Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Jego ekscelencja grzesznik....

Jego ekscelencja grzesznik. Mario Vargas Llosa piórem Tomasza Pindla

Joanna Kozłowska

Noblista, prowokator, niedoszły prezydent Peru i były mąż własnej ciotki – to tylko niektóre z wcieleń latynoamerykańskiego czarodzieja pióra. Jego nowa biografia to owoc tytanicznej pracy badawczej autora – tłumacza i literaturoznawcy.

tomasz-pindel-mario_okladka

Trudno przedstawić Vargasa Llosę, nie ocierając się o banał. Kuszą łatki w rodzaju ,,intelektualisty totalnego”, ,,zaangażowanego”, takiego, jakich dziś ze świecą szukać (chociaż zapewne nigdy nie było ich zbyt wielu). Nie da się jednak zaprzeczyć, że Peruwiańczyk to postać dość niezwykła, nawet na tle innych gwiazd ,,latynoamerykańskiego boomu” z przełomu lat 60. i 70. XX w. Wśród pisarzy formatu Garcíi Márqueza, Carlosa Fuentesa i Jorge Luisa Borgesa nietrudno o znakomitych publicystów, polemistów, znawców historii rodzimego kontynentu i trzeźwych obserwatorów politycznych trzęsień ziemi. Trudniej o niedoszłe głowy państw i liderów liczących się partii, którzy nawet jeżeli sami nie objęli najwyższego urzędu, to odegrali potem – zdaniem wielu – kluczową rolę w jego obsadzeniu.

Pod wiatr i prąd

Droga na literacki i polityczny szczyt obfitowała w przygody: rzekome ideologiczne wolty ,,Varguitasa” skłoniły pewnego francuskiego dziennikarza do ochrzczenia go mianem ,,Doktora Vargasa i Mistera Llosy”. Jego Nobel z 2010 r. bywał też odbierany jako ,,prawicowy spisek”. (Hugo Blanco, działacz na rzecz rdzennej ludności andyjskiej, pisał o wyróżnieniu jako o ,,kolejnym ciosie, jaki neoliberalizm zadaje ludom indiańskim, gdyż trudno znaleźć większego ich wroga niż osoba [pisarza]”). Jak przystało na wszechstronnie uzdolnioną postać, Llosa znalazł wiele sposobów, by zajść za skórę rodakom i krytykom z całego świata. Bywał oskarżany o pornografię, obrazę moralności i dobrego smaku (nie pomogło małżeństwo z własną ciotką, na kanwie którego oparta została najpierw powieść, a potem rasowa telenowela). Był też rzekomo winien szkalowania armii i innych instytucji państwowych – biografowie wciąż nie są pewni, czy rzeczywiście doszło do spalenia jego pierwszej powieści, „Miasta i psów”, na dziedzińcu opisywanej weń szkoły wojskowej im. Leoncia Prady w Limie. Sam start w wyborach, niezależnie od wyznawanych poglądów, podzielił amatorów jego twórczości. Marokański prozaik Tahar Ben Jelloun ogłosił na łamach prasy, że ,,pisarzowi wchodzącemu w politykę można pisać nekrolog”. Pierwszy grzesznik Peru nie wahał się jednak nigdy przed obroną swoich sądów – zbiór jego esejów i publicystyki nosi tytuł „Pod wiatr i prąd” („Contra viento y marea”).

Książka Pindla stara się oddać tę wielowymiarowość ,,Varguitasa”. Autor rezygnuje z kolejności chronologicznej na rzecz dynamicznej, nieco powieściowej narracji i siedmiu ,,tematycznych” części. Mamy w niej więc opowieść o skromnych początkach Vargasa Llosy w Paryżu, ówczesnej mekce latynoskich emigrantów, i o ,,odkryciu” „Miasta i psów” przez nieokreślonego hiszpańskiego łowcę talentów (jak pisze Pindel, sukces miewa wielu ojców, nic więc dziwnego, że wielu agentów i redaktorów – nie tylko płci męskiej – przypisuje sobie dziś dostrzeżenie młodego debiutanta). Mamy też część poświęconą losom młodego Maria i jego zagmatwanym relacjom z rodziną, skandalizującemu małżeństwu w ciotką (a także jego późniejszym, fikcyjnym wcieleniom). Mamy wreszcie szereg rozdziałów obrazujących polityczną drogę noblisty, jego zmagania z rewolucją kubańską i wyzwaniami modernizacji. Widzimy Llosę uwikłanego w walkę peruwiańskiego rządu z terrorystami ze Świetlistego Szlaku, łamiącego sobie głowę nad kwestią indiańską, i wreszcie stającego w wyborcze szranki.

Co Varguitas powiedział (i co dodali inni)

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to ogrom pracy badawczej wykonanej przez autora, jego gruntowna znajomość twórczości pisarza i powiązanych materiałów archiwalnych. Do głosu dopuszczone zostają także bliskie artyście osoby, których punkt widzenia często odbiega od wersji oficjalnej. Uwagę przyciąga historia burzliwego małżeństwa Varguitasa z ciotką, Julią Urquidi Illanes. Opowiedziana zostaje niejako w wielogłosie: oprócz wersji wspomnieniowej, wyłożonej przez Llosę w zbiorze „Jak ryba w wodzie”, dostajemy do rąk wątki z powieści „Ciotka Julia i skryba”, w której elementy autobiograficzne przeplatają się z losami boliwijskiego autora oper mydlanych. Jak na ironię, wkrótce ruszyły prace nad telenowelą na podstawie książki. Tu na scenę wkroczyła ciotka z krwi i kości, rozżalona, że z jej nieudanego małżeństwa robi się nie tylko własność publiczną, ale także produkt wręcz popkulturowy. Jej wspomnienia zatytułowane „Czego Varguitas nie powiedział” („Lo que Varguitas no dijo”), stają się dla Pindla kolejnym z kluczowych źródeł. Całość zostaje nakreślona delikatnie, z wyczuciem i bez opowiadania się po żadnej ze stron.

Autorowi udało mu się również uzyskać osobisty dostęp do najważniejszych bohaterów tej historii. Książka oparta jest w dużej części na wywiadach z Vargasem Llosą, członkami jego rodziny, przyjaciółmi, a także z peruwiańskimi pisarzami, takimi jak Santiago Roncagliolo. Jedną z najciekawszych bohaterek drugoplanowych jest barcelońska agentka literacka Carmen Balcells, nazywana niekiedy ,,matką latynoamerykańskiego boomu”. Historię jej znajomości z pisarzem i dokonanej przez nią cichej rewolucji na rynku wydawniczym można śmiało zaliczyć do najciekawszych fragmentów biografii.

Dbałość o tego rodzaju wątki poboczne i o przybliżenie czytelnikowi kontekstu, w jakim działał i wciąż działa Llosa, jest następnym atutem książki Pindla. W rozdziale poświęconym wyborczej przygodzie pisarza biograf wychodzi od tomu jego wspomnień, w którym rozdziały osobiste przeplatają się z politycznymi. Według Pindla, polscy odbiorcy ledwie przekartkowali te drugie, a skupili się na smaczkach z życia prywatnego i literackiego. Peruwiańczycy mieli postąpić zupełnie odwrotnie. Być może troska o objaśnienie historycznych, społecznych i kulturowych realiów ojczyzny pisarza ma zachęcić czytelnika do refleksji także i nad ,,Llosą politycznym”. Bo od polityki biografowi Llosy trudno uciec. Nie chodzi tylko o kampanię wyborczą i późniejsze zabiegi mające odsunąć od władzy rodzinę Fujimorich. Równie ciekawe są rozdziały poświęcone walce Peru z terroryzmem i masakrze w Uchuraccay. Krótka (acz jak zwykle kontrowersyjna) kariera pisarza jako przewodniczącego komisji śledczej mającej zbadać zabójstwo ośmiu dziennikarzy staje się punktem wyjścia do refleksji nad kwestią indiańską i postawą latynoamerykańskich intelektualistów wobec współobywateli.

Głębokie rzeki, głębokie Peru

Jeśli historia ciotki Julii mogła się kojarzyć z harlequinem, to historia Uchuraccay i kierowanej przez Llosę Komisji Prawdy zakrawa na czystej wody thriller. Masakry ze stycznia 1983 r. nie sposób jednak zrozumieć bez wiedzy o działaniach Świetlistego Szlaku – maoistowskiej partyzantki kierowanej przez Abimaela Guzmána, która terroryzowała Peru przez ponad dekadę. Z kolei spory wywołane przez raport komisji nabierają sensu dopiero po zapoznaniu się z równie kluczową, co bolesną w wielu południowoamerykańskich krajach kwestią indiańską. Czy pomiędzy miejskimi elitami (niemal bez wyjątku białymi, majętnymi i o europejskich korzeniach) i stanowiącą większość obywateli rdzenną ludnością rzeczywiście leży przepaść nie do pokonania? Czy indígenas są z natury przeciwni postępowi? Czy winę za napięcia społeczne ponoszą zapatrzone w Europę i czasem bezwzględne w swojej pogoni za nowoczesnością elity?

Książka Pindla przybliża oba zagadnienia w przystępny i rzetelny sposób, nie gubiąc rytmu opowiadanej historii. Jedyny zarzut, który można tu mieć, to brak wzmianki o specyficznie latynoamerykańskiej, na wskroś autorytarnej tradycji ,,postępowego” liberalizmu, która mogłaby rzucić nowe światło również na późniejszą kampanię wyborczą.

Echa Uchuraccay pobrzmiewają także w twórczości późniejszego noblisty. Vargas Llosa nigdy nie krył, że większość popularnej niegdyś w Ameryce Łacińskiej ,,literatury indiańskiej” (indigenismo – pisanej przeważnie przez pisarzy europejskiego pochodzenia, i często popadającej w stereotypy o ,,szlachetnych dzikusach”) ma za nic. Chlubny wyjątek stanowiła powieść José Maríi Arguedasa „Głębokie rzeki”. Po zakończeniu prac Komisji Prawdy samemu Llosie przyszło zagłębić się w ,,głębię Iberoameryki”, a także w gąszcz półprawd i uprzedzeń na temat rdzennych mieszkańców kontynentu. Wynikiem tego stała się najpierw powieść „Lituma w Andach”, często nazywana ,,najbardziej peruwiańską” z książek noblisty, a potem jedno z jego niekwestionowanych arcydzieł: „Wojna końca świata”. Ten utwór to z kolei wyprawa do głębokiej Brazylii końca XIX w., gdy suche płaskowyże północnego wschodu ogarnia tzw. wojna w Canudos. Bunt lokalnej ludności zgromadzonej wokół charyzmatycznego Nauczyciela przekształca się w starcie dwóch niezgodnych ze sobą porządków świata – być może to nieuniknione na kontynencie, na którym zdaniem wielu ,,współistnieją ze sobą różne epoki historii”.

Ostatnia część książki, poświęcona politycznym krucjatom Varguitasa, jest równie satysfakcjonująca, w dużej mierze dzięki wcześniejszemu zarysowaniu społecznego kontekstu. Tempo nie zwalnia aż do ostatnich stron, poświęconych ,,intrygom” pisarza już po przegranych przez niego wyborach i upadku dyktatury Fujimoriego. Według wielu komentatorów, rozmowy Llosy z późniejszym prezydentem Ollantą Humalą miały skłonić tego ostatniego do odejścia od co bardziej radykalnych punktów lewicowo-indygenistycznego programu, co zapewniło mu wyborcze zwycięstwo. Jak podobno skomentował pisarz, lepszy był ,,HIV” w postaci Humali niż ,,śmiertelny rak” uosabiany przez córkę byłego dyktatora, Keiko Fujimori.

Całość można bez wahania polecić zarówno zaprzysięgłym fanom Llosy, jak i osobom dopiero zaczynającym  interesować się Ameryką Łacińską. Drażnią jedynie pewne redakcyjne niedociągnięcia: nieco niestaranna korekta skutkuje wkradającymi się gdzieniegdzie powtórzeniami lub urwanymi zdaniami. Niektóre sformułowania wydają się też bliższe językowi artykułu naukowego niż biografii przeznaczonej dla szerokiego grona czytelników (m.in. powtarzające się co jakiś czas „formatywne” doświadczenia i lata). Mimo to, książkę czyta się z niekłamaną przyjemnością. Wydaje się, że Tomaszowi Pindlowi udało się oddać sprawiedliwość peruwiańskiemu Wielkiemu Skandaliście. Nakreślony przez niego portret jest pełen nie tylko żywiołowych barw, ale i nieoczywistych szczegółów. Bezdyskusyjnie zachęca do sięgnięcia – pierwszy lub kolejny raz – po dzieła samego Varguitasa.

 

Książka:

Tomasz Pindel, „Biografia. Mario Vargas Llosa”, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2014.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 314

(2/2015)
13 stycznia 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj