Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > 3% zaufania? O...

3% zaufania? O politykach i cynizmie obywateli [DEBATA]

Redakcja Kultury Liberalnej

Szanowni Państwo,

Ewa Kopacz z niejakim trudem zebrała właśnie zespół polityków. Bronisław Komorowski oficjalnie powołał nowy rząd. My jednak w ciągu ostatnich godzin woleliśmy oglądać i omawiać sukces innej drużyny – siatkarskiej. Mistrzostwo świata tego fenomenu w pełni nie wyjaśnia.

„Nie wierzę politykom” – słynny utwór grupy Tilt, choć nagrany przed 25 laty u progu transformacji, do dziś ma swoich wiernych fanów. Nie tylko ze względu na walory muzyczne, ale przede wszystkim na treść. Badania opinii publicznej potwierdzają intuicje twórców – zaufanie do polityków jako grupy zawodowej deklaruje jedynie… 3 proc. Polaków. Niewiele lepiej jest zresztą w przypadku partii politycznych, którym – niezależnie od preferencji wyborczych – wierzy zaledwie co piąty z nas.

Brak zaufania nie jest całkiem bezpodstawny. Ileż to księżycowych obietnic padało ze strony polityków przed kolejnymi wyborami! Jedni chcieli dać nam 100 milionów (niestety, „starych złotych”), inni z kolei obiecywali uprościć system podatkowy lub zabierali się do budowy „miliona mieszkań”. Jeszcze inni zapewniali, że nigdy nie podniosą nam podatków. Pomniejszych fantazyjnych obietnic – jak likwidacja Senatu, budowa dróg i linii metra przed Mistrzostwami Europy w piłce nożnej, a nawet przekopanie Mierzei Wiślanej – zliczyć nie sposób.

We wrześniu 2006 r. doszło w Budapeszcie do masowych antyrządowych protestów, po tym jak media ujawniły nagranie rozmowy, w czasie której urzędujący premier i lider Węgierskiej Partii Socjalistycznej Ferenc Gyurcsány przyznał, że on i jego koledzy oszukiwali społeczeństwo, aby utrzymać się przy władzy. „Kłamaliśmy przez ostatnie półtora roku. (…) Nie znajdziecie ani jednego znaczącego posunięcia rządu, z którego moglibyśmy być dumni” – mówił szczerze węgierski premier.

Uczciwości nie doceniono. Oburzenie społeczne zmiotło Gyurcsány’ego ze sceny politycznej, a węgierscy socjaliści do tej pory nie odzyskali dawnej popularności. W zachodnich demokracjach nie brakuje jednak polityków, którzy mimo bolesnego zawodu, jaki sprawili wyborcom, powracali do łask. Odchodzący w niesławie i oskarżany o rozmaite malwersacje finansowe prezydent Francji Nicholas Sarkozy być może za niespełna trzy lata po raz kolejny powalczy o prezydenturę. Niegdyś skompromitowany Bill Clinton jest dziś jednym z najbardziej popularnych polityków w kraju, a jego żona ma duże szanse na zajęcie miejsca w Białym Domu. Były włoski premier Silvio Berlusconi pod tym względem zyskał status legendy. Raz po raz szokował swoich rodaków skandalami obyczajowymi, po czym… odnosił sukcesy w kolejnych wyborach. Czy ma sens poszukiwanie osób odpowiedzialnych za niską jakość klasy politycznej w państwach demokratycznych?

„Politycy nie mają żadnej motywacji, żeby zachowywać się programowo i odpowiedzialnie, jeśli nie kontrolują ich odpowiedzialni obywatele”, mówił podczas debaty „Kultury Liberalnej” socjolog Radosław Markowski. Zbyt łatwo ulegamy politycznym emocjom, zbyt łatwo zapominamy, brakuje nam wiedzy, by ocenić jakość pracy naszych reprezentantów. Demokracja stawia przed obywatelami poważne wymagania, a obywatele nierzadko nie potrafią im sprostać.

Czy wykształcone elity powinny jednak zmuszać obywateli do czegokolwiek? „To jest podejście paternalistyczne”, odpowiadał w dyskusji Jan Zielonka z Uniwersytetu Oksfordzkiego. Jego zdaniem „trzeba brać społeczeństwo takim, jakim jest i pozwolić działać mu wedle uznania”. Jeśli ludzie nie chcą poświęcić wystarczającej uwagi na analizę życia politycznego, to ich wybór. I – podobnie jak w życiu prywatnym – muszą żyć z konsekwencjami tego wyboru.

Czy to oznacza, że każda decyzja podjęta przez suwerena jest równie dobra i należy ją bezkrytycznie zaakceptować? A może wyjściem jest inwestowanie w nielicznych zainteresowanych? Katarzyna Szymielewicz z Fundacji Panoptykon nie ma złudzeń, że społeczeństwa europejskie uda się wkrótce zmobilizować do pracy na rzecz poprawy naszych demokracji. „Ludzie dobrowolnie wycofują się z polityki. Nie po to jednak, żeby realizować inne ważniejsze cele, ale po to, by swoje potrzeby – niegdyś zaspokajane przy udziale państwa – załatwiać samodzielnie”, uważa Szymielewicz.

Politycy nie dotrzymują obietnic złożonych elektoratowi, ponieważ elektorat i tak ich z owych obietnic nie rozlicza. W rezultacie jednak ogólne zaufanie do polityki leci na łeb na szyję, a nieliczni zaangażowani w rzeczowe rozliczanie polityków stają się jeszcze bardziej… nieliczni. Jak przerwać to błędne koło?

Zapraszamy do lektury!

Łukasz Pawłowski

 


 

W dzisiejszym Temacie Tygodnia możecie Państwo przeczytać zapis pierwszej debaty z cyklu „The Crisis of Trust in Europe”, której partnerami są „Time to Talk” oraz The Open Society Foundations. Kolejne debaty w najbliższych tygodniach.

 


 

Stopka numeru:

 

Autor koncepcji Tematu Tygodnia: Łukasz Pawłowski.

Współpraca: Konrad Kamiński, Anna Olmińska, Hubert Czyżewski, Piotr Szymański, Jakub Sypiański, Błażej Popławski.

Fotografie: Grzegorz Brzozowski.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 298

(38/2014)
23 września 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj