Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Co czytać na...

Co czytać na Dzień Dziecka (i nie tylko!) [KL dzieciom]

Cedro, Doberschuetz, Sarek, Zaborek

Niezłomnie i niezmiennie przekonani, że nie ma lepszego prezentu nad książkę poprosiliśmy o rekomendacje Autorki naszego działu. Wybrały książki ulubione, hołubione, niechętnie pożyczane i takie, do których się wraca i wracać będzie.

Magdalena Cedro

Frances Carpenter, „Księżniczka z kamforowego drzewa”, il. Juliusz Makowski, tłum. Ewa Kołaczkowska, Nasza Księgarnia

ksiezniczka z kamforowego drzewaMoja ulubiona książka z dzieciństwa? „Księżniczka z kamforowego drzewa” – zbiór cudownych baśni azjatyckich autorstwa podróżniczki Frances Carpenter, w Polsce wydanych prawie pięćdziesiąt lat temu.

Opowieści o władcach, bóstwach, wiedźmach, mnichach i zwykłych ludziach czasem zmuszają do refleksji („Ile kosztuje cień?”), czasem wywołują napady śmiechu („Pechowe papucie Alego Abu”), pokazując przy tym egzotyczną codzienność podkolorowaną bajkowymi elementami. I tak w Kambodży ludzie rozmawiają ze zwierzętami, w Birmie garncarze budują miski, żeby w mydlinach wybielić królewskiego słonia, a w Iraku pewien niemądry młodzieniec tak bardzo boi się gniewu żony, że pozwala, by lekarz przeciął mu policzki.

Słowa takie jak mango, bawolica, lotos, olejek różany, kamfora zawsze już będą przenosić mnie w czas dzieciństwa, gdy za oknem padał śnieg, a ja po szlaku z ziarenek ryżu uciekałam do parnej dżungli Laosu albo nad brzeg morza w Cejlonie.

Sylvia Vandeen Heede, „Felek i Tola”, il. Thé Tjong-Khing, tłum. Jadwiga Jędryas, Wydawnictwo Dwie Siostry

felek_i_tolaPara zajęczyca i lis przyjaźnią się z puchaczem, który wychowuje kurczaka. Abstrakcja? Ale za to jaka wesoła! Felek i Tola bardzo się kochają, choć wiecznie kłócą. A to powodem jest ponętna wiewióreczka, która bezczelnie wykorzystuje męski opad szczęki, by znaleźć dziuplę na zimę, a to Felek coś palnie na temat Tolinych ciastek, a to Tola wyśmiewa jego brzuszysko. Nie brak też wzruszających momentów, gdy Felek opiekuje się chorą Tolą, a kurczak opuszcza rodzinne gniazdo, co puchacz przypłaci depresją. Uwaga! Lekturę utrudnia chichot wywołany opisem robienia ciastek przez Felka i zażywaniem lekarstwa przez Tolę.

Doskonałe ilustracje, świetne tłumaczenie, podział na krótkie rozdziały oraz większa czcionka będą zachętą i ułatwieniem dla dzieci, które samodzielnie czytają. Te dopiero rozpoczynające naukę mogą skoncentrować się na pojedynczych wyróżnionych słowach. W serii wydano też dwa kolejne tomy: „Do zobaczenia, Felku i Tolu” i „Felek i Tola na wyspie”.

 


 

Agnieszka Doberscheutz

Pernilla Stalfelt, seria „Mała książka o…”, Wydawnictwo Czarna Owca

Mala_ksiazka_o_kupieKtóra definicja będzie dla dzieci bardziej czytelna, jak myślicie: „Kupa – resztki przemiany materii wydalane przez ludzi i zwierzęta” czy może ta: „Nie ma życia bez jedzenia, a tym samym wypróżnienia, czyli z resztek oczyszczenia. Nie zrobimy więc odkrycia, głosząc wniosek nie do zbicia: Kupa jest podstawą życia” („Mała książka o kupie”).

Kiedyś ktoś dla żartu sprezentował nam „Małą książkę o kupie” szwedzkiej autorki Pernilli Stalfelt. Zarówno ta książka, jak i pozostałe z serii „bez tabu” okazały się hitem, a wręcz niezbędnikiem w naszej domowej czytelni. Dziecięca biblioteczka szybko uzupełniona została pozostałymi tytułami – małymi książkami o życiu, śmierci, włosach, przemocy, strachu… I od razu wyczuliśmy (rodzice, ale i dzieci), że mamy do czynienia z dziełkami kontrowersyjnymi. Faktycznie, gdy córka zaniosła książki do szkoły, by podzielić się tajną wiedzą z koleżankami, zostały one skonfiskowane przez dyrekcję, ja zaś wezwana na „pouczającą” pogadankę o rodzicielskiej odpowiedzialności (a raczej jej braku)…

Rzeczywiście, książki z tekstami i ilustracjami Stalfelt wykraczają poza tzw. konwencje. Po pierwsze dotykają tematów uznanych za zbyt poważne dla dzieci (życie, śmierć…) lub zwyczajowo pomijanych milczeniem (kupa, owłosienie…). Na dodatek autorka podchodzi do nich z dużą dozą poczucia humoru, czego kwintesencją są absurdalne skojarzenia i dosadne (czasami wręcz brzydkie) rysunki. Oczywiście, zdegustowany rodzic może zakazać dziecku dostępu do tak obrazoburczych książek. Ale co tym samym zrobi? Moim zdaniem obudzi jeszcze większe zainteresowanie tematami tabu. Poza tym obserwując własne dzieci muszę stwierdzić, że Pernilla Stalfelt zajęła się właściwymi sprawami – anatomia, tajemnica powstania życia, śmierć, strach niesamowicie zajmują dzieci, ciekawią je sprawy, których nie potrafią pojąć. Zanim serię wydawnictwa Czarna Owieczka spalimy na stosie lektur przeklętych, zastanówmy się, czy potrafimy w lepszy, bardziej przystępny i lekki sposób rozmawiać z dziećmi na te tematy? My uznaliśmy, że „Mała książka o…” przychodzi nam z odsieczą, podsuwa rozwiązania, na które sami byśmy zapewne nie wpadli. Dodaje odwagi do poruszania wątków najtrudniejszych, bez patosu, z niemałą dawką ironii, szczerze i bez eufemizmów. I ponad podziałami:

„Część ludzi nie wierzy, że Bóg istnieje. Tacy ludzie uważają, że po śmierci nie ma nic. Jest tylko czarna dziura. Ale czarny kolor jest smutny. Więc może ta dziura jest niebieska… albo kolorowa… albo żółta…? A jeśli człowiek po śmierci wyrasta z ziemi jako kwiat… albo drzewo… A może zamienia się w ptaszka? Ptaszek i aniołek fruwają razem” („Mała książka o śmierci”).

Drodzy rodzice, prędzej czy później wasze dzieci zaczną zadawać niewygodne pytania. Polecam wówczas „Małą książkę o…” – choćby dla inspiracji, jak rozmawiać z dziećmi na tematy nieoczywiste. I bez tabu.

 


 

Katarzyna Sarek

Wiktor Woroszylski, „Cyryl, gdzie jesteś?” , opracowanie graficzne i ilustracje Bohdan Butenko, Nasza Księgarnia

cyryl gdzie jestesKsiążką, do której regularnie wracam i wracać zawsze będę jest „Cyryl, gdzie jesteś?” Wiktora Woroszylskiego i Bohdana Butenki. Uważam ją za majstersztyk literacko-graficzny i jedną z najciekawszych książek dla dzieci wydanych w Polsce Ludowej. Jest pełną absurdalnego humoru wielowątkową opowieścią kryminalno-obyczajową. Już pierwsze zdania dają przedsmak atrakcji czekających na czytelnika: „Tatuś wyjechał nad jezioro Bzdrynie w związku z wężem morskim. MAMUSIA, JAK TO MAMUSIA, FRUWA. Lutek i Lutka zostali sami.” A wiadomo, że gdy rodziców nie ma w domu, dzieciom przytrafiają się najciekawsze przygody. Najpierw ginie Cyryl, potem w telefonie odzywa się ociekający szlamem głos, Olimpiada wącha zatrutą różę, Ohydny Zyzio z Obrzydliwym Zybciem dokuczają i szkodzą na potęgę, a w tle konsekwentnie i złowrogo przemyka tajemnicza pasażerka w czerni. Podczas poszukiwań Cyryla Główni Bohaterowie co rusz muszą stawić czoła nowym zagadkom i problemom, w których wykaraskują się dzięki swoim dobrym sercom i szlachetnym charakterom (całkowicie na serio, bez obecnie modnej ironii). Nie nudzą się także ich rodzice, mama na pokładzie samolotu, któremu wysiadły motory, ale nie spada, czy tatuś, razem z ekspedycją naukową, uwięziony przez srożących się popleczników caratu. Perypetiom nie ma końca, wątki plączą się jak wąż morski, ale w grand finale wszystko zgrabnie się rozsupłuje. Jedynie zaskoczony czytelnik zastanawia się, jak to możliwe, by w książce dla dzieci pojawiło się słowo entropia i na dodatek utkwiło w głowie na wieki wieków.

Dzięki zabiegom słynnego Butenki, który przy „Cyrylu…” musiał się wybornie bawić, w tej książce grafika i ilustracje idealnie współpracują z tekstem. W nietypowym kwadratowym wydaniu pojawiają się różne kroje, kolory i rozmiary pisma, mapki, rysunki, telegramy i nonszalancko szerokie marginesy (w czasach peerlowskiego wiecznego niedoboru papieru!). Gdy już sami przeczytacie i się nacieszycie, pokażcie też dziecku. Niech pokocha Woroszylskiego i Butenkę!

 


 

Paulina Zaborek

Beatrice Alemagna, „Mój ukochany”, Nasza Księgarnia

moj ukochanyPierwsza książka, którą polecam jako prezent na Dzień Dziecka (i na każdy inny dzień) świetnie się nadaje już dla najmłodszych dzieci, ale jest również przystępna dla starszaków.
Oto niepozorny, szaro-bury wełnisty kształt, pocieszna kulka czegoś, właściwie nie wiadomo czego, co równie dobrze może być psem, szczurem, jak i lwem… To postać bardzo nietuzinkowa, jedyna w swoim rodzaju – dokładnie tak jak każdy z nas. Beatrice Allemagna, ceniona ilustratorka książek dla dzieci, tworzy swą charakterystyczną kreską bohatera, który sam nie potrafi się zdefiniować, dookreślić, który bardziej wie, kim nie jest niż jest. Ale… czy to naprawdę takie ważne? Czy w ogólnym rozrachunku to rzeczywiście takie istotne, by potrafić precyzyjnie określić się jako A lub jako Z? Czyż nie ważniejsze, że jest się czyimś ukochanym? „Mój ukochany” to książka o tolerancji, o odmienności, o różnorodności. Książka wielka, choć objętościowo niepozorna – potrafi jednak w tych ledwie kilku zdaniach (i bez cienia dydaktyzmu!) opisać najważniejsze ludzkie potrzeby: bycia kochanym, akceptowanym i rozumianym.

Gro Dahle, Svein Nyhus, „Grzeczna”, EneDueRabe

grzecznaJak niezbędne do życia są to potrzeby, pokazuje historia bohaterki drugiej książki, o której chcę tu wspomnieć – „Grzeczna”. Lusia jest właśnie tak grzeczna, jak głosi tytuł. Jest też śliczniutka, cichutka, i taka posłuszna, taka zdolna, taka usłuchana, że… znika. Ot tak, pewnego dnia po prostu nagle nigdzie jej nie można znaleźć. Ale rodzice, nauczyciele, koledzy wcale nie od razu orientują się, że dziewczynka zniknęła. Bo Lusia była zawsze tak niekonfliktowa, bezproblemowa i akuratna, że przez to i tak prawie niewidzialna. A teraz, chociaż przebywa gdzieś blisko, jest zbyt cicha i delikatna, by zaznaczyć swoją obecność… chyba, że się przełamie, odważy i zacznie krzyczeć!

To książka o odwadze bycia niegrzecznym. Autorski duet, znany polskim czytelnikom z książek takich jak „Włosy mamy” czy „Zły pan”, w tej książce rozprawia się ze szkodliwym stereotypem grzecznej dziewczynki. Postać Lusi, jej wielka przemiana, pokazuje dziecku, że bycie posłusznym, pokornym, układnym czasami nie jest dobrą receptą na życie, bo wówczas znika nasze „ja”, a wraz z nim możliwość wyrażenia siebie w interakcji z otaczającym światem i ludźmi. Lektura obowiązkowa dla wszystkich dziewczynek od lat pięciu do stu pięciu wciśniętych w ciasny popkulturowy gorset zawsze pogodnej i wymuskanej Barbie.

Obie książki, choć różnią się od siebie nastrojem, stylem tekstu, techniką ilustracji, w jednym są bez wątpienia podobne – z podobną emocjonalną siłą opowiadają o inności, wyalienowaniu i wielkiej potrzebie akceptacji.

 


 

Książki:

Frances Carpenter, „Księżniczka z kamforowego drzewa”, il. Juliusz Makowski, tłum. Ewa Kołaczkowska, Nasza Księgarnia, Warszawa 1966.

Sylvia Vandeen Heede, „Felek i Tola”, il. Thé Tjong-Khing, tłum. Jadwiga Jędryas, Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2011.

Pernilla Stalfelt, seria „Mała książka o…”, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa.

Wiktor Woroszylski, „Cyryl, gdzie jesteś?” , opracowanie graficzne i ilustracje Bohdan Butenko, Nasza Księgarnia, Warszawa 1962.

Beatrice Alemagna, „Mój ukochany”, Nasza Księgarnia, Warszawa 2006.

Gro Dahle, Svein Nyhus, „Grzeczna”, EneDueRabe, Gdańsk 2010.

 

Rubrykę redaguje Katarzyna Sarek.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 281

(21/2014)
27 maja 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj