Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Z miasta] Walka...

[Z miasta] Walka o miasto, walka o polityczne istnienie

Paweł Ciacek

Ruchy miejskie to niewątpliwie przyjemna odmiana na zabetonowanej scenie politycznej. Dotąd jednak rodzimi obserwatorzy nie łudzili się, że możliwe są większe przesunięcia płyt tektonicznych w polskiej polityce. A może sytuację zmieni wyjazd Donalda Tuska do Brukseli?

Zmiany w polskiej polityce, jak twierdzą niektórzy obserwatorzy, możliwe są tylko i wyłącznie poprzez erozję istniejących bloków. W samych partiach trudno znaleźć nowe impulsy. Owszem, trzy lata temu Janusz Palikot niepodziewanie wdarł się do parlamentu na Wiejskiej – dziś wydaje się jednak, że za rok nie powtórzy swojego sukcesu. Ostatni wysoki wynik Janusza Korwin-Mikkego w wyborach do Parlamentu Europejskiego, przyjęty nerwowo przez partyjny establishment, nie jest w gruncie rzeczy ani zaskoczeniem, ani wynikiem zmian preferencji. W liczbach bezwzględnych poparcie dla JKM było podobne do osiągniętego cztery lata temu w wyborach prezydenckich. Wyjście jego ugrupowania ponad próg wyborczy było bezpośrednim skutkiem niskiej frekwencji wyborczej. I tym razem nie zdarzyło się zatem nic niespodziewanego. Trwanie w partyjnym klinczu powoduje stagnację w podejmowaniu nowych, ważnych z punktu widzenia elektoratu tematów i w konsekwencji większą alienację polityczną Polaków.

Na tym tle pojawienie się świeżych sił politycznych (lub społecznych – jak lubią o sobie mówić miejscy aktywiści) powinno stanowić dla Polaków atrakcyjną odmianę. Nowe twarze, nowe tematy, nowa energia – czyż nie tego właśnie domagają się zdemobilizowani wyborcy? Za świeżość i za podejmowanie tematów, którymi dotychczas nie zajmowali się lokalni politycy, „My Poznaniacy” w poprzednich wyborach samorządowych czy „Kraków przeciw Igrzyskom” w niedawnym referendum w Krakowie dostały premię w postaci wysokiego zainteresowania wyborców i życzliwości mediów.

Jak to zainteresowanie przełoży się na poparcie w nadchodzących wyborach? Nie ma wystarczającej ilości wiarygodnych badań sondażowych, ale większość komentatorów zgadza się, że 10 proc. poparcia, czyli wynik osiągnięty przez niezależny ruch „My Poznaniacy” w poprzednich wyborach samorządowych, należałoby uznać za ogromny sukces. Wówczas moglibyśmy stwierdzić, że niezależna, „niepartyjna” siła ma realne społeczne poparcie. Co się stanie dalej, jeśli ten pozytywny scenariusz zostałby zrealizowany? W optymistycznym wariancie pojawia się szansa na profesjonalizację szeregów zasilających ruchy miejskie; na budowanie bardziej merytorycznych i szerszych programów wyborczych oraz konsolidowanie różnych środowisk. Być może byłaby to także szansa na zwiększenie zasięgu ruchów. Obecnie składają się one przede wszystkim z młodych entuzjastów, działaczy kultury i ekspertów zajmujących się kwestiami urbanistycznymi. To byłby czas na szukanie szerszych sojuszy, także wśród przedsiębiorców, ekonomistów, ekspertów z różnych dziedzin zarządzania miastem (szkoły, służba zdrowia, bezpieczeństwo).

Ruchy miejskie powinny dobrze przemyśleć swoje cele i strategie wyborcze. Powinny także odpowiedzieć sobie na pytanie, jak definiują kryteria sukcesu.

Paweł Ciacek

Co się stanie w sytuacji, w której ruchy miejskie osiągną poparcie na poziomie niższym niż 5 proc.? To najbardziej prawdopodobny scenariusz. Większości mieszkańców miast nazwy organizacji zajmujących się np. sprawami Warszawy (i innych miast, może poza Krakowem) mówią niewiele; nazwiska kandydatów i kandydatek na prezydenta nie są szeroko znane. Niezależnie od energii, pomysłów oraz woli działania aktywistów i aktywistek miejskich kampania wyborcza jest przedsięwzięciem wymagającym zbudowania solidnych struktur, stworzenia przemyślanej kampanii promocyjnej i znalezienia znacznych środków finansowych. Pytanie, czy obecnie ruchy miejskie spełniają wspomniane warunki? W moim przekonaniu ruchy miejskie powinny dobrze przemyśleć swoje cele i strategie wyborcze. Powinny także odpowiedzieć sobie na pytanie, jak definiują kryteria sukcesu. Tylko realistyczne postawienie celu, a następnie jego osiągnięcie, skonsoliduje istniejące organizacje. W innym przypadku możemy mieć do czynienia z demobilizacją wśród członków ruchów i osłabieniem ich pozycji w środowiskach zajmujących się sprawami miejskimi. Dobry wynik w wyborach pokaże wiarygodność organizacji – słaby zmniejszy szanse na przedstawianie siebie jako poważnej siły.

Dla dalszego trwania ruchów miejskich nie bez znaczenia jest kwestia finansowania struktur. Wcześniej czy później organizacje będą się musiały z nią zmierzyć. Słaby wynik zmniejszy zaś szanse ruchów na pozyskiwanie finansowego wsparcia.

Aktywiści i aktywistki nie przestaną działać, nie przestaną podejmować nowych tematów i patrzeć lokalnym władzom na ręce. Pytanie tylko, w jakim stopniu władze samorządowe, mając zapewnione cztery lata spokojnych rządów, będą chciały wchodzić w aktywny dialog z ruchami miejskimi? Czy zauważalne ostatnio wsłuchiwanie się w postulaty środowisk aktywistów nie jest wynikiem jedynie zbliżającego się terminu wyborów?

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 294

(34/2014)
1 września 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj