Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Niemcy o sobie

Niemcy o sobie

Magdalena Saryusz-Wolska

Nibelungowie, Fryderyk Wielki i… początki NRD. To tylko nieliczne z wielu niemieckich mitów, o których opowiada Herfried Münkler, jeden z najważniejszych politologów po drugiej stronie Odry.

Munkler Mity NiemcowOmówienie książki „Mity Niemców” autorstwa Herfrieda Münklera nie jest sprawą prostą i to nie tylko ze względu na pokaźną objętość tomu. Autor podjął się ambitnego zadania analizy opowieści, w których Niemcy mówią o sobie.

Rodzimi recenzenci publikacji, która w oryginale ukazała się w 2009 r., mieli bardzo różne opinie: od entuzjastycznych, które doprowadziły do przyznania jej nagrody na Targach Książki w Lipsku, do krytycznych, które zarzucały jej miałkość i takie formułowanie wywodu, by nie wzbudzić poważniejszych kontrowersji („Frankfurter Allgemeine Zeitung”, 12.03.2009). Rzeczywiście, jest to poprawna książka, która w atrakcyjny sposób, z erudycją, prowadzi czytelnika przez meandry wybranych aspektów dziejów Niemiec, nie burząc dotychczasowych wyobrażeń o wielkich narracjach historycznych. Warto jednak zadać pytanie, co Münkler – jeden z najważniejszych niemieckich politologów i historyków idei, pracujący na berlińskim Uniwersytecie Humboldtów – rozumie pod pojęciem „mitów politycznych”?

Historia opowiadania o historii

We wstępie wspomina on o najważniejszych teoriach mitu: Claude’a Lévi-Straussa, Hansa Blumenberga i Rolanda Barthesa. W swoich rozważaniach korzysta jednak tylko z dorobku dwóch pierwszych teoretyków – wielokrotnie wymienia pojęcie „pracy nad mitem” Blumenberga oraz koncepcję trickstera Lévi-Straussa. Mimo to, nie do końca jasne pozostaje, dlaczego wybiera akurat kategorię „mitu”, a nie „legendy”, „narracji” czy – co nasuwa się natychmiast po przejrzeniu spisu treści – „miejsca pamięci” w ujęciu Pierre’a Nory.

Münkler analizuje m.in. następujące mity: Fryderyk Barbarossa, Nibelungowie, Faust, Luter, Fryderyk Wielki, Weimar, Norymberga vs. Drezno, Ren, a także mity założycielskie NRD i RFN. Większość z tych pojęć odnajdziemy na liście niemieckich miejsc pamięci sporządzonej przez Etienne’a François i Hagena Schulze („Deutsche Erinnerungsorte”, t. 1-3, red. E. François, H. Schulze, München: C.H.Beck 2001–2002). Różnica polega jednak na tym, że redaktorzy „Deutsche Erinnerungsorte” korzystają z precyzyjnie wskazanej koncepcji teoretycznej i metodologicznej: podążają za ideą Pierre’a Nory, wyłożoną w wydanym przez niego siedmiotomowym dziele „Les lieux de mémoire”. W tym ujęciu miejsca pamięci to punkty krystalizacji tożsamości narodowej, symbole (mogą być nimi realne wydarzenia czy postaci, ale też zjawiska o charakterze fikcjonalnym), wokół których buduje się wyobrażenie narodu o sobie i własnej historii. François i Schulze korzystają z Norowskiej idei historii drugiego stopnia, czyli historii opowiadania o historii: jak dzieje danego narodu odzwierciedlane są w historiografii, literaturze, dziełach sztuki, pomnikach etc. Münkler, poniekąd, czyni to samo, ale jego objaśnienia metodologiczne są bardziej tradycyjne. Pozostawia to pewien niedosyt, gdyż książka mogłaby stanowić ważny przyczynek do teorii mitu politycznego. Autor odwołuje się do relatywnie niewielu przykładów, nie ma ambicji omówienia wszystkich niemieckich mitów politycznych, to jednak należy umieścić wśród zalet książki, nadających jej spójność.

Między Barbarossą a procesami norymberskimi

Publikacja Münklera stanowi dobry przykład prowadzonego od latu sporu o użyteczność terminów „pamięć zbiorowa” czy „pamięć kulturowa” w wyjaśnianiu społecznych wyobrażeń. Istnieją bowiem badacze, którzy twierdzą, że kategorie te wnoszą niewiele ponad to, co oferuje utrwalone w antropologii pojęcie mitu (więcej na ten temat w czasopiśmie „History and Memory”, 1996 nr 1). Wielka szkoda, że autor nie komentuje tej debaty, zwłaszcza że cały jego wywód mógłby stanowić argument wspierający krytyków teorii pamięci.

Jeśli dobrze rozumiem intencje autora co do potrzeby pisania o mitach, to Münkler szuka opowieści, które objaśniałyby dzieje Niemiec w taki sposób, w jaki mity – w ich pierwotnej roli – objaśniają świat. Stąd zapewne wynika odrzucenie koncepcji poststrukturalnych i opowiadanie się po stronie klasycznych teorii Lévi-Straussa i Blumenberga. Mit o Barbarossie objaśnia więc XIX-wieczne dążenia do jedności narodowej; mit Nibelungów tłumaczy polityczne narracje o zdradzie po I wojnie światowej (tzw. legenda o ciosie w plecy, niem. Dolchstoßlegende); Faust i Luter stanowią ucieleśnienia niemieckich dążeń do racjonalności i nowoczesności; Fryderyk Wielki uosabia pruski imperializm i jego pokłosie w XX w.; Weimar, gdzie spotkali się Goethe i Schiller, to symbol intelektualnych aspiracji Niemców; Norymberga i Drezno opowiadają historię niemieckiej klęski (procesy norymberskie i bombardowanie stolicy Saksonii); krajobraz kulturowy Renu odpowiada romantycznym wątkom historiografii niemieckiej itd.

Są to w większości sprawy dobrze znane, trzeba jednak Münklerowi oddać, że z godną podziwu erudycją czerpie swoje przykłady przede wszystkim z kultury wysokiej – historii, literatury czy sztuki architektonicznej. Zaledwie kilka tytułów filmowych (w większości adaptacji książkowych), które można odnaleźć na kartach tego opasłego tomu, nie pomniejsza jednak wrażenia, że autor nie docenia siły mitów politycznych w kulturze popularnej. Takie podejście wyklucza ze wspólnoty narodowej te warstwy społeczne, które nie sięgają do literatury pięknej czy prac historycznych; czyni z niej elitarną ideę polityczną, z którą trudno identyfikować się całemu społeczeństwu. Przywołanie w ostatnim rozdziale kampanii reklamowej „Niemcy to ty” (Du bist Deutschland) rozwiązuje ten problem jedynie częściowo.

Nieobecni sąsiedzi

Książka „Mity Niemców” rzuca także pewne światło na rolę, jaką w autowizerunku Niemców odgrywają ich sąsiedzi. Polacy pojawiają się w tej opowieści bardzo rzadko: w kontekście Augusta Mocnego i unii personalnej, są wspomniani w rozdziale o Prusach i przy okazji marginalnego wątku Willy’ego Brandta i jego gestu pod Pomnikiem Bohaterów Getta. Krzywdy, jakie Niemcy wyrządzili Polakom oraz innym narodom, nie odgrywają w tej mitologii niemal żadnej roli (wszak chodzi o pozytywne i konstruktywne wyobrażenia o sobie). Autor ani razu nie wspomina też o wypędzonych, co dziwi o tyle, że utracone ziemie na wschodzie mają niemałe znaczenie w powojennej mitologii politycznej RFN. Jak już jednak na początku wspomniałam, książka ta unika tematów kontrowersyjnych i podąża tropem „poprawnych” narracji. „Znaczącymi innymi”, narodami, którym przypada ważna rola w formowaniu się tożsamości niemieckiej, wydają się być Włosi (jako spadkobiercy tradycji rzymskiej) i Francuzi. Na marginesie znajdują się Austriacy, Anglicy, Amerykanie i Rosjanie, Żydzi wymieniani są sporadycznie, ale o sąsiadujących z Niemcami Holendrach czy Czechach nie czytamy ani razu.

Należy się zastanowić nad rolą, jaką ta książka ma do wypełnienia w naszym kraju. Polski czytelnik otrzymuje spójną publikację, która poprowadzi go przez bodaj najważniejsze wątki niemieckiej historii. Jest to wartka i atrakcyjnie napisana opowieść, która naświetla nie tylko wybrane wydarzenia, lecz także ich recepcję w późniejszych epokach. Można żywić nadzieję, że pomoże ona w zrozumieniu dziejów naszych zachodnich sąsiadów.

 

Książka:

Herfried Münkler „Mity Niemców”, przeł. Andrzej Kopacki, seria „Kroki / Schritte”, Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2013.

SKOMENTUJ

Nr 263

(3/2014)
21 stycznia 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj