0000398695
PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Feminizując] Żarty się...

[Feminizując] Żarty się skończyły

Katarzyna Kazimierowska

Za nami prawdziwie „przemocowy” tydzień. Niemal codziennie media karmiły nas kolejnymi rewelacjami, na które w odpowiedzi brakowało słów. Może zamiast słów potrzebne są konkretne działania?

Jeśli ktoś do tej pory twierdził, że feministyczne lobby siejące genderowy terror ma się w Polsce dobrze, to już wie, że tak nie jest. Bo wobec tego, co wydarzyło się w minionym tygodniu, polskie feministki pozostają bezradne. Możemy się oburzać, pisać pełne goryczy felietony i artykuły – jak ten tutaj – możemy krzyczeć, że nam wstyd za Polskę, ale co z tego? Nic to nie zmieni.

Najpierw Sejm odrzucił ratyfikację konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Niby po latach bojów rząd podpisał ją dwa lata temu, ale nadal nie weszła w życie. Skoro podpisał, to – na zdrowy rozum – ratyfikacja powinna w końcu kiedyś nastąpić. Ale to tak w Polsce nie działa. Teraz ten dokument może sobie leżeć przez kolejne lata gdzieś na sejmowych biurkach, bo z ratyfikacją się nie spieszy. I na nic zdają się od lat te same tłumaczenia: że ratyfikacja konwencji pozwoli wprowadzić konkretne rozwiązania ratujące często życie i zdrowie nie tylko kobiet (co roku w Polsce ginie 170 kobiet – ofiar przemocy, a ok. 700 tysięcy pada ofiarą przemocy fizycznej lub molestowania seksualnego), ale także dzieci i osób starszych. Że w małych miejscowościach z powodu przemocy – tej fizycznej, ale przede wszystkim ekonomicznej – cierpią ludzie starsi, często kobiety, babcie, z których emerytury żyją nieraz całe rodziny. Że główną przyczyną rozwodów w małych miejscowościach i na wsiach jest właśnie ta przyciężka i przydługa ręka męża. Że dzięki ratyfikacji konwencji będą musiały znaleźć się pieniądze na schroniska i pomoc prawną ofiar przemocy, na konkretne wytyczne dla policji, na telefony zaufania i ściganie sprawców przemocy z urzędu.

Konwencja zwraca uwagę, że przemoc – fizyczna, seksualna, psychiczna, ekonomiczna – ma płeć, bo w 90 proc. przypadków dotyczy kobiet.

Katarzyna Kazimierowska

Ale to nie wystarczy. Wystarczy za to, żeby na mównicę weszła posłanka Beata „Blond wamp” Kempa, by w kilku zdaniach sprowadzić poważny problem, który najwidoczniej nie dotyczy posłów prawicy, do poziomu prostackiego żartu. No bo po co nam konwencja, skoro w Polsce nie ma równości płci? A nie ma, bo facet dziecka nie urodzi. No to konwencja nie jest potrzebna. Logiki w tym wywodzie posłanki nie ma za grosz, ale jej protest przynosi realne szkody. Czego posłanka Kempa się boi? Że z państwowego budżetu pójdą pieniądze na walkę z przemocą? A zamiast tego mogłyby pójść… no właśnie, na co? Na walkę z genderem zapewne. Bo to genderu, pojawiającego się w konwencji posłanka Kempa boi się najbardziej.

Konwencja zwraca uwagę, że przemoc – fizyczna, seksualna, psychiczna, ekonomiczna – ma płeć. Bo w 90 proc. przypadków dotyczy kobiet. A dotyczy ich m.in. ze względu na narosłe wokół podziału na płeć stereotypy, związane z podziałem na role żeńskie i męskie zarówno w rodzinie, jak i w społeczeństwie. A że przez wieki społeczeństwa były patriarchalne, władzę dzierżyli mężczyźni, zaś moralność definiował Kościół katolicki, gdzie także słowo boże mają prawo głosić jedynie mężczyźni, to oni decydowali o tym, jak ten podział na role oraz na przysługujące im prawa i obowiązki powinien wyglądać. To, że konwencja nazywa pewne rzeczy po imieniu, jasno wywodząc przyczyny przemocy, która w cywilizowanych państwa europejskich nie powinna mieć miejsca, wielu się nie podoba. Nie chodzi o to, że są za przemocą. Nie podoba im się nazwanie pewnych rzeczy wprost, a podpisanie konwencji jest trochę jak przyznanie się do winy. Że owszem, religia podtrzymywała i podtrzymuje tradycyjny podział ról, zwłaszcza w rodzinie. Że owszem, przyczyniła się do utwierdzania krzywdzących dla kobiet stereotypów, w wyniku których kobiety nadal w wielu miejscach pracy zarabiają średnio 20 proc. mniej niż mężczyźni na tych samych stanowiskach. Przykłady można mnożyć, ja sama powtarzam się w swoich argumentach i wywodach, ale ileż można z uporem godnym lepszej sprawy tłumaczyć rzeczy oczywiste.

Ja też jestem polską rodziną. I nie życzę sobie być tykana rękami Kościoła. Nie życzę sobie, by Kościół decydował o tym, czy jest sens bronić ofiar przemocy domowej, czy nie.

Katarzyna Kazimierowska

Widocznie można, skoro posłowie pokroju Beaty Kempy nadal twierdzą, że Polska konwencji nie potrzebuje, u nas przemocy nie ma i nikt nam nie będzie pod strzechy tradycyjnej katolickiej polskiej rodziny zaglądał. (Swoją drogą to znamienne, że bezbarwna ostatnio posłanka, postanowiła wraz z nowym rokiem szkolnym zamienić się w blond wampa i kusić czerwoną szminką; na pewno ma to uzasadnienie psychologiczne, może chce być lepiej zapamiętana przed przyszłorocznymi wyborami. Pani posłanko, pani i pani teksty pozostaną na zawsze w mojej pamięci, proszę się nie bać!). Za Kempą wszyscy jak jeden mąż uczepili się myśli, że tradycyjna rodzina katolicka jest zagrożona. Tradycyjna, czyli jaka? Czy mamy jakiś modelowy przykład? Czy taka, gdzie żona siedzi w domu, a mąż przynosi pieniądze? Gdzie zupa jest zawsze na stole, gdy mąż wraca z pracy? A co, jeśli zupa jest za słona? Bicie dzieci też kiedyś było tradycyjne, a dziś dzieci bić nie wolno. Może prawa rodziców do lania swoich pociech też trzeba bronić?

Na to pani posłanka argumentów mieć nie będzie, bo nie o dyskusję na argumenty tu chodzi, tylko o wywołanie zamieszania. O wstrzymanie prac nad kolejnym ważnym prawem, o pokazanie polskiemu społeczeństwu, jak mało ekipa rządząca może, jak wiele może prawica, a skoro może tak wiele, to może rośnie w siłę? To może te wszystkie wymysły europejskie nie mają sensu, rząd się nie liczy, tylko prawica się liczy? Prawica, która siedzi w kieszeni księżowskiej sutanny – i jak biskup Kazimierz Ryczan zagrzmi na Jasnej Górze: „Europa nie ma prawa tykać laickimi rękami polskiej rodziny”, to prawica szybko to powtórzy, strawestuje, przetworzy, po swojemu coś doda, ale poprze. Bo w końcu chodzi o katolicki elektorat, o ten, co jeszcze chodzi do kościoła i wierzy w to, co zamiast słowa bożego, grzmi na ambonach. Że polskiej rodziny nikt tykać nie ma prawa. Ja też jestem polską rodziną. I nie życzę sobie być tykana rękami Kościoła. Nie życzę sobie, by Kościół decydował o tym, czy jest sens bronić ofiar przemocy domowej, czy nie. Bo Kościół nie ma pojęcia, co to znaczy być ofiarą przemocy. Za to – z drugiej strony – Kościół wie, jak ofiary wykorzystać.

Bicie dzieci też kiedyś było tradycyjne, a dziś dzieci bić nie wolno. Może prawa rodziców do lania swoich pociech też trzeba bronić?

Katarzyna Kazimierowska

Prawica ma nie tylko twarz posłanki Kempy. Ma jeszcze twarz publicysty Rafała Ziemkiewicza, który w zeszłym tygodniu zabłysnął stwierdzeniem, że „kto nigdy nie wykorzystał pijanej kobiety niech pierwszy rzuci kamieniem”. W odpowiedzi na propozycję pana Ziemkiewicza na jednym z portali społecznościowych zawiązała się akcja „rzucam kamieniem”, okraszona odpowiednim rysunkiem. Co mówi swoim twierdzeniem pan Ziemkiewicz? Że nietrzeźwej kobiecie szacunek się nie należy, nietrzeźwa kobieta nie może być ofiarą, bo sama się prosi. Tak samo, jak proszą się same o gwałt kobiety biegające w parku, noszące spódniczki, czy „wyzywająco” umalowane. Potem pan Ziemkiewicz bronił się, mówiąc, że żartował. A najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że publicysta tymi słowami stanął w obronie dominikanina wyrzuconego z zakonu za próbę gwałtu. Trafił swój na swego.

Beatę Kempę i Rafała Ziemkiewicza łączy jedno – upodobanie do sprowadzania kwestii przemocy do absurdu, żartu, fraszki. Nie zastanawiają się, że ich słów słuchają setki tysięcy kobiet w Polsce, dla których przemoc domowa to nie żart, tylko koszmar, z którym same muszą się uporać. I będą to czynić w poczuciu jeszcze większego osamotnienia, bo widzą, że nawet przedstawiciele mediów i władzy z ich dramatu czynią temat niewybrednych żartów.

Na tzw. Zachodzie panuje ostatnio moda na „wyciekanie” nagich zdjęć celebrytek. Tak się zwykle robi, gdy którejś z nich chce się utrzeć nosa. Gdy młodziutka aktorka Emma Watson zabrała głos podczas zgromadzenia ONZ w sprawie walki o prawa kobiet, niemal od razu w sieci pojawiła się informacja o publikacji jej nagich zdjęć. Informacja okazała się zwykłym szantażem, ale samo zdarzenie pokazało pewien mechanizm działania: ukarzemy tych – a właściwie TE, które na za dużo sobie pozwalają. Sprowadzimy ich słowa do obrazu ich nagich ciał, zawstydzimy, ośmieszymy, ale zamkniemy im buzie. To samo robią Rafał Ziemkiewicz i Beata Kempa – sprowadzając poważny problem do żartu, absurdu: zamykają nam buzię. I o to im chodzi.

Ośmieszyć, zakpić, sprowadzić problem do niewybrednego żartu, a merytoryczną dyskusję do absurdu. Może to jest broń, którą należy wojować w drugą stronę? Może to jest ten kubeł zimnej wody, który sprowadzi prawicowych mącicieli do właściwego poziomu. Co prawda, swoimi wypowiedziami kompromitują się sami, ale nie w oczach prawicowych czytelników czy wyborców. Może zatem należy skompromitować ich w oczach prawicy? Tylko czy wówczas będzie się jeszcze dało w Polsce rozmawiać?

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 298

(38/2014)
29 września 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj