Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Ukraina] Prawy Sektor...

[Ukraina] Prawy Sektor - zdradzone dzieci ukraińskiej rewolucji

Grzegorz Ślubowski

W sobotę w Kijowie na Hruszewskiego znowu zapłonęły opony. Tak działacze Prawego Sektora po raz kolejny ostrzegli władze. Wcześniej szturmowali gmach Rady Najwyższej, a swoim byłym kolegom-politykom obiecali drugą falę rewolucji jeśli minister spraw wewnętrznych nie zostanie odwołany.

Przyczyną początku dezintegracji obozu ukraińskiej rewolucji było zabicie Ołeksandra Muzyczko, działacza Prawego Sektora znanego pod pseudonimem „Saszka Biały”. To kolejne potwierdzenie uniwersalnej zasady, że rewolucja zawsze zjada własne dzieci. Tak było w czasach rewolucji francuskiej, tak jest i dzisiaj na Ukrainie. To jednak proces nieunikniony, bez którego Ukraina nie stanie się nowoczesnym państwem.

Nikt nie może odmówić bojownikom Prawego Sektora zaangażowania i odwagi w czasach, kiedy ważyły się losy rządu prezydenta Wiktora Janukowycza. Można nawet powiedzieć więcej: gdyby nie oni, władza Janukowycza trwałaby nadal.

Gdyby nie odwaga Prawego Sektora, władza Janukowycza trwałaby nadal.

Grzegorz Ślubowski

To przecież Prawy Sektor wbrew woli trójki liderów opozycji rozpoczął budowę barykad na ulicy Hruszewskiego. To oni zanegowali porozumienie ministrów spraw zagranicznych Polski i Niemiec z władzami i stali przed budynkiem Rady Najwyższej, aby wymusić dymisję prezydenta Janukowycza. Oczywiście wszystko to nie miało zbyt wiele wspólnego z zasadami państwa prawa ‒ na tym jednak właśnie polega rewolucja.

Kiedy rewolucja zwyciężyła, nagle stali się bohaterami. Jeden z liderów partii Artem Skoropadski mówił mi w Kijowie: „To nie my dokonaliśmy rewolucji – bo dokonał jej ukraiński naród, my jednak zawsze byliśmy w awangardzie”. Nie sposób się z tym nie zgodzić. Nagle młodzi ludzie z zupełnie marginalnych prawicowych organizacji znaleźli się w samym sercu politycznych wydarzeń – na politycznych salonach. W normalnych warunkach politycy traktowaliby ich jak niebezpiecznych ekstremistów, po rewolucji stali się kolegami, czasem niezbędnymi sojusznikami.

Sami liderzy Prawego Sektora także poczuli własną siłę i popularność. Kiedy byłem w ich biurze w Kijowie, ze zdumieniem obserwowałem kolejki interesantów, którzy przyszli „załatwić sprawy”. Był tam mężczyzna, od którego starano się wymusić łapówkę, była kobieta, której chuliganie okradli działkę, i wiele innych osób. Wszyscy cierpliwie czekali na swoją kolej, aby wejść do biura i prosić „chłopców o pomoc”. Mieli przyjechać i zrobić porządek. I często robili porządek. „Jesteśmy trochę Robin Hoodami, ludzie wiedzą, że nie boimy się milicji, i przychodzą do nas” – twierdził Skoropadski. Tak naprawdę jest dużo gorzej. Na Ukrainie nie działają skorumpowana milicja, sądy i prokuratura, ale działa tylko Prawy Sektor. W upadłym państwie to oni wymierzają sprawiedliwość, zastępują władzę, siłą wymuszają decyzje.

Prawy Sektor idzie po władzę ‒ już  przekształcił się w partię polityczną. Lider Dmytro Jarosz został kandydatem na prezydenta. Z publicystyki znika skrajnie nacjonalistyczna ideologia. Prawy Sektor to związek kilku skrajnie nacjonalistycznych organizacji, z których najsilniejsze to Tryzub i UNA-UNSO. Ale w ramach wchodzenia na polityczne salony wyrzucono skrajnie rasistowski Biały Młot. W rozmowach działacze unikają tematu rewizji granic z Polską, chociaż przyznawali, że „historyczne ukraińskie ziemie leżą w granicach Polski”.

Przed biurem Prawego Sektora w Kijowie stoją kolejki ludzi, którzy chcą prosić „chłopców o pomoc”. Mieli przyjechać i zrobić porządek. I często robili porządek.

Grzegorz Ślubowski

Aby zdobyć władzę, trzeba mieć media i pieniądze. Zupełnie niezauważona przeszła ważna informacja o tym, że Prawy Sektor rozpoczął współpracę z telewizją Tonis. Wcześniej należała ona do syna prezydenta Janukowycza. Jak wyglądała „współpraca”, można się tylko domyślać. Po prostu bojownicy przyszli do telewizji, zajęli budynki oraz sprzęt i powiedzieli, że teraz to oni będą wydawać polecenia. Wielu działaczy prowadzi kryminalną działalność na własny rachunek, tak jak to robił Saszka Biały. A jednak jego śmierć doprowadziła do konfrontacji między oficjalnymi politykami a organizacją. I wcale nie jest jasne, jak się ona skończy. Prawy Sektor to dzisiaj siła, w samym Kijowie to kilkanaście tysięcy osób. Ci ludzie w większości nie znają swoich nazwisk, posługują się pseudonimami, są zdyscyplinowani i przekonani o tym, że jako awangarda rewolucji muszą też być jej beneficjentami. Na razie politycy się przestraszyli. Zgodzili się na powołanie specjalnej komisji, która zajmie się sprawą zabójstwa Saszki Białego. Polityczna plotka głosi, że także dni ministra spraw wewnętrznych Arsena Awakowa są policzone. Jeśli tak się stanie, spełni się marzenie kremlowskich polittechnologów. Ukraina będzie się pogrążać w coraz większym chaosie, a na kijowskich ulicach będą rządzić banderowcy. Już teraz bardzo słaba władza będzie jeszcze słabsza. Jeżeli ulegnie groźbom Prawego Sektora, pojawią się kolejni beneficjenci rewolucji.

Problemy na Ukrainie musi rozwiązać państwo, a nie paramilitarna organizacja. Wreszcie tylko państwo może mieć monopol na stosowanie przemocy i powinno z niego korzystać. Prawy Sektor ze swoimi poglądami i metodami działania świetnie nadawał się na czas rewolucji, ale zupełnie nie nadaje się do budowania nowoczesnego państwa. I to kolejny paradoks historii ‒ to dobrze, że rewolucja pożera własne dzieci.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 273

(13/2014)
3 kwietnia 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj