Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > „Dokąd bądź” (fragment)

„Dokąd bądź” (fragment)

Krzysztof Siwczyk

Pamiętny odtwórca roli Rafała Wojaczka w filmie Lecha Majewskiego, wydawca w Instytucie Mikołowskim, poeta. Krzysztof Siwczyk został tegorocznym laureatem Nagrody Kościelskich za poemat „Dokąd bądź”, którego fragment prezentujemy na stronie „Kultury Liberalnej”.

Fot. Ondřej Lipár. Źródło: Flickr

Krzysztofa Siwczyka na pewno większość pamięta z roli Rafała Wojaczka w filmie Lecha Majewskiego. To nie jedyny raz, gdy poeta pojawił się na ekranie. Wystąpił również w filmie Adama Sikory „Wydalony”, którego fabuła inspirowana jest twórczością Samuela Becketta. Wspominam o tym nie bez powodu. Zarówno Wojaczek, jak i Lech Majewski oraz Adam Sikora, czy wreszcie sam Krzysztof Siwczyk – wszyscy pochodzą ze Śląska i są z nim mocno związani. W dawnym mieszkaniu Rafała Wojaczka mieści się słynny Instytut Mikołowski, który prowadzi m.in. działalność wydawniczą, nad którą pieczę trzyma sam poeta.

Nakładem Wydawnictwa a5 ukazał się w tym roku nowy tomik Krzysztofa Siwczyka „Dokąd bądź”, za który otrzymał Nagrodę Kościelskich. Jury Fundacji Kościelskich po obradach w Lozannie tak uzasadniło swój wybór: „Poemat «Dokąd bądź» zwrócił uwagę jury nagrody jako świadectwo kondensacji poetyckiej wyobraźni, a zarazem jako dojrzały projekt z pogranicza literatury i życia”.

Prezentowany poniżej fragment pochodzi z nagrodzonego poematu „Dokąd bądź”.

 


 

Krzysztof Siwczyk

IX. Dokąd bądź

Twój ruch dokąd bądź w krwi kobiety, która zawsze była sama,
wzbudza popłoch w tabelach morfologii, zaprasza do tańca nietożsame,
teraz podróżujecie razem co rano odsłaniając zasłony z lnu,
powtarzam rytuały motywów i czynności, w tym tylko upatruję
ratunku przed rutyną mowy, która nazywa je zawsze tak samo,
kiedy przecież nowe jest to właśnie, co inauguruje impuls w słowie
nic nieznaczącym, z którego jednak nie można zrezygnować nigdy,
nie mówić po ludzku, kiedy dnieje jasnością, chociaż prąd padł, bo cisza
pracuje zamiast szemrania pieca, słychać kota podchodzącego pod taras,
jak fala radiowa zbliża się wyjście słońca zza wieży prowokacji,
o którą tyle było hałasu w nauczaniu początkowym, kogo to dzisiaj
obchodzi poza paroma opiekunami bezimiennych grobów, patrzę
przed siebie jakby z większą pewnością dla tego, co przyjdzie po mnie,
czemu przyjdzie oddać mnie na wieczną pamiątkę dni twojej przyszłości.

Przemówisz głosem krzyku, jakiego nie znałem, wrócę do studiów
nad dotykiem, skóra uwyraźni trakty, dukty i linie, po nich trafię
z powrotem do siebie, powrócę z wyprawy do powietrza, dech w piersi
odbierać mi będzie każdy twój oddech, wyprzedzam wypadki, zaklinam
księgi obsługi przysłów, sięgam do guseł poważnej literatury, tyle z niej
kiedyś miałem, alibi przybywało w zastraszającym tempie, postępki
nie nadążały za wzorami przewartościowań, dokładnie nie pamiętam,
kiedy opuściłem doświadczenie i bibliotekę, zastępując je obserwacją
uzurpatora, jakim najwidoczniej byłem, wymuszając wiarygodność życia
jak zeznania ze świadka, który nie został wezwany przed żadną instancję,
tak mu się tylko mogło zdawać, w długie noce zim lat przejściowych,
które trwały nieprzyzwoicie bezkarnie, ale skończyły się w jej zielonych oczach,
w kinie ukrytym w cieniu inscenizowanej kolegiaty, długo wracałem
pociągami donikąd, długo dzwoniłem do nikogo, okazać się miało,
że nie wczytałem się głębiej w naturę komunikatu, miłość jest zawsze
miłością do znaczeń, jakich w nas nie ma bez kontekstu straty,
elementarz przyswajałem opornie jak sklerotyk w histerii,
wspominamy to z czasem jednak intensywnie, budzi się w nas
dawna emocja jak list zapieczętowany w mieście romansu,
do niego wracamy jak banici zmęczeni uprawą korzonków,
umorusani i uśmiechnięci, małżonkowie dziwnego gatunku,
pasja wyzwolona jednym słowem obmowy.

Nie chce mi się wierzyć, mam ciebie, jesteś coraz bardziej ostrożna,
twoje włosy nabrały dziwnej gęstości, podglądam profile coraz bardziej
ostre i poważne, jest powód, z wielu rzeczy, na które nie zasługiwałem,
ty pozostaniesz jedyną, z jakiej zdaję sobie sprawę i raport,
pokazałem ci kiedyś wiersz jak akt oskarżenia, na miłość boską,
to chyba musiałem być ja, ten pretensjonalny naturszczyk w uniesieniu
jak aspiracja w zasięgu analfabety, literowałem swój numer do słuchawki,
bez odzewu pozostawałem z niczym jak baranek bez podtekstu,
ratalnego mężczyznę płodziłem w sobie wieki całe, przestałem się
mazać w towarzystwie odbarczanych ciał zdecydowanie za późno,
wiele jest jeszcze we mnie do wyschnięcia, ale wystarczy
dla naszego dziecka nauk z tych łez przelanych w imię,
które nadamy jak nie kto inny.

 

* Redakcja serdecznie dziękuję Wydawnictwu a5 za możliwość publikacji fragmentu poematu.

 

Dokąd bądź

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 298

(38/2014)
23 września 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj