Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Węgry] Powrót USA...

[Węgry] Powrót USA do Europy Środkowej?

Dariusz Kałan

Pogorszenie relacji Stanów Zjednoczonych z Węgrami wynika zarówno z wątpliwości co do kierunku instytucjonalnych reform Orbána, jak i z tzw. wschodniego otwarcia Budapesztu i jego zwrotu ku Rosji. Czy USA są dziś gotowe na mocniejsze zaangażowanie w Europie Środkowej, aby przeciwdziałać proputinowskim tendencjom w regionie?

Niedawna decyzja Waszyngtonu o zawieszeniu prawa wjazdu na teren USA nieujawnionym z nazwiska sześciu przedstawicielom węgierskiej administracji państwowej, którym zarzuca się korupcję, ma charakter precedensowy. Amerykanie, dotychczas korzystający z tego instrumentu m.in. wobec Rosji w ramach listy Magnickiego, nigdy nie użyli go wobec członka Unii Europejskiej i NATO. Temu radykalnemu posunięciu towarzyszyła otwarta krytyka porządków wewnętrznych na Węgrzech, wygłoszona przez prezydenta Baracka Obamę, a także jednego z jego poprzedników Billa Clintona i wysokich przedstawicieli Departamentu Stanu. Na Węgrzech od prawie półtora roku nie ma również amerykańskiego ambasadora. Ostrość reakcji Waszyngtonu, w połączeniu z innymi sygnałami o narastających trudnościach w kontaktach amerykańsko-węgierskich, sprawiła, że jesienią 2014 r. relacje dyplomatyczne między dwoma krajami znalazły się w największym po 1989 r. kryzysie.

To prawda, administracja Obamy – mimo przyjaznej retoryki oraz zapewnień o partnerstwie w dialogu dwustronnym i na forum NATO – od początku prezentowała negatywne stanowisko wobec reform konstytucyjnych, przygotowanych przez rząd Viktora Orbána. Jak ujęto to w raporcie zastępcy asystenta sekretarz stanu z lipca 2011 r., reformy te „umacniają pozycję partii rządzącej, redukują znaczenie instytucji checks and balances oraz ograniczają kolejne rządy we wprowadzaniu nowych rozwiązań politycznych, gospodarczych i społecznych”. Jednakże Waszyngton nigdy wcześniej nie podjął tak stanowczych działań wobec Budapesztu. Czy Ameryka straciła cierpliwość do Orbána? Owszem. Ale nałożenie sankcji na członków jego administracji tłumaczyć należy już nie tylko obawami o standardy demokratyczne na Węgrzech, ale również czynnikami natury geopolitycznej.

Z punktu widzenia interesów i polityki USA szczególnie alarmujący okazał się zainicjowany w 2010 r. zwrot Budapesztu ku Wschodowi (tzw. wschodnie otwarcie). Jego głównym celem było ożywienie relacji ekonomicznych z gospodarkami wschodzącymi z Azji i krajów Trzeciego Świata, ale po kryzysie ukraińskim strategia ta zyskała nowy wydźwięk. Przybrała formę politycznego zbliżenia z Moskwą – jednym z najwymowniejszych tego dowodów było powierzenie bez przetargu rosyjskiej spółce Rosatom rozbudowy elektrowni jądrowej w Paks – oraz wstrzemięźliwości węgierskich elit wobec Euromajdanu, aneksji Krymu, wojny na wschodzie Ukrainy i zaostrzenia unijnych sankcji na Rosję. Innym przykładem reorientacji Węgier były antyamerykańskie wypowiedzi czołowych polityków Fideszu, w tym samego Orbána, który w słynnym przemówieniu o „nieliberalnej demokracji” z 26 lipca przeciwstawiał liberalizm USA skuteczniejszym – jego zdaniem – modelom politycznym Rosji, Chin i Turcji.

Ale Amerykanom chodzi nie tylko o Węgry. Stanowcze postępowanie w sprawie węgierskiej to również ostrzeżenie dla innych krajów Europy Środkowej. Gry Orbána z demokracją są uważnie obserwowane w regionie, głównie na Słowacji i w Rumunii, gdzie rządzące ugrupowania – podobnie jak Fidesz – dysponują większością parlamentarną. Co więcej, wiele krajów zaczyna podążać drogą zbliżenia z Rosją. Wypowiedzi i działania niektórych liderów, np. wygłoszone po rosyjsku wystąpienie prezydenta Czech, Miloša Zemana, w którym stwierdził, że Ukraina jest państwem upadłym, świadczą o tym, że środkowoeuropejskie elity nie doceniają wagi konfliktu ukraińsko-rosyjskiego i związanego z nim bezpośredniego zagrożenia dla własnego regionu. Dlatego też należy się liczyć z tym, że Amerykanie – w pierwszej kadencji Obamy całkiem słusznie oskarżani o wycofanie się z regionu – bardziej niż do tej pory zaangażują się w rozmowy z partnerami z Europy Środkowej.

Tym bardziej, że region przypomina o sobie nie tylko z powodu strategii wschodnich niektórych państw. Rządy i polityczni liderzy zaczynają także tracić zaufanie społeczeństw, co kilka dni temu doprowadziło do masowych demonstracji ulicznych na ulicach Budapesztu, Bukaresztu i Pragi. Protesty punktowały głównie wewnętrzne problemy, takie jak korupcja, tendencje autorytarne i ekonomiczna stagnacja, jednak manifestantom towarzyszyła symbolika unijna, hasła antyputinowskie i – jak w Pradze – odwołania do dziedzictwa prozachodniego Havla. Wygląda na to, że tej jesieni Europa Środkowa, świętująca 25-pięciolecie wolności, przeżywa swoją drugą młodość. To ostrzeżenie nie tylko dla coraz bardziej skompromitowanych polityków, ale także wiadomość dla Stanów Zjednoczonych, które kilka lat temu zbyt przedwcześnie uznały, że Europa Środkowa to „misja zakończona”.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 306

(46/2014)
19 listopada 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj