0000398695
PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Wyszehrad plus] A...

[Wyszehrad plus] A Viktor Orbán znów wyciął numer

Magdalena M. Baran

Nawet jeśli nie do końca jeszcze wyciął, to ostro się do tego szykuje. Stało się już tradycją, że w każdym nowym roku cykl wyszehradzkich felietonów zaczynam od kolejnych pomysłów węgierskiego premiera.

Jakkolwiek daleka jestem od sympatii dla niego, jego partii, rządu i prowadzonej przezeń polityki, to czasem nawiedza mnie myśl, że gdyby (jakimś cudem) Orbán przegrał z kretesem nadchodzące wybory parlamentarne, to w jakimś sensie mogłoby mi go brakować. Ale nawet najczarniejsze scenariusze rysowane przez węgierską opozycję i ośrodki badania opinii publicznej nie przewidują takiego rozwiązania. 27–30 proc. głosów, bo takie jest dziś poparcie dla partii Orbána, to jednak zbyt mało, by myśleć nie tylko o dzisiejszej konstytucyjnej większości, ale nawet o samodzielnym formowaniu gabinetu po wyborach. Zatem – i tu o owym noworocznym numerze – szef Fideszu, uzbrojony w całą baterię populistycznych pocisków, zdaje się nie mieć innego wyboru i gotuje się do wyborczej wojny.

Choć w ostatnich latach zarówno w polityce wewnętrznej, jak i zagranicznej węgierskiemu premierowi wiele uchodziło na sucho, to okres jego płynnego lawirowania między kolejnymi zasadami, przepisami i ustaleniami ma się wyraźnie ku końcowi. Orbán nie jest dzieckiem szczęścia, więc i jego pech nie opuszcza (nawet w dziedzinie polityki wewnętrznej).

Na pierwszej z rozłożonych na wyborczej drodze min wysadził się bowiem sam. Gdy obiecywał Węgrom, że „pogoni” zachodnie banki i wspomoże obywateli, którzy nie licząc się z ryzykiem kursowym zaciągnęli kredyty we frankach szwajcarskich. Ponad 600 tysięcy węgierskich rodzin, bo tyle wedle szacunków spłaca obecnie kredyty, już mogło się cieszyć, że uda im się wyjść z kłopotów (wielu błogosławiło przy tym premierowski pomysł), ale okoniem stanęła Kuria, czyli Sąd Najwyższy. Decyzja sprezentowana pod choinkę obywatelom i Orbánowi wyraźnie wskazuje, iż wszystkie kredyty walutowe, których udzielono na Węgrzech były legalne, a obywatele zdawali sobie sprawę z ich ryzykowności. Nielegalna okazała się za to decyzja węgierskiego rządu, który w 2011 r. zamroził kurs franka szwajcarskiego dla kredytobiorców. „Kuria zachowała się tchórzliwie i stanęła po stronie banków. Dlatego my w dalszym ciągu będziemy trzymać stronę ludzi” – grzmiał niedługo po ogłoszeniu wyroku premier. Jak by się Orbán nie wściekał, to i tak przegrał, a banki będą mogły nawet pozwać jego rząd i domagać się stosownego odszkodowania.

Skoro mina bankowa eksplodowała nie tam, gdzie premier przewidział, pora na kolejne rozwiązania. W przedwyborczej batalii czeka ich zapewne wiele. Na początek węgierski minister gospodarki Mihály Varga ogłosił, iż rząd rozważa zmianę wysokości podatku dochodowego (na Węgrzech obowiązuje podatek liniowy), tj. obniżenie go z obecnych 16 do 9 proc. Taka zmiana, która miałaby wejść w życie dopiero w 2015 r., stanowiłaby przede wszystkim rekompensatę dla sektora publicznego, który z podwyżkami nie widział się już od kilku lat. Jak jednak rozwiązać problem generowanych przez potencjalną zmianę niższych wpływów do budżetu? Ano podniesie się (co Orbán zapowiadał już kilka miesięcy temu) podatek od towarów luksusowych, pomanipuluje przy podatkach pośrednich, a w najgorszym wypadku przyjdzie się modlić o wzrost gospodarczy.

Mina modlitewna pojawia się tu nie bez kozery, bowiem w Orbanowskim planie pojawia się i wątek okołoreligijny. Nie na darmo półmilionowym obywatelem, który skorzystał z możliwości uproszczonej procedury przyznania węgierskiego obywatelstwa jest franciszkanin z Siedmiogrodu, ojciec Böjte Csaba. Możliwość ta – dla wielu krajów wciąż kontrowersyjna, a po uchwaleniu w 2010 r. stosownej ustawy stanowiąca źródło konfliktu choćby z sąsiednią Słowacją – oznacza wprawdzie dla co trzeciego Węgra żyjącego poza krajem odzyskanie narodowej tożsamości, ale nie okłamujmy się – jest też maszynką do mielenia elektoratu. Pół miliona „nowych” obywateli, a zatem około 5 proc. nowego elektoratu; pół miliona osób, którym lewica blokowała możliwość powrotu na łono ojczyzny; pół miliona Węgrów, którym polityka Orbana jest po prostu bliższa. Szacunki mówią, że około 90 proc. spośród nich (a w węgierskich wyborach wezmą udział po raz pierwszy) zagłosuje właśnie na Fidesz. Tylko czy to wystarczy?

Jest jeszcze jeden pomysł, który Orbán może odpalić na początku roku. Zapowiada bowiem, że chce zmniejszyć liczebność węgierskiego parlamentu – z 386 posłów pozostawić jedynie 199. W planach ma także zwiększenie uprawnień rządu przy jednoczesnym ograniczeniu kontroli parlamentu nad jego decyzjami. Wedle takich założeń parlament miałby udzielać rządowi czteroletniego pełnomocnictwa, zaś premier rządziłby poprzez dekrety. Brzmi nieco upiornie, bo tego rodzaju autorytaryzmu chyba w cywilizowanej Europie wolelibyśmy uniknąć. Jednowładza partii, a de facto konkretnego człowieka… Historia uczy, że to nie może skończyć się dobrze.

Węgierskie wybory już w marcu. Póki co Orbán planuje, rujnuje, straszy, ale przy odrobinie szczęścia nie wygra wyścigu o jednowładzę, czego noworocznie braciom Węgrom życzę. Może nie będzie im łatwiej, ale na pewno ciekawiej.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 260

(0/2014)
1 stycznia 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj