Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Wyszehrad plus] Koalicja...

[Wyszehrad plus] Koalicja kontra lustracja

Magdalena M. Baran

Gdyby komuś wydawało się, że lustracyjne korowody mają się już ku końcowi.. jest w błędzie. W kolejnych krajach V4 przerabiano już wiele możliwych scenariuszy rozliczenia z komunistyczną przeszłością – od stawiania grubej kreski czy linii po różne wersje polowania na czarownice.

Mylą się jednak ci, którym zdawało się, że wszelkie uroki zostały odczynione, a polityka może spokojnie toczyć się dalej. Nic bowiem innego jak właśnie kłopoty lustracyjne stanęły niedawno na drodze nowej czeskiej koalicji.

Gdy kilka dni temu w Pradze po raz pierwszy zbierał się nowy parlament, sytuacja wyglądała już na patową. Wyborcy przesądzili bowiem, że nowy rząd trudno będzie stworzyć bez zaangażowania najnowszej gwiazdy sondaży i faktycznego triumfatora wyborów – Sojuszu Nowych Obywateli, to znaczy partii ANO. Choć ugrupowanie Andreja Babiša w wyborczym wyścigu zajęło drugie miejsce, to pozycja języczka u wagi, jaka przypadła mu w nowym parlamencie, jest więcej niż znacząca. Od początku mówiło się bowiem, że bez partii „czeskiego Berlusconiego” (jak lubią określać Babiša komentatorzy) stabilnego rządu po prostu nie będzie. I choć sam czeski miliarder słowackiego pochodzenia jeszcze podczas kampanii odżegnywał się od wchodzenia w polityczne układy i koalicje, to po niego właśnie zdecydowała się sięgnąć tonąca socjaldemokracja.

Tu jednak zaczynają się schody. Rzecz już bowiem nawet nie w tym (schodek pierwszy), że lider ANO nie pali się do wejścia do rządu, a na propozycję objęcia stanowiska marszałka parlamentu odpowiada, iż marszałek musi dużo mówić, a skoro on tego nie potrafi, to nie chce. Co więcej Babisz jest świadom swej przewagi w kolejnych sondażach i faktu (schodek drugi), że gdyby wybory odbyły się w przewidywanym wcześniej terminie (czyli wiosną 2014 r.), najprawdopodobniej to on rozdawałby dziś polityczne karty. Nieszczególnie musi mu też zależeć na koalicyjnym sukcesie socjaldemokratów, bo gdyby powinęła im się noga, starczy mu pieniędzy, by po raz kolejny obkleić Czechy swymi wyborczymi podobiznami. Przy takim obrocie spraw nie musiałby się też przejmować tym (schodek trzeci), co spędza dziś sen z powiek zwycięzcom październikowych wyborów, a mianowicie jego sytuacja lustracyjna, która zgodnie z obowiązującym dziś prawem nie pozwala mu na wejście do rządu.

Gdy bowiem lata temu słowacki IPN publikował listy współpracowników dawnego systemu, figurował na nich również Andrej Babiš. Biznesmen z politycznymi ambicjami, miliarder, który mniej więcej w tym samym czasie zakładał przygotowujące jego start w wyborach Stowarzyszenie ANO, musiał być wściekły. W jego teczce znalazła się wprawdzie informacja, iż dobrowolnie został współpracownikiem reżimu, jednak – poza notatką oficera – dokumentów brak. Brak przede wszystkim oświadczenia czy zobowiązania podpisanego przez samego Babiša. IPN podpiera się w prawdzie dokumentami z innych akt i wskazuje na karierę, jaką lider ANO robił przed 1989 r., ale ten i tak skarży się na niesprawiedliwość, oczekując rehabilitacji i wyczyszczenia swego życiorysu. Bez tego w polityce ani rusz, bo czeskie prawo nie pozwala byłym agentom i współpracownikiem czechosłowackich służb na zajmowanie kierowniczych stanowisk w „nowych” państwach. Inna rzecz, że nawet gdy słowacki sąd orzeknie na korzyść Babiša, i tak czekać go może jeszcze podobna przeprawa w Czechach.

Chciałoby się rzec, iż źle się dzieje u sąsiadów nad Olzą. Sytuacja wydaje się patowa. Jak to się skończy? Na razie Czesi czekają na słowacki wyrok, próbując jednocześnie wykroić z powyborczych ścinków jakąś koalicję, a niektórzy zwolennicy Babiša już zacierają ręce. Bo gdyby socjaldemokratom nie udało się z nikim dogadać (co wątpliwe), a rząd mniejszościowy (o ile w ogóle zyskałby wotum zaufania) ponosiłby porażkę w każdej zgłaszanej ustawie, to paraliż państwa gotowy. Niewątpliwie triumfalnym krokiem wkroczyłby na scenę marzący o zapisaniu się w historii prezydent Miloš Zeman, powołując kolejny prezydencki gabinet, który (z dużym prawdopodobieństwem) skończyłby identycznie jak niedawny rząd Jiřego Rusnoka. Jeśli zatem ma być demokratycznie, obywatelsko i bez sterowania z zamku na Hradczanach, to bez ANO i bez samego Babiša ani rusz.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 256

(49/2013)
4 grudnia 2013

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj