Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Samotny w wielkim...

Samotny w wielkim mieście. „Oh, boy” Jana Olego Gerstnera

Magdalena Saryusz-Wolska

Czarujący i uroczo nierozgarnięty chłopak? Snujący się bez celu po Berlinie, miejski flâneur z hipsterskiej dzielnicy, będący rzeczywistym reprezentantem pewnego pokolenia? A może nijaki, irytujący brakiem zaradności dwudziestokilkulatek, który epatuje nudną pretensjonalnością?

Debiutancki film Jana Olego Gerstnera zebrał w Niemczech entuzjastyczne recenzje, krytycy pisali o nowej nadziei niemieckiego kina, błyskotliwym portrecie pokoleniowym, inteligentnej grze cytatami. Z jednej strony jest to film uniwersalny – równie dobrze bohater mógłby być Anglikiem, Holendrem czy Francuzem, z drugiej strony niezwykle lokalny, głęboko osadzony w przestrzeni Berlina. Fabuła jest w gruncie rzeczy banalna: młody chłopak, Niko Fischer, za pieniądze bogatego ojca snuje się bez celu po hipsterskich dzielnicach miasta, gdzie filiżanka kawy kosztuje trzy euro czterdzieści. Dwa lata wcześniej rzucił studia prawnicze (nie informując o tym nikogo), ale gdy ojciec w końcu zamyka mu konto, największym problemem Niko pozostaje potrzeba napicia się kawy.

Materiały prasowe

Materiały prasowe

Film garściami czerpie z modernistycznej figury flâneura, wielkomiejskiego spacerowicza, który kontempluje otaczającą go przestrzeń. Franz Hessel, jeden z najbardziej znanych berlińskich flâneurów międzywojnia pisał: „Doświadcz tego, jak i kiedy ulice stają się rozgorączkowane lub senne, gdzie życie zmienia się w narastający cyklicznie ruch, gdzie zaś w przyjemnie tłoczącą się ruchliwość”[1]. Ale Niko niczego nie doświadcza ani nie przeżywa, jest nijaki. Szukając upragnionej kawy, leniwie przemieszcza się po Berlinie, spotykając po drodze parę osób, z którymi nic go nie łączy. Są tu także wątki zaczerpnięte z Nowej Fali, filmów Jima Jarmusha i Woody’ego Allena. Zapewne po to, aby podkreślić te inspiracje, „Oh, boy” nakręcony został w czarno-białej tonacji, a ścieżka dźwiękowa zdominowana jest przez subtelny jazz.

Krytyka gentryfikacji?

Nawiązując do berlińskiego flâneura oraz do klasycznych filmów miejskich, Gerstner stara się uczynić Berlin drugim, obok Niko, protagonistą filmu. Czyni to jednak w specyficzny sposób, ponieważ unika miejsc ikonicznych, globalnie rozpoznawalnych. Nie ma tu Bramy Brandenburskiej, placu Poczdamskiego, Kolumny Zwycięstwa. Nowojorskie filmy Martina Scorsesego czy Spike’a Lee wyróżniały żółte taksówki – w „Oh, boy” nieustannie pojawiają się żółte (w rzeczywistości) tramwaje i wagoniki metra. Tyle, że w czarno-białym filmie tracą koloryt i rozmywają się w nijakiej szarości.

Materiały prasowe

Materiały prasowe

Niko mieszka w modnej, wschodnioberlińskiej dzielnicy Prenzlauer Berg u zbiegu ulic Schönhauser Allee, Danziger Straße i Ebelswarder Straße, co pokazane jest tyle razy, że każdy, kto choć raz tamtędy przejeżdżał, w końcu rozpozna to miejsce. Pieniądze, które Niko dostaje od ojca, starczą mu tu na przysłowiowe waciki, ale na pewno nie na spore mieszkanie (chyba, że ojciec płaci za nie osobno lub mieszkanie należy do niego). Wydaje się, że wybór tej lokalizacji jest nieprzypadkowy. W Niemczech od kilku lat toczy się żywa debata na temat sytuacji mieszkaniowej. Większość Niemców wynajmuje mieszkania (a nie kupuje), a rynek regulowany jest przez liczne przepisy dla wynajmujących i najemców. Jednak w ostatnich latach czynsze bardzo szybko rosną, szczególnie w centrach dużych miast, co sprawia, że „normalni” obywatele wypierani są stamtąd przez zamożnych. Otwiera to pole do dyskusji na temat segregacji przestrzennej miast i rosnącego rozwarstwienia społecznego.

Niko niczego nie doświadcza ani nie przeżywa, jest nijaki. Szukając upragnionej kawy, leniwie przemieszcza się po Berlinie, spotykając po drodze parę osób, z którymi nic go nie łączy.

Magdalena Saryusz-Wolska

Właśnie centrum Prenzlauer Bergu przywoływane jest w tej debacie najczęściej jako dzielnica, gdzie czynsze rosną w niewyobrażalnym tempie, a berlińczycy wypychani są przez turystów i bogatych Niemców z Zachodu. Prenzlauer Berg stał się synonimem gentryfikacji, „ekomacierzyństwa” czy „feminizmu latte”. Młodzi, zamożni i kreatywni berlińczycy przechadzają się w markowych ciuchach z ekologicznej bawełny, zaopatrują się w sklepach ze zdrową żywnością i głoszą równość społeczną znad filiżanki kawy, zebranej na plantacji fair-trade. Podobnie jest z Niko, który zamieszkał tu dopiero niedawno (wszak, by on mógł wprowadzić się do swojego mieszkania, ktoś musiał je wcześniej opuścić) i myśli wyłącznie o kawie. Gerstner zabiera więc głos w żywej debacie publicznej o konsekwencjach rozwarstwienia społecznego i przestrzennego, ale nie do końca wiadomo, po czyjej stronie staje.

Rozrachunek z historią?

Niko ma też lekki problem z alkoholem i kobietami, jedyne czego jest pewien, to tego, że niczego nie jest pewien (poza tym, żeby w końcu napić się kawy). Poczucie pustki, które dręczy bohatera, Tom Schilling zagrał rewelacyjnie, za co zresztą zebrał liczne pochwały. Nie wiemy, co myśli, jakie są jego poglądy, dlaczego od dwóch lat nic nie robi i co zamierza robić w przyszłości. To jeden z tych filmów, które dzieją się wyłącznie w teraźniejszości – jednak nawet tutaj, na marginesie, mowa jest też o nazizmie.

Materiały prasowe

Materiały prasowe

Twórcy „Oh, boy” kpią z lewicowych, awangardowych intelektualistów (przypadkowo bohater trafia na offowy spektakl teatralny) oraz ze zbijania kapitału na rozrachunku z przeszłością. W trakcie feralnego dnia Niko poznaje aktora filmowego, który gra „dobrego Niemca” – żołnierza ratującego żydówkę. Aktor okazuje się żałosny i patetyczny, a kręcony na naszych oczach film trąci schematycznością. Kpiarski ton zostaje jednak złamany w ostatnich sekwencjach, gdy Niko spotyka „refleksyjnego Niemca”, starego mężczyznę, który żałuje, że w dzieciństwie krzyczał „Heil Hitler!”. W ogóle wydaje się, że Niko woli towarzystwo ludzi starych niż młodych, a problem wymiany pokoleniowej potraktowany zostaje bardzo dosłownie.

Wyznanie bezimiennego, starego Niemca nie przekonuje. Gerstner odwraca uwagę od zasadniczego tematu, jakim jest nicnierobienie w wielkim mieście i podtrzymuje stereotyp Berlina jako miejsca, w którym kondensuje się krwawa historia XX w. Oczywiście, nie sposób temu zaprzeczyć, zwłaszcza że ślady owej historii widoczne są tu na każdym kroku. Jednak wydaje się, że akurat w tym filmie przeszłość nie jest niezbędna. Reżyser wypełnia tylko przewidywalny schemat: skoro mówimy o Niemcach, to musimy też powiedzieć coś o nazizmie i wojnie. Trudno jednak powiedzieć coś nowego w dwóch kilkuminutowych scenach, więc Gerstner tylko powiela stereotypy. W niemieckich mediach, szczególnie zaś w telewizji, dominowały w ostatnich latach przekazy, które pokazywały, że w brutalnym systemie nazistowskiej dyktatury istnieli także „prawdziwi bohaterowie”, „dobrzy ludzie” etc. „Oh, boy” nie oferuje nowej perspektywy na niemiecką przeszłość. Moim zdaniem ciekawiej byłoby pokazać Berlin w oderwaniu od jego historii niż wprowadzać przewidywalne postaci i motywy. Wcześniejsze filmy berlińskie, takie jak „Zagraniczny romans” (1948) Billy’ego Wildera, „Niebo nad Berlinem” (1987) Wima Wendersa czy „Good Bye, Lenin!” (2002) Wolfganga Beckera poruszały tematy historyczne, wybierając nietuzinkowych bohaterów czy pokazując konsekwencje nazizmu, wojny i podziału Niemiec dla berlińskiej architektury. W „Oh, boy” natomiast wysłuchujemy sentymentalnego wyznania staruszka i temat rozrachunku z historią zostaje odhaczony.

Portret pokoleniowy?

Czy rzeczywiście jest to portret pokoleniowy? Na luksus nicnierobienia w modnej dzielnicy wielkiego europejskiego miasta mogą sobie pozwolić nieliczni. I nie chodzi wcale o to, że aż do dnia, w którym rozgrywa się akcja filmu, Niko ma regularne wpływy na konto. Chodzi także o brak odpowiedzialności i wynikający z tego braku komfort. Luksus Niko polega na tym, że nie podejmuje żadnej decyzji, bo nie czuje się do niej gotowy. Jest wewnętrznie wolny, potrafi nie myśleć o praktycznej stronie życia – najważniejsze, by w końcu napić się kawy.

Materiały prasowe

Materiały prasowe

Tym właśnie „Oh, boy” różni się od dzieł, do których nawiązuje. Bohaterom wczesnego Allena czy Godarda o coś chodziło. Energicznym krokiem szli przez Nowy Jork czy Paryż, pogrążeni w rozmowie, która bez reszty ich pochłaniała. Niko nic nie mówi. Na pytania innych odpowiada półsłówkami. Unika konfrontacji. Jest nijaki. Jeśli więc ten zblazowany chłopak reprezentuje „portret pokoleniowy” współczesnych młodych Niemców, to diagnoza Gerstnera jest bardzo ponura.

Przypisy:

[1] Franz Hessel, Sztuka spacerowania, tłum. S. Lisiecka, „Literatura na świecie”, 2001/8-9 s. 159.

Film:

„Oh, boy“, reż. Jan Ole Gerstner, Niemcy 2012

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 276

(16/2014)
22 kwietnia 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj