0000398695
PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Człowiek z akcji....

Człowiek z akcji. Wokół "Zabić bobra" Jana Jakuba Kolskiego

Krzysztof Renik

Ci, którzy odeszli ze służby w siłach specjalnych, muszą jakoś żyć. Okazuje się, że nie jest to wcale takie łatwe. W filmie Kolskiego ten wątek jest widoczny bardzo wyraźnie: przecież Eryk ciągle czeka na jakąś „akcję”, ciągle jest w gotowości. Wierzy, że ma przed sobą kolejne zadanie...

ZabicBobra_04Najnowszy obraz Jana Jakuba Kolskiego z całą pewnością nie jest filmem przyjemnym i łatwym – albo takim, który ogląda się dla kilkudziesięciu minut relaksu. Niekoniecznie ogłupiającego, ale ładującego akumulatory. Nie jest to również dzieło o baśniowej bądź magicznej – cóż za wyświechatane słowo – poetyce, zachwycający narracją wynikającą z niezwykłych kadrów stworzonych przez mistrza kamery. W gruncie rzeczy nic w tym zaskakującego, bowiem opowieść o człowieku „po akcji”, człowieku, który nie może dokonać rozliczenia z przeszłością, którego ciągle dogania pamięć, taka być nie może. O ile oczywiscie ma przynieść choć odrobinę prawdy.

Owo „po akcji” to skrótowe określenie czasu, który następuje po wykonaniu przez oficera lub żołnierza sił specjalnych działań na terenie leżącym z dala od kraju ojczystego. To może być Afganistan, może być Irak, może także być rejon, którego nazwy nie znamy, a w którym misję pełnili polscy – jak ich się popularnie nazywa – komandosi. Specyfiką ich działań jest daleko posunięta sekretność, a to co przedostaje się do sfery publicznej, to jedynie cząstka prawdy o tym, co rzeczywiście robili, cząstka zapewne dobrze przefiltrowana przez służby informacyjne. Nic w tym nadzwyczajnego – tak działają siły specjalne wszystkich krajów świata. Jak mówił jeden z szefów CIA: najlepsze są te akcje, o których nikt poza ich uczestnikami nie słyszał. Warto więc pamiętać, że pojawiające się na ich temat rozmaite rewelacje, będące jakoby efektami dziennikarskich śledztw czy dociekań, to w większości przypadków dobrze przygotowane przecieki, które służyć mają nie tyle informacji, ile budowaniu odpowiedniego wizerunku służb w sferze publicznej. Dzieje się tak między innymi dlatego, że ich działania to przecież operacje wojenne – a wojna jest ze swej natury okrutna i brutalna.

Zmierzyć się z przeszłością

Z taką właśnie – dla widza nie w pełni rozpoznaną – przeszłością musi się mierzyć bohater Kolskiego, Eryk, grany przez Eryka Lubosa. Po powrocie z misji decyduje się na swoiste odosobnienie w małej osadzie ze swej młodości. Ale wspomnienia wojenne trudno zagłuszyć. Szczególnie jeżeli są to rozmaite koszmary, które powracają nieustannie z różną intensywnością. Niektóre z nich generowane są wyłącznie w mózgu głównego bohatera, inne mogą mieć realne odniesienia do rzeczywistości, której był świadkiem. Wojskowy psycholog powiedziałby pewnie, że to dość typowe objawy zespołu stresu bojowego, rozpoznawanego u wielu żołnierzy powracających z akcji bojowych.

Eryk musi swoją przeszłość zachować wyłącznie dla siebie. A ta przeszłość to przecież także – a może i w ogromnym stopniu – konieczność likwidowania wrogów, powracające obrazy rozerwanych wybuchami ciał zarówno przeciwników, jak i kolegów, wreszcie kobiet i dzieci opłakujących zabitych. Takie obrazy niełatwo wyrzucić z pamięci, szczególnie gdy dzielenie się tego typu wspomnieniami z ludźmi spoza kręgu najbliższych współtowarzyszy broni jest niemożliwe, a w każdym razie nie powinno mieć miejsca.

Po bitwie kilkunastu polskich żołnierzy musiało wyjechać do kraju. Szok spowodowany widokiem zabijanych Irakijczyków był zbyt silny. Pojawiało się pytanie – czy to od mojej serii?

Krzysztof Renik

Pozwolę sobie w tym miejscu na małą dygresję. Kilkanaście dni temu wróciłem z Ukrainy, z Krymu. Po obu stronach konfliktu, wśród ludzi nastawionych proukraińsko i wśród ludzi o orientacji prorosyjskiej spotkałem byłych „afgańców”, czyli żołnierzy walczących w Afganistanie w czasach sowieckiej interwencji w tym kraju. Od tamtego czasu minęło już kilkadziesiąt lat, a jej uczestnicy przekroczyli już dzisiaj pięćdziesiątkę czy nawet sześćdziesiątkę. Ale pamięć o owych czasach jest w nich nadal niezwykle silna, a ich postawy dramtycznie radykalne. Jeden z nich, nastawiony wyłącznie prorosyjsko, tłumaczył mi, że ludziom, którzy będą przeciwni włączeniu Krymu do Rosji, on i jego koledzy „będą wypruwali kiszki”, tak jak Afgańczycy rozcinali brzuchy jego dawnym kolegom. Afganistan tkwił w jego myślach nieustannie, tak jak tkwił w głowie zamordowanego kilkanaście dni temu Saszki Białego, jednego z przywódców ukraińskiego „Prawego Sektora”, także byłego „afgańca”.

Przywołałem to ukraińsko-krymskie wspomnienie, bo „Zabić bobra” to ponura opowieść właśnie o tym, jak trudno mierzyć się z życiem „po misji”. Jest próbą opowiedzenia o losie człowieka, który walczył gdzieś daleko i zetknął się z okrucieństwem. Nie jestem pewien, czy widział w tym sens, czy był przekonany, że działa w słusznej sprawie, że walczy o sprawiedliwość, o dobro swego kraju, swoich najbliższych – czym innym jest bowiem udział w klasycznej wojnie obronnej, a czym innym strzelanie do ludzi w obcym kraju, nawet w imię zaprowadzania tam porządku i stabilizacji. Świadomość różnicy pojawia się prędzej czy później. W każdym razie wśród tych, którzy wyjeżdżają nie tylko dla pieniędzy.

Jeszcze jedna dygresja. Pamiętam Irak sprzed lat, kiedy Polacy i Bułgarzy bronili w Karbali budynku administracji cywilnej przed atakiem powstańców szyickiego przywódcy Muktady As-Sadra. Szturm trwał kilka dni. Wielu z atakujących zginęło. Ale po tej gwałtownej wymianie ognia kilkunastu polskich żołnierzy musiało wyjechać do kraju. Szok spowodowany widokiem zabijanych Irakijczyków był zbyt silny. Pojawiało się nieuchronnie pytanie – czy to od mojej serii…

Jak żyć bez emocji

ZabicBobra_08W zespole stresu bojowego funkcjonuje także inny element: nie tylko jak poradzić sobie ze wspomnieniami, lecz także czym wypełnić życie „po akcji”. Działania komandosów to ogromne napięcie, intensywnie podejmowane decyzje, świadomość, iż każda chwila decyduje o powodzeniu albo porażce. Ale po niej nastaje czas spokoju dla tych, którzy odchodzą ze służby i czas oczekiwania dla tych, którzy w niej pozostają. Paradoksalnie ci drudzy mogą sobie poradzić z tym okresem łatwiej. Ćwiczą, trenują, pogłębiają swe umiejętności. Bo kompetencje „specjalsów” to nie tylko i nie przede wszystkim umiejetność strzelania. To cała paleta zdolności, których mogą im pozazdrościć przedstawiciele wielu innych, spokojniejszych fachów.

Ci, którzy odeszli do cywila, muszą jakoś żyć. Muszą umieć pogodzić się z faktem, iż w ich organizmach będzie nieco mniej adrenaliny. Okazuje się, że nie jest to wcale takie łatwe, jakby się mogło wydawać komuś, kto wiódł życie spokojniejsze aniżeli żołnierskie. Dobrze znają ten stan ludzie, którzy na poważnie uprawiali sporty ekstremalne. Podkreślam – na poważnie – bo współcześnie pod tym terminem kryją się często zwykłe zabawy, które z prawdziwym ryzykiem nie mają nic wspólnego. W filmie Kolskiego ten wątek jest widoczny bardzo wyraźnie. Przecież Eryk ciągle czeka na jakąś „akcję”, ciągle jest w gotowości. Wierzy, że ma przed sobą kolejne zadanie… Dopiero pojawienie się Bezi sprawia, że mimo iż w to nie wierzy, adrenalinę wojenną zastępuje mu adrenalina namiętności. Czy miłości? Trudno w to uwierzyć.

Sztuka czy terapia?

Oczywiście rodzić się musi pytanie, czy „Zabić bobra” zawiera w sobie pogłębione studium zespołu stresu bojowego. Jednoznacznie na to pytanie mogliby zapewne odpowiedzieć praktycy – i ocena nie byłaby raczej pochlebna dla ekranowego miotania się głównego bohatera od szaleństwa po depresję. Tyle tylko, czy rzeczywiście Kolskiemu chodziło i powinno chodzić o w miarę wierne odmalowanie stanu emocjonalnego człowieka powracającego z pola walki? Sztuka kieruje się wszak innymi prawami aniżeli analiza psychologiczna czy analiza przeprowadzana przez ekspertów od szkolenia jednostek specjalnych.

Z uwagi jednak na moje dziennikarskie doświadczenia bywania w miejscach, gdzie trwają konflikty, gdzie działają ludzie podobni do bohatera filmu, uważam, że jest to obraz potrzebny. Życie „po akcji” jest niejednokrotnie trudniejsze niż w jej trakcie. Adaptacja do zwyczajnego życia okazuje się w wielu przypadkach drogą nieustającego dramatu. Dramatu rozgrywającego się zarówno na płaszczyźnie osobistej, jak i społecznej. W jakim stopniu ci ludzie mogą wrócić do szarej codzienności, jakie role społeczne mogą na siebie przyjąć, jak będą budować swoje życie osobiste i rodzinne? „Zabić bobra” to być może dopiero początek artystycznego namysłu nad tymi niełatwymi pytaniami. Być może pojawią się odpowiedzi bardziej optymistyczne niż te, które przynosi film Jana Jakuba Kolskiego. Choć z pewnością nie będzie o nie łatwo.

Zadaniem sztuki – tak to rozumiem, jako zwykły jej odbiorca – jest wstrząsanie emocjami, budzenie ciekawości, wreszcie pozostawianie obszarów okrytych tajemnicą, pozwalających widzowi na dointerpretowanie tego, co dostrzega na przykład na kinowym ekranie. Głos artysty wypowiadającego się na temat istotnych problemów współczesności (a takim problemem jest z pewnością – nie tylko w Polsce – los współczesnych weteranów wojennych), które niekoniecznie można oceniać w kategoriach czarno-białych, może być jedynie sygnałem, a nie analizą. Dlatego próba odpowiedzi na pytanie o relację pomiędzy opowieścią Kolskiego a rzeczywistym światem i rzeczywistymi problemami byłych „specjalsów” jest skazana na bezpłodną i akademicką debatę. Oczekiwanie, że film ten zapoczątkuje jakąś debatę na temat losu weteranów wykraczającą poza wymiar artystyczny, jest nieco wygórowane. Oczywiście może i powinien zwrócić uwagę na życie rzeczywistych ludzi „po akcji”, ale oczekiwanie, że znajdzie to konkretne odzwierciedlenie w ich sytuacji wydaje się nieco przedwczesne. Dlatego oczywiście to resorty odpowiedzialne za siły specjalne muszą robić możliwie wszystko, by tym osobom stworzyć warunki do adaptacji do życia pokojowego. Nie tylko dlatego, że tego wymaga elementarna uczciwość, lecz także dlatego, że ci ludzie pozostawieni sami sobie, pozbawieni pomocy nie muszą, ale mogą stać się groźni dla społeczeństwa. Z ich umiejętności z całą pewnością chciałyby korzystać na przykład grupy zorganizowanej przestępczości…

Wojenny świat bywa jak narkotyk. Oderwać się od niego niełatwo. Kiedy jako dziennikarz jechałem do Iraku, miałem w pamięci słowa kilku moich kolegów, którzy byli tam wcześniej: „To fascynujące doświaczenie, musimy tam jeszcze wrócić”. Wsiadając do Globemastera US Airforce powtarzałem sobie – jeżeli po powrocie z Iraku będę myślał podobnie, to będzie to moja największa klęska intelektualno-emocjonalna.

Film:

„Zabić bobra”, reż. Jan Jakub Kolski, Polska 2014

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 274

(14/2014)
8 kwietnia 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj