Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Francja] Miłość i...

[Francja] Miłość i polityka. O zerwaniu z pierwszą damą Francji

Jarosław Kuisz

Tak oto na naszych oczach pomału ewoluuje życie polityczne V Republiki. Pierwszy prezydent bez małżonki – pierwszy kawaler w istocie. Nagle prezydent z piękną aktorką. Czy takie uczucie w świecie polityki być może?

Gdy Józef Oleksy mówi o miłości, oznacza to, że poruszamy się w rejonach wielkiej polityki. Mocniejsze uderzenia serca i programy partyjne zawsze szły w parze. A tu trzy kobiety i czworo nieślubnych dzieci, rozstanie prezydenta z pierwszą damą… Już kilka dni temu, niejako awansem, wziął to wszystko pod uwagę były polski premier i, świadom słabości ludzkich, ciężko westchnął: „Nie chcę oskarżać” [„Rzeczpospolita”, 14.01.2014].

Życie prywatne François Hollande’a przypomniało światu o istnieniu specyficznie francuskiej kultury politycznej. Istnieje tu bowiem tradycja wykonywania urzędu głowy państwa. Otóż nad Sekwaną wierzy się, że jeden z prezydentów III Republiki zmarł w Pałacu Elizejskim oddając się miłosnym uciechom. Nocą, w tajemniczych okolicznościach organizm mężczyzny w sile wieku nagle odmówił posłuszeństwa. „Nazbyt poświęcał się Wenus”, elegancko wytłumaczyła prasa romans z żoną pewnego malarza. Z tego samego pałacu przy rue du Faubourg Saint Honoré 55, ukradkiem, wymykał się Hollande na spotkanie z piękną aktorką.

Cały świat zazdrości. W tym tygodniu nawet za Oceanem na pierwszą stronę „New York Times’a” trafił konterfekt prezydenta Francji. Pod robiącym bardzo, ale to bardzo groźną minę Hollandem, znalazły się trzy miniaturowe fotografie kobiet jego życia. „Francja i pierwsza dama. I druga. I…” głosił kąśliwie tytuł artykułu sprowadzającego się do faktów z życia – Ségolène Royal (pierwszej kobiety życia), Valérie Trieweiler (drugiej kobiety życia, ale pierwszej damy V republiki), Julie Gayet (cenionej aktorki) – i odartego z romantyzmu.

A przecież, to już wiemy, prezydent zrywa się zza biurka pod wpływem porywu serca. Gestem dłoni odpędza interesantów. Niechętnie zgadza się na towarzystwo jednego goryla, może dwóch, a oni jeszcze wciskają mu na głowę idiotyczny kask, odmawia, nalegają, zaklinają w imię racji stanu, Hollande prycha, grozi palcem, wreszcie zgadza się… Skuter wciska się w piekielny ruch uliczny miasta zakochanych.

Ostatnio z Rzymu doniesiono, że papież Franciszek wymyka się, aby pomagać biednym. Nie, nie mieszajmy tych dwóch spraw. Nocą, a nie w środku dnia. Ale to także pod wpływem miłości, tyle że miłości bliźniego. Ile jeszcze głów państw na Starym Kontynencie wymyka się z instytucji, by czynić dobro z dala od fleszy, wie chyba dziś tylko amerykańskie NSA i prezydent Obama.

W paryskiej sprawie pojawiają się jednak wątki specyficznie lokalne. Otóż francuski prezydent, jeśli wierzyć magazynowi „Closer”, wpada w ramiona kobiety, która nie tylko ceni go jako mężczyznę. To byłoby mało. To byłoby niewiele. W dzisiejszych czasach to byłoby tyle, co nic. Otóż, Julie Gayet, ceni prezydenta Francji jako polityka.

Tu już żarty się kończą.

Jakiego rodzaju uczucie może być ślepe na sondaże opadające u mężczyzny powyżej 50. roku życia? Jakie uczucie może być tak silne, by nie widzieć małego wzrostu gospodarczego? Czy takie uczucie w świecie polityki być może?

Może. To uczucie do wolne od troski o reelekcję. Ten heroizm bezinteresownego serca aktorki równoważyć może tylko zwrot Hollande’a-socjalisty na liberalizm. Albo oświadczenie o rozstaniu z pierwszą damą, przekazane odważnie, ale i dyskretnie, przez telefon w sobotę wieczorem Agence France-Presse…

Tak oto na naszych oczach pomału ewoluuje życie polityczne V Republiki. Pierwszy prezydent bez małżonki. Pierwszy kawaler w istocie. Pierwszy, który otworzył nowy rozdział w komunikacji z obywatelami na temat rozstania się z pierwszą damą  („Albowiem chodzi o moje życie prywatne” – i doprecyzował, że nie wypowiada się dla AFP jako głowa państwa).

Valérie Trieweiler także miewa się lepiej. Już „twittuje”, już współczują jej tabloidy, już wyjaśniło się niemało niepotrzebnych nieporozumień. Na przykład państwowa instytucja „Le Mobilier national” oficjalnie zdementowała plotki o rozbijaniu o podłogę Pałacu Elizejskiego waz oraz zegarów (wartości 3 milionów euro). 10 stycznia br. w furii zazdrości nie zdemolowano srebrnego buduaru.

…na prawach epilogu czekają nas jeszcze ostatnie „dementi”. Ségolène Royal zaprzeczyła, że w szpitalu pocieszała dawną rywalkę (poszła tam leczyć zęby). Jeszcze aktorka Julie Gayet zdementowała, że spodziewa się czyjegoś tam dziecka. Jedynie firma sprzedająca kaski na skutery niczego nie dementuje. Wyprzedano cały towar na pniu. I, jak zdradził mediom prawdziwy przyjaciel Hollande’a, prezydent ostatnio pozostaje w większej harmonii z samym sobą.

SKOMENTUJ

Nr 263

(3/2014)
27 stycznia 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj