Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Zmiana czasu: 1914-2014....

Zmiana czasu: 1914-2014. Na marginesie wystawy w Österreichische Nationalbibliothek

Jarosław Kuisz

W jaki sposób świadomość przebiegu Wielkiej Wojny odcisnęła się na codziennym życiu stolicy zmierzchającego imperium Cekanii? Ekspozycja w wiedeńskiej Bibliotece Narodowej wskazuje, że od jej piętna nie były wolne reklamy, afisze wesołych miasteczek, a nawet dziecięce rysunki.

W oszałamiającej od zdobień bibliotece cesarskiej, w barokowej Prunksaal w Wiedniu, otwarto skromną wystawę „An meine Völker!” (Do moich ludów!). Tytuł to bombastyczny apel Franciszka Józefa I do „ukochanych poddanych”, który jednocześnie zapowiadał początek wielkiej rzezi mężczyzn i koniec dawnego świata. Wkrótce państwo postrzegane dziś jako zapowiedź idei jednoczenia narodów Europy miało rozpaść się na dobre. Latem 1914 roku tego jednak nie wiedziano. Cesarz pokładał ufność w Opatrzności.

W setną rocznicę wybuchu I wojny światowej zasypano nas obszernymi pracami naukowymi, komiksami i cyklami radiowych audycji, usiłującymi przypomnieć przeszłość w nowym świetle. Tymczasem wiedeńskie wystawy w gruncie rzeczy nie szukają żadnych nowatorskich odpowiedzi na stare pytania. Kwestie odpowiedzialności za wywołanie konfliktu czy trudne pytania o to, ile współczesne życie w pokoju zawdzięcza czasom Wielkiej Wojny specjalnie nikogo tu nie obchodzą. Wiedeńczycy zadowalają się raczej przywróceniem pamięci o ofiarach oraz gromadzeniem detali z życia poprzednich pokoleń [1]. Tu i ówdzie pobrzmiewa nostalgia za starym cesarzem z Schönbrunnu – to wszystko. W efekcie wystawy te można oglądać z poczuciem moralnej wyższości wobec tzw. bezsensu wojny. Zrekonstruowany świat poprzednich pokoleń bezpiecznie odgradza nasz racjonalny ogląd świata. Do czasu.

haubitze

Jak narysować egzekucję

„W mieście nie widać oznak smutku” – zanotował Josef Redlich pod datą 29 czerwca 1914 roku w prowadzonym przez całe lata dzienniku. Równe linijki pisma naukowca i urzędnika dworu oglądamy przez cienką szybę. Śmierć następcy tronu w Sarajewie poprzedniego dnia była szokiem, z którym obywatele c.k. monarchii zaskakująco szybko się oswoili. Franciszek Ferdynand dziś w oczach historyków może uchodzić za wizjonera pragnącego dalszej federalizacji państwa, za życia jednak nie należał do ulubionych członków domu Habsburgów. Nie dbał o public relations. Więcej sympatii u poddanych musiał budzić biegający ponoć na golasa w Hotelu Sacher arcyksiążę Otto von Habsburg.

Od zamachu w Sarajewie do wybuchu wojny upłynął cały letni miesiąc. Reprodukcje gazet z lata 1914 roku, jak wyłożone w Prunksaal „Neue Freie Presse”, pełne są banalnych codziennych ogłoszeń. Jeszcze przez długi czas spokojnie reklamowano produkty z państw, których żołnierzy za moment zamierzano mordować. Nikt nie spodziewał się epoki wyrzeczeń i racjonowania żywności. Wojna w wyobraźni większości dyplomatów czy wojskowych miała być krótka i ożywcza. Dopiero po zakończeniu rzezi urodzony w galicyjskich Brodach pisarz Joseph Roth zbliżającą się katastrofę odda wizją wielkiej burzy przerywającej bal na wschodnich kresach imperium. Rozmaite płótna malarskie przedstawiające powodzie i pożary po wojnie będą interpretowane jako intuicyjna zapowiedź tego, co nieodwracalne [2]. Artyści, filozofowie czy ekonomiści w wysublimowany sposób będą dowodzić, że „ta wojna musiała wybuchnąć”. Na długie lata zostanie wypłukana wolna wola człowieka na rzecz historycznej konieczności.

My tymczasem wraz z kolejnymi eksponatami w Prunksaal – gazetami, plakatami, filmami – osuwamy się w logikę postępującej militaryzacji codziennego życia. Przeciętnemu obywatelowi zdrowy rozsądek jeszcze w 1914 r. pozwalał opierać się wojennym treściom. Dwa lata później nikt nie dziwił się już otrzymywanym na święta pocztówkom z rysunkiem przedstawiającym zwłoki wrogów na bożonarodzeniowej choince. „Wesołych Świąt” pozostało bez zmian. W 1915 roku za uiszczeniem specjalnej opłaty w wysokości dwóch koron na rzecz wysiłku wojennego można było zwolnić się z obowiązku uchylania kapelusza w oficjalnych sytuacjach. Wojna ekspresowo usprawiedliwiała porzucanie form grzecznościowych. Dzieci w szkołach piszą obszerne wypracowania na temat tego, w jaki sposób chciałyby pobić Anglików. Rok później w Grazu maluchy rysują egzekucję prowadzonego na śmierć zdrajcy.

kinderzeichnung

W cenie są katastrofy

Wyobraźnia obywateli zawsze pozostaje o pięć minut spóźniona wobec możliwości militarnych swoich czasów. Rozziew pomiędzy możliwościami nowych rodzajów broni a wyobraźnią ludzi jest zadziwiający. Cóż naprawdę wiemy o konsekwencjach najnowszych środków masowego rażenia? Skutków użycia broni najnowszej generacji na Bałkanach przed I wojną światową wrażliwi ludzie także po prostu nie przyjmowali do wiadomości. W 1913 roku Robert Musil zauważył, że „w cenie są katastrofy, biorą one bowiem odpowiedzialność na siebie”. Po wybuchu wojny przez długi czas nie przyjmowano do wiadomości także tego, co działo się na nieodległych od stolicy frontach. Nic dziwnego skoro nawet Stefan Zweig podróżujący w 1915 roku po zdewastowanej działaniami wojennymi Galicji traumatyczne przeżycia dyskretnie notował w dzienniku. W wiedeńskiej prasie zaś odmalowywał z patosem „rekonwalescencję” odzyskanych przez austriackie wojska ziem [3].

Na nowo odkrywano starą prawdę, że konflikty zbrojne należy traktować rozrywkowo. Wiedeński Prater zamienił się w miejsce stosownej do okoliczności propagandy wojennej k.u.k. (kaiserlich und königlich). Na podstawie afiszów sprzed lat dowiadujemy się zatem, że od godziny 10.00 do 23.00 można było podziwiać rekonstrukcję nowoczesnych okopów wojennych, harce psów sanitarnych [4] oraz oddawać się przyjemnościom kinoteatru. Na ekranach kin serwowano oczywiście filmy o wojnie. W czasach sprzed upowszechnienia radia zwątpienie w sens konfliktu mogła usuwać militarna muzyka jako codzienna atrakcja za 40 halerzy. W bioskopie wyświetlano dziesiątą bitwę z Włochami pod Isonzo (bynajmniej nie ostatnią). Wyobraźnię widzów zapełniały dzieła pod tak wyszukanymi tytułami, jak „Sen pewnego austriackiego rezerwisty”. Celem ćwiczenia się w cierpliwości w domowym zaciszu cywile mogli zaś układać puzzle w kształcie pocisku artyleryjskiego.

Czy świadomość bestialstwa może nas uchronić od wojny? Tak chyba zakładają organizatorzy wystawy „An meine Völker!”. Współcześnie bowiem oglądamy fotografie, których habsburska cenzura bynajmniej nie dopuszczała do publikacji. Widzowie otrzymują szansę przestudiowania na wielkim ekranie LED dziesiątków zdjęć rozerwanych, rozkładających się ciał mężczyzn czy nienaturalnie wyciągniętych, białych szyj domniemanych zdrajców powieszonych na gałęziach drzew. A przecież – o czym przypominają nam eksponaty – częścią zdobyczy Wielkiej Wojny jest także postęp w prawach kobiet, zmiana czasu z zimowego na letni czy oszałamiający wprost rozwój psychologii.
Przepiękne alegoryczne freski i wysublimowane rzeźby w Prunksaal, otaczające niepozorne eksponaty z czterech lat wojny, tracą na sile oddziaływania. Jeśli mogą wydawać się nawet „mniej prawdziwe”, to tylko dlatego, że czas Wielkiej Rzezi w istocie jest nam bliższy.

postkarte02

 

Przypisy:

[1] M.in.: nowa ekspozycja poświęcona I wojnie światowej w Heeresgeschichtliche Museum w   Wiedniu (otwarta od 28 czerwca 2014 r.); „Totentanz – Egger-Lienz und der Krieg”, Belvedere (od marca do czerwca 2014 r.); „Trotzdem Kunst! Österreich 1914-1918”, Leopold Museum (od 9 maja do 15 września 2014 r.).
[2] Wystawa „Wien – Berlin. Kunst zweier Metropolen”, Belvedere (od 14 lutego do 15 czerwca 2014 r.).
[3] S. Zwieg, „Galiziens Genesung”, „Neue Freie Presse” z dn. 31 sierpnia 1915 r. [za: „La Grande Guerre des Écrivains”, red. A. Compagnon, Gallimard, Paris 2014, s. 591-600].
[4] Były to psy pracujące wówczas przy służbie zdrowia [przyp. red.].

 

Wystawa:

„An Meine Völker! Der Erste Weltkrieg 1914-1918”
Prunksaal der Österreichischen Nationalbibliothek, Wiedeń, 13 marca – 2 listopada 2014.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 290

(30/2014)
29 lipca 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj