Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Putinada] Krew się...

[Putinada] Krew się polała, a potem wyschło

Łukasz Jasina

Przy wejściu na stację mińskiego metra Kupalskaja – jednej z centralnych stacji kolejki podziemnej, której nazwa ma źródło w kręgu nomenklatury sowieckiej, ale i upamiętnia największego twórcę języka białoruskiego – znajduje się tablica pamiątkowa. Trudno ją zauważyć, gdyż nie różni się kolorem od reszty budynku.

Na tablicy widnieje kilkanaście nazwisk. To ofiary zamachu terrorystycznego z 11 kwietnia 2011 roku. Winnych odnaleziono i rozstrzelano – choć nikt tak naprawdę nie wierzył, że to właśnie oni byli prawdziwymi sprawcami. Ofiary pochowano godnie, a „łże-zabójców”, uśmierconych strzałem w tył głowy, zakopano gdzieś w lesie. Teraz, w maju 2014 roku, ulicę przed wejściem do metra wypełnił tłum kibiców hokeja na lodzie. O krwi już nikt nie pamięta. Być może zresztą kibice z Kanady, Stanów Zjednoczonych czy Szwajcarii nigdy o tym wydarzeniu nie słyszeli.

Mińsk w czasie Mistrzostw Świata w hokeju zmienił się nie do poznania. Do tej pory miasto wymierało po zmroku (nieważne czy latem, czy zimą). Teraz nawet po północy można spotkać zawianego Czecha uważającego, że nie ma lepszego od legendarnego hokeisty Jaromira Jagra, pijanego Rosjanina krzyczącego, że „Mińsk to nie Kijów”, Kanadyjczyków, Słowaków, Niemców i Polaków. Przyciągnął ich wszystkich hokej – dyscyplina bardzo ważna na przykład dla Rosjan, ale na Białorusi istotna tylko za sprawą osobistej pasji Aleksandra Łukaszenki. Baćka hokej kocha, więc zapragnął mieć u siebie mistrzostwa świata. I je ma. A co najważniejsze – najwyraźniej mu się ta impreza udała.

Mistrzostwa w czasie zarazy

Przede wszystkim nikt mistrzostw nie zbojkotował. Apele białoruskiej opozycji nie mają żadnego wpływu na bieg wydarzeń. Drużyny z Zachodu zjawiły się w komplecie – niby nic nadzwyczajnego, bo w Soczi też nie zabrakło żadnej reprezentacji, ale zachowajmy proporcje – niezadowolenia Łukaszenki nikt nie powinien się lękać, śmiało można było mistrzostwa kontestować. W końcu on nie zakręci nikomu kurka z gazem.

Po drugie, Mińsk rzeczywiście żyje tym, co dzieje się w Mińsk Arenie czy na Czyżowce. Rozprawia o tym ekspedientka ze spożywczaka przy stacji Pierwomajska i snobujący się na opozycjonistę hipster z modnej kawiarenki.

Obcokrajowcom Mińsk się podoba. Amerykanie lubią jego szerokie aleje, a tych bardziej zainteresowanych historią można podprowadzić pod balkon, z którego czasem wyglądał Lee Harvey Oswald. Czesi odkrywają, że białoruskie piwo jest równie dobre jak ichnie, ale najlepiej chyba mają Rosjanie. W Mińsku nikt się ich nie czepia (jak to bywa w Kijowie), stolica Białorusi dawno zresztą zyskała pozycję „rosyjskiego Las Vegas”. To tu przyjeżdża się do kasyn i po tani alkohol. Teraz można jeszcze wcielić się w patriotę (co we współczesnej Rosji jest modne) wspierającego hokeistów. Hokeiści jak na razie grają dobrze i raczej nie powtórzą blamażu z Soczi.

Ulice Mińska są czyste, metro jeździ punktualnie, a hale sportowe doskonale przygotowane do rozgrywek. Może atmosferę sukcesu zepsuła tylko pijana na jednym z meczów maskotka mistrzostw – żubr „Walera”.

Łukasz Jasina

Białorusi mogą być dumni nie tylko z tego, że przyjezdni rzucili się na ich kiełbaski, wódkę, piwo czy kanapki z łososiem. Wszak same mistrzostwa są nie najgorzej przygotowane. Widać co prawda, że wymuszony kontakt z Zachodem wielu Białorusinów zaskakuje. W każdym miejscu można płacić kartą, ale terminale są nowiusieńkie, a obsługujący je ekspedienci nie bardzo wiedzą co robić z kartami. Milicjanci przeszli przyśpieszony kurs angielskiego, ale gubią się przy dłuższej konwersacji. Jednak ulice Mińska są czyste, metro jeździ punktualnie, wszelkie informacje są poprawne, a hale sportowe doskonale przygotowane do rozgrywek. No, może atmosferę sukcesu popsuło trochę to, że podczas meczu Włochy-Norwegia upiła się maskotka mistrzostw – żubr „Walera”…

Całość wygląda doskonale. Ludzie się cieszą i mogą być dumni ze swojego kraju, turyści są zadowoleni, a sportowcy świetnie grają.

Triumf dyktatora

Mistrzostwa będą więc zapewne sukcesem, o ile nie zdarzą się burdy z udziałem kibiców rosyjskich. Przy braku potencjału społecznego do manifestacji – najprawdopodobniej igrzyska te umocnią władzę Łukaszenki na kilka najbliższych lat. Baćka – potrzebny równie mocno Zachodowi jak i Putinowi – wygrywa na kilku frontach.

I tak rządy Aleksandra Łukaszenki trwać będą, póki nie powoła go do siebie Najwyższy Dyktator.

Łukasz Jasina

Wewnątrz kraju dzięki popularnym zawodom być może zostanie powstrzymany bunt ze strony konsumpcyjnie nastawionego pokolenia dwudziestolatków. Wielu ludzi z Zachodu z kolei pomyśli, że dyktatura znad Świsłoczy nie jest taka zła (w czym upodobnią się do piewcy Łukaszenki, śp. Andrzeja Leppera). Putin dostrzeże, że wizerunkowo nie stać go na eksperyment może czasem niepokorną, ale w gruncie rzeczy lojalną Białorusią.

I tak rządy Aleksandra Łukaszenki trwać będą, póki nie powoła go do siebie Najwyższy Dyktator.

Jedna zmiana nastąpi na pewno. Podobnie jak po warszawskim festiwalu Młodzieży i Studentów w 1955 roku – teraz także nie da się już Białorusi zamknąć. Mińsk nie może pozostać już najbardziej niedostępną stolicą Europy. Do tej pory wzajemne kontakty Białorusi i Zachodu były blokowane przez mentalne granice. Teraz te granice pękają.

SKOMENTUJ

Nr 279

(19/2014)
17 maja 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj