chwiejną równowagę etniczną. Do dyskursu lokalnych liderów Tutsi powróciły hasła wyrównywania krzywd i walki z Demokratycznymi Siłami Wyzwolenia Rwandy, czyli rebeliantami z Hutu, byłymi członkami bojówek odpowiedzialnych za ludobójstwo.

Polityzacja tożsamości plemiennych

Z Tutsi pochodzą Laurent Nkunda i Bosco Ntaganda – wojskowi watażkowie, weterani Rwandyjskiego Frontu Patriotycznego, oskarżani o zbrodnie przeciwko ludzkości (masowe mordy dokonywane przez armię dzieci-żołnierzy) i zdradę stanu DRK (kolaboranci rwandyjscy). Obaj potrafili skupić wokół siebie rozproszone grupy partyzantów i, dzięki wsparciu finansowemu z Kigali oraz Kampali, przekształcić je w elitarne oddziały, które – mimo mniejszej liczebności – potrafiły trzymać w szachu armię kongijską.

W 2006 roku Nkunda założył Narodowy Kongres Obrony Ludu. Tożsamość etniczna uległa stopniowej polityzacji. Prezydent DRK, Joseph Kabila, początkowo zbagatelizował militarne i polityczne znaczenie ruchu. Nie dostrzegł, że partyzantka etniczna może szybko przeobrazić się w regularne wojsko wyekwipowane i wyszkolone przez oficerów rwandyjskich, zdolne nie tylko do krwawej zemsty na Hutu, którzy uciekli z Rwandy po ludobójstwie, ale także do pokonania armii kongijskiej. Ofensywa Nkundy w 2008 roku obnażyła słabość władz w Kinszasie. Po naciskach społeczności międzynarodowej rządzący Rwandą Paul Kagame wycofał poparcie dla Nkundy, a nawet zaatakował zachodnią część Kiwu. Nkunda utracił władzę i został uwięziony w Rwandzie. Do dziś jest zakładnikiem politycznym, żywym dowodem skuteczności „rwandyjskiego żandarma” w Krainie Wielkich Jezior Afrykańskich.

Podobny los spotkał następcę Nkundy – Bosco Ntagandę. 23 marca 2012 roku, w trzecią rocznicę ugody między rebeliantami a rządem w Kinszasie, Ntaganda zerwał kruche porozumienie. Oficjalnie występował przeciwko marginalizacji Narodowego Kongresu Ludu oraz bronił Banyamulenge. Tak narodziło się ugrupowanie M23 – ruch 23 marca. Rebelianci Ntagandy, podobnie jak wcześniej oddziały Nkundy, szybko pokonali wojsko rządowe i na przełomie 2012 i 2013 roku zajęli rejon Północnego Kiwu. Ofensywa M23 doprowadziła do ucieczki tysięcy Kongijczyków, szukających schronienia w obozach „błękitnych hełmów”. Według danych organizacji międzynarodowych, liczba uchodźców w rejonie nadgranicznym przekroczyła 2,5 mln, aczkolwiek szacunki te wydają mocno zaniżone.

Funkcjonalność rebeliantów

Źródłem sukcesu M23 od samego początku było nieoficjalne wsparcie władz w Kigali. Dzieje partyzantki to klasyczny przykład wykorzystania przygranicznego konfliktu etnicznego przez włodarzy okolicznych państw. W Afryce subsaharyjskiej często dochodzi do celowego odwoływania się przez polityków do resentymentów plemiennych, podsycania antagonizmów mających swe źródło w skomplikowanej historii postkolonialnej. Tak należy tłumaczyć sukcesy Bożej Armii Oporu Josepha Konyʼego – rebeliantów ugandyjskich wspieranych przez rządzącego Sudanem Omara al-Baszira – czy zwycięstwa koalicji Seleka, ugrupowań partyzanckich z Republiki Środkowej Afryki powiązanych z interesami północnych sąsiadów tego kraju.

Od początku 2013 roku konflikt w Kiwu szybko się zaostrzał. Kagame pod naciskiem ONZ wycofał wsparcie dla M23. Rebelianci zaczęli ponosić porażki w walce z oddziałami rządowymi. W ugrupowaniu doszło do wyodrębnienia kilku frakcji. Ntaganda, utraciwszy kontrolę nad M23, zdecydował udać się w marcu 2013 roku do Kigali. Liczył zapewne na powtórzenie losu Nkundy. Rwandyjczycy wydali go jednak Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu, legitymizując w ten sposób swoje aspiracje do miana najskuteczniejszego rozjemcy w regionie Wielkich Jezior Afrykańskich. W marcu rozpoczął się proces Ntagandy w Hadze.

Dopiero ofensywa wojsk kongijskich pod koniec października 2013 roku wyparła M23 z Kiwu. 5 listopada Bertrand Bisimwa, nowy lider M23, ogłosił wstrzymanie walk. Resztki oddziałów rebelianckich przekraczają właśnie granicę z Rwandą i Ugandą. Władze w Kinszasie ogłaszają więc zwycięstwo i początek stabilizacji w Północnym Kiwu.

Ułuda pojednania

Czy data 5 listopada faktycznie ma szansę stać się cezurą w dziejach Kiwu? Z pewnością oznacza ona złamanie potencjału militarnego M23. To także sukces władz w Kinszasie, które dowiodły, że przeszkolone przez ONZ wojska rządowe są w stanie pokonać rebeliantów. Ten dzień ma jednak niewielkie szanse stać się cezurą dla relacji Rwandy i Konga, naznaczonych rywalizacją o bogactwa naturalne oraz walką o status regionalnego „żandarma”. Pozostaje mieć nadzieję, że wyparcie M23 z Kiwu da szansę na powrót do domów setkom tysięcy uchodźców. Wiara w szybkie pojednanie jest jednak mrzonką. Odbudowa instytucji publicznych oraz ustanowienie ponadetnicznego konsensusu to proces o wiele dłuższy, wymagający dobrej woli i nakładów finansowych Kinszasy. A na taką pomoc nie ma co liczyć. Kiwu stanie się więc najpewniej zmilitaryzowaną prowincją, powoli odbudowującą swój potencjał gospodarczy.

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Trwa jesienna zbiórka na działalność Kultury Liberalnej.

Czego potrzebujemy?

Co dostajesz w zamian?

  • 52 numery tygodnika rocznie, publiczne wydarzenia, najważniejsze książki o wolności i demokracji.
  • Silny, wrażliwy, demokratyczny głos w sferze publicznej, nowe idee dla Polski.
  • NOWOŚĆ: Comiesięczna informacja o naszej działalności, dodatkowe materiały i zdjęcia.
  • NOWOŚĆ: Jeśli Twoja darowizna wyniesie co najmniej 200 PLN miesięcznie, otrzymasz w prezencie książki i specjalne wejściówki na wydarzenia.
SKOMENTUJ
(45/2013)
6 listopada 2013

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj