Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Projekt: Polska] Jednomandatowe...

[Projekt: Polska] Jednomandatowe okręgi wyborcze – nie takie wspaniałe, jak je malują

Paweł Gliniak

Wyniki wyborów do Senatu w 2011 roku, w których zastosowano jednomandatowe okręgi wyborcze, zadały kłam tezom zwolenników tego rozwiązania. Nie doprowadziło ono do rewolucji personalnej, a poza nielicznymi przypadkami mandaty zyskali głównie kandydaci PiS lub PO.

Tymczasem na dniach wystartować ma kolejna kampania, tym razem promująca rozszerzenie systemu jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW) na wybory do Sejmu. Lider inicjatywy, startujący w wyborach samorządowych do sejmiku województwa dolnośląskiego, Paweł Kukiz, zdaje się nie zauważać rzeczywistych skutków postulowanych przez niego rozwiązań. Ułomności tego, tak mocno promowanego systemu, doskonale obrazują wyniki malezyjskich wyborów parlamentarnych z 2013 roku.

Malezja, była kolonia Zjednoczonego Królestwa, oprócz wielu rozwiązań prawnych, odziedziczyła po Brytyjczykach system wyborczy oparty na jednomandatowych okręgach. Stały się one narzędziem polaryzacji opinii publicznej i sceny politycznej.

Od odzyskania niepodległości w latach 50. XX w. tym wieloetnicznym państwem rządzi nieprzerwanie Front Narodowy (Barisan Nasional, BN). Koalicja ta złożona jest z kilku mniejszych partii, które – przynajmniej w teorii – reprezentują największe grupy etniczne: Malajów, Chińczyków i Hindusów. W ten sposób oddający władzę kolonialiści chcieli zapobiec konfliktom na tle rasowym, szczególnie pomiędzy większością malajską, a majętniejszymi Chińczykami.

Opozycyjny Sojusz Ludowy (Pakatan Rakyat, PR), dość egzotyczny alians różnorodnych partii – od w większości chińskiej DAP, po konserwatywnych islamistów z PAS – w ostatnich wyborach osiągnął najlepszy wynik w swojej historii. Na fali zmęczenia społeczeństwa aktualnym rządem zdobył 51 proc. głosów, 4 proc. więcej niż rządzący BN. Nie przełożyło się to jednak kompletnie na uzyskane mandaty. Pakatan poniósł klęskę, zdobywając 89 miejsc w 222-osobowym parlamencie.

Ta znacząca rozbieżność, która zdecydowała o kontynuowaniu polityki rządu premiera Najiba Razaka, jasno uwidacznia wady jednomandatowych okręgów. Kandydaci niezależni, niewspierani przez żadną z sił politycznych – którzy według zwolenników tej koncepcji mają odgrywać kluczową rolę w budowaniu nowej, odświeżonej klasy politycznej w Polsce – w Malezji zdobyli w sumie poniżej 2 proc. głosów. Dla wielu popularnych w swoich okręgach parlamentarzystów rozbrat z partią oznaczał w praktyce utratę mandatu.

Zwolennicy jednomandatowych okręgów podkreślają, że ich wprowadzenie przyczyni się do uzdrowienia krajowej polityki. W rzeczywistości to podatne na manipulacje rozwiązanie jeszcze mocniej zabetonuje polską scenę polityczną.

Paweł Gliniak

Jednak najbardziej znaczący wpływ na wypaczanie wyników miał tzw. gerrymandering, czyli wytyczanie okręgów wyborczych tak, aby zwiększyć szanse danej partii, w tym przypadku BN. Działacze partii nauczeni wieloletnim doświadczeniem i świadomi cech własnego elektoratu, praktycznie przed każdymi wyborami uaktualniają granicę okręgów. Dzięki tym zabiegom o prawie 3/4 mandatów decydowała grupa zamieszkała poza miastami, która stanowi 30 proc. społeczeństwa.

Daje to ogromną przewagę rządzącym, których żelazny elektorat to ubożsi, słabiej wykształceni, a tym samym mniej odporni na powszechną w mediach propagandę władz Malajowie. Jaskrawym przykładem takiej działalności są stany Sarawak i Selangor. Mniej ludny, niezurbanizowany, ulokowany na wyspie Borneo Sarawak to bastion rządzących. Posiada większą reprezentację (31 mandatów) w parlamencie niż Selangor, najludniejszy i typowo miejski, otaczający Kuala Lumpur ośrodek przemysłowo-usługowy (22 mandaty). Gdy przyjrzymy się pojedynczym okręgom, dysproporcje są jeszcze wyraźniejsze. Nierzadko w największych okręgach – gdzie wygrywa opozycja – liczba głosujących była 7-8 razy wyższa niż w najmniejszych. Ewoluujący przy okazji każdych wyborów system doprowadził do patologicznej sytuacji – według niektórych analiz, w skrajnych przypadkach wystarczy uzyskać 17 proc. głosów, aby rządzić Malezją.

W Polsce te dysproporcje nie są tak ogromne jak w Malezji, choć również występują – okręg oświęcimski zamieszkuje trzy razy więcej ludzi niż okręg bielsko-podlaski. Zwolennicy jednomandatowych okręgów podkreślają, że ich wprowadzenie przynajmniej częściowo przyczyni się do uzdrowienia krajowej polityki. Jednak wiele konkretnych przykładów ze świata, w tym przytoczony powyżej, wskazuje na coś odwrotnego. To podatne na manipulacje rozwiązanie jeszcze mocniej zabetonuje polską scenę polityczną.

Owszem, każdy będzie mógł zgłosić swoją kandydaturę, jednak bez poparcia partyjnej machiny i bez dostępu do partyjnych pieniędzy wygranie wyborów będzie praktycznie niemożliwe. Koncepcja ta powoduje wypaczenia, gdzie z jednej strony większość obywateli może nie mieć swojego przedstawiciela, a z drugiej – nie ma miejsca dla małych środowisk. Zamiast więc tracić czas i energię na promowanie korodującego demokrację systemu, należałoby przeznaczyć czas na stworzenie narzędzi większego wpływania na polityków oraz poprawę transparentności urzędów.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 301

(41/2014)
20 października 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj