Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Azja w zbliżeniu]...

[Azja w zbliżeniu] Indie głosują

Krzysztof Renik

Te wybory mogą doprowadzić do poważnych zmian na scenie politycznej najludniejszej demokracji świata. W wyniku wyborów parlamentarnych, które rozpoczęły się w Indiach 7 kwietnia i potrwają do 12 maja, władzę może utracić potężny Indyjski Kongres Narodowy.

Indyjski Kongres Narodowy to partia, która od dziesięcioleci odgrywała czołową rolę w indyjskiej polityce. Jej kolejni przywódcy – Jawaharlal Nehru, Indira Gandhi, Rajiv Gandhi, wreszcie Sonia Gandhi – kreowali przez lata ścieżki indyjskiej polityki – zarówno krajowej, jak i zagranicznej. Jednak przedwyborcze sondaże wskazywały, iż w tegorocznym głosowaniu Kongres na sukces raczej nie powinien liczyć.

Indyjska scena polityczna od lat podzielona była pomiędzy dwa potężne i zaciekle ze sobą rywalizujące ugrupowania. Z jednej strony był to właśnie Indyjski Kongres Narodowy, z drugiej natomiast Indyjska Partia Ludowa, znana powszechniej jako BJP. Mimo siły tych partii żadna z nich nie była w stanie rządzić samodzielnie, co sprawiało, iż w indyjskiej polityce ważniejszą rolę zaczęły odgrywać mniejsze partie. Część z nich to ugrupowania ogólnoindyjskie, inne były klasycznymi partiami regionalnymi. Taka sytuacja sprawiała, że oba największe ugrupowania mimo swej potęgi w podejmowaniu decyzji bywały zależne od głosów owych mniejszych partii, niekiedy przypominających najzwyklejszy plankton polityczny. Zarówno Kongres, jak i BJP stawały się po prostu zakładnikami swych pomniejszych, często zainteresowanych wyłącznie politycznymi i finasowymi apanażami, koalicjantów. Taki stan rzeczy zarówno psuł indyjską politykę, jak i prowadził do rozczarowania elektoratów obu ugrupowań. Badania przedwyborcze wykazywały stale zmniejszające się zaufanie wyborców do klasy politycznej.

Indie są najludniejszą demokracją świata, ale czy są największą – to już pytanie, na które odpowiedź nie jest jednoznaczna.

Krzysztof  Renik

Sondaże wskazują, iż w wyniku tegorocznych wyborów zwycięska partia – a będzie nią zapewne Indyjska Partia Ludowa BJP – nie uzyska bezwzględnej większości i skazana zostanie – podobnie jak w latach poprzednich Kongres – na współrządzenie z koalicjantami. Obie partie przewidują taką sytuację i już w poprzednich okresach powołały kierowane przez siebie koalicje. Kongres stworzył w mijającej kadencji Zjednoczony Sojusz Postępowy, natomiast BJP – Narodowy Sojusz na Rzecz Rozwoju. Efektywność polityczna owych aliansów czy koalicji była dość problematyczna, co doprowadziło do rozkwitu korupcji politycznej, prywaty, a w konsekwencji do poważnych kłopotów gospodarczych Indii. To właśnie afery, które wstrząsały w ostatnich latach indyjską sceną polityczną i gospodarczą doprowadziły do tak drastycznego spadku notowań Indyjskiego Kongresu Narodowego i wzrostu poparcia dla BJP.

Przewidywane przez sondaże niepowodzenie wyborcze Indyjskiego Kongresu Narodowego to z jednej strony efekt problemów gospodarczych kraju, które są wynikiem skorumpowanego systemu polityczno-gospodarczego, prywaty oraz zwykłego złodziejstwa – zjawiska te stały się dominantą ostatniej kadencji rządów Kongresu. Z drugiej strony natomiast to efekt braku charyzmatycznego przywództwa. Rahul Gandhi – syn Soni Gandhi i zamordowanego przed laty Rajiva Gandhiego – typowany na kolejnego przywódcę Kongresu, wyraźnie manifestował w ostatnich latach swoją niechęć do polityki. Jego wystąpienia publiczne, mimo iż poruszające w mądry sposób problemy kraju, nie miały siły przekonywania oraz charyzmy zdolnej porwać miliony wyborców. Owej charyzmy nie brakowało natomiast przywódcy BJP. Narendra Modi to dobry organizator i świetny szef rządu stanowego w Gudźaracie, a jednoczośnie doskonały mówca, przekonujący, potrafiący porwać tłumy. To polityk odwołujący się do haseł narodowych, patriotyzmu, a także wartości religijnych hinduizmu. Ten ostatni element jego retoryki porywa wyznawców hinduzmu stanowiących religijną większość w Indiach, ale jednocześnie budzi niepokój wśród religijnych mniejszości – muzułmanów, chrześcijan, wyznawców religii plemiennych.

Narendra Modi to polityk odwołujący się do haseł narodowych, patriotyzmu, a także wartości religijnych hinduizmu, co budzi niepokój wśród religijnych mniejszości – muzułmanów, chrześcijan, wyznawców religii plemiennych.

Krzysztof  Renik

Ale w tych wyborach pojawił się na scenie także zupełnie nowy gracz. Z powodu korupcji politycznej panującej w Indiach w latach rządów Kongresu narodził się nad Gangesem obywatelski ruch sprzeciwu nie tylko wobec skorumpowania elity politycznej, lecz także przeciw najzwyklejszej korupcji na niższych szczeblach społecznej drabiny Indii. Ruch ten – którego liderem stał się Anna Hazare, działacz społeczny odwołujący się do testamentu politycznego Mahatmy Gandhiego – zmobilizował miliony zwolenników. Akcje protestu organizowane pod hasłami walki ze skorumpowanym systemem politycznym gromadziły miliony mieszkańców Indii żądających oczyszczenia sceny publicznej z ludzi skorumpowanych oraz wprowadzenia skutecznych regulacji prawnych zapobiegajacych szerzeniu się tego zjawiska. Z ruchu Anny Hazare – mimo jego sprzeciwu, chciał on bowiem tworzyć ruch wyłącznie obywatelski bez wchodzenia w politykę w ścisłym tego słowa znaczeniu – narodziło się ugrupowanie o nazwie Partia Zwykłego Człowieka. Lider tego ugrupowania Arvind Kejriwal wygrał wybory municypalne w Delhi i został szefem rządu w indyjskiej stolicy, bez trudu pokonawszy przedstawicielkę Kongresu, która rządziła w mieście stołecznym od lat.

Zachęcona sukcesem w Delhi Partia Zwykłego Człowieka postanowiła wystartować także w wyborach powszechnych i wystawiła swych kandydatów w całym kraju. Trudno w tej chwili przewidzieć, czy zagrozi pozycji BJP lub Kongresu, ale z całą pewnością może wpłynąć na przemiany zakonserwowanej od lat indyjskiej sceny politycznej.

Wybory w Indiach to proces, a nie jednorazowe głosowanie. W tym roku odbywają one w dziewięciu etapach w poszczególnych regionach kraju. Ostatni z tych etapów zaplanowany jest na 12 maja. Wyniki zostaną ogłoszone 16 maja. Do głosowania uprawnionych jest ponad 800 milionów ludzi. W poprzednich wyborach frekwencja była bardzo wysoka, w niektórych obwodach wyborczych sięgała 90%. Ale komentatorzy indyjscy nie mają złudzeń – często był to efekt opłacania ubogich mieszkańców Indii, którzy za pieniądze głosowali na wskazane przez sponsorów partie. Indie są bowiem najludniejszą demokracją świata, ale czy są największą demokracją – to już pytanie, na które odpowiedź nie jest jednoznaczna.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 275

(15/2014)
17 kwietnia 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj