Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Putinada] Łukaszenka i...

[Putinada] Łukaszenka i wybory 2015

Julia Alaksiejewa

„Każdego roku 31 grudnia zbieramy się z przyjaciółmi i rozmawiamy o tym, że w następnym roku dewaluacji nie będzie” – nowoczesne białoruskie porzekadło ludowe.

W sierpniu 2015 r. na Białorusi wystartuje kampania przed wyborami prezydenckimi. Same wybory odbędą się nie później niż 20 grudnia. Poinformowała o tym Lidia Jermoszyna, przewodnicząca Centralnej Komisji Wyborczej, doskonale znana w rosyjskojęzycznym internecie, szczególnie za sprawą… skierowanych do kobiet cennych rad dotyczących wytwarzania barszczu.

Pozostało więc mało czasu – już niespełna rok. Czy opozycja jest gotowa do kolejnego wyścigu? Najlepszym chyba określeniem kondycji „niezadowolonych” jest „upadek”. Po trwających osiem miesięcy negocjacjach dotyczących organizacji Kongresu Sił Demokratycznych i wyłonienia wspólnego kandydata w wyborach prezydenckich nie da się udzielić odpowiedzi na żadne z ważnych, stojących przed opozycją pytań. Co gorsza, trudno oprzeć się wrażeniu, że jakakolwiek współpraca w gronie opozycji jest w stanie zaniku. Jedyną sprawą, co do której negocjatorzy doszli do porozumienia, było połączenie sił we wspólnej kampanii na rzecz uwolnienia Mikoły Statkiewicza (kandydata na prezydenta w 2010 r.) oraz innych więźniów politycznych. A Zjednoczona Partia Obywatelska nie wyklucza wystawienia Statkiewicza w nadchodzącej również w nadchodzących wyborach.

Na kartach wyborca znajdzie oczywiście i nazwisko aktualnej głowy państwa. On sam oświadczył, że wciąż nie znalazł godnego następcy. Z uwagi na brak realnej opozycji oraz na ciężką sytuację geopolityczną Białorusi Łukaszenka być może byłby nawet i skłonny oddać władzę, by nie odpowiadać za rezultaty swojej wieloletniej polityki „balansowania” i „spalonej ziemi”, gdy już będzie za późno. Jednak w czasie jego wieloletnich rządów w aparacie państwowym i w organizacjach społecznych nie ostał się nikt, kto by tę władzę był w stanie przejąć.

Alaksandr Łukaszenka oświadczył także, że jeśli w roku 2015 z nim i z krajem wszystko będzie się w porządku, to nie ma powodu, by się z udziału w wyborach zrezygnować. „Gdy raz wleziesz w to g***, nie tak łatwo jest się z niego wyjść”, nieoczekiwanie stwierdził białoruski lider, mając zapewne na myśli prezydenturę. „Idę do wyborów, ale mówię ludziom: «Nie obrażę się na was, jeśli na mnie nie zagłosujecie». To mój dwudziesty pierwszy rok u władzy i zdaję sobie sprawę z tego, że mogę już ludzi męczyć”.

Nawet jeśli pominiemy w rozważaniach wynik prezydenta w rankingu opublikowanym we wrześniu ub.r. po rozgrywanych na Białorusi mistrzostwach świata w hokeju na lodzie – gdy gwałtownie wzrósł poziom życia ludności, a aparat państwowy szybko zareagował na konflikt Rosja–Zachód i zaczął zarabiać na odsprzedaży zachodnich towarów na Wschód – pozycja Łukaszenki i tak jest znacząca. Ze wspomnianymi wyżej czynnikami dobrze współgra brak zaangażowania w konflikt rosyjsko-ukraiński; wręcz przeciwnie – Białoruś miała pomóc w ratowaniu pokoju (to przecież w Mińsku 5 września 2014 r. porozumiano się ws. zawieszenia broni). Tej sprawie zresztą było poświęcone pełne niezwykle efektownych stwierdzeń noworoczne przemówienie prezydenta, z którego pochodzą następujące słowa: „Najważniejszą wartością, za którą winniśmy błogosławić los jest pokój. Pokój w naszych rodzinach, w naszym kraju, w stosunkach między ludźmi”.

W tym samym czasie sytuacja zaczęła się jednak radykalizować za sprawą kryzysu ekonomicznego przenikającego z Rosji. O ile pół roku temu skarżono się głównie na wzrost cen towarów, teraz problemem jest kurs dolara i euro. Pomiędzy 20 grudnia a 8 stycznia, wzrósł podatek od operacji giełdowych. W następstwie wzmogła się blokada opozycyjnych mediów, w tym portali TUT.by i Onliner.by, wcześniej postrzeganych jako dość lojalne wobec reżimu. Rating Łukaszenki w mijającym roku wariował – od wysokiego poparcia do relatywnie niskiego. Po grudniowym kryzysie poparcie dla niego wynosi niespełna 40 proc. (podczas gdy wrześniowy hit wizerunkowy wywindował tę liczbę do 45,2  proc.).

Trzeba także wspomnieć, że wydarzenia na Ukrainie zwiększyły poziom patriotyzmu i poparcie dla idei niezależności Białorusi wśród obywateli. Zgodnie z badaniami opinii publicznej, we wrześniu aż 80 proc. obywateli nie życzyło sobie integracji ani z Unią Europejską, ani z Federacją Rosyjską. Około 1/4 mieszkańców była gotowa do czynnej obrony kraju przed napadem zachodnich lub rosyjskich wojsk.

Czego możemy spodziewać się po nadchodzących wyborach?

Dezintegracja opozycji i brak jej jednolitego głosu każą przypuszczać, że nie odegra w nich ona znaczącej roli. Dlatego też oczekiwanie, że dzięki wyborom nastąpi na Białorusi rzeczywista zmiana nie ma sensu. Mogą stać się tylko okazją do ujawnienia niezadowolenia ludności, co zresztą nie raz się już zdarzało. Jednak opozycja albo boi się wyjść na plac w centrum Mińska, albo też, patrząc się na rezultaty Majdanu, ulega radykalizacji i czeka na moment, kiedy to na Ukrainie zapanuje antyrosyjski porządek, a zahartowani i zaprawieni w bojach sąsiedzi przystąpią do obalania ustroju Republiki Białoruś.

W powietrzu unosi się jednak pragnienie zmiany. Poczucie niepewności napędzane lękiem przed wydarzeniami podobnymi do ukraińskich powstrzymuje ludność i władze przed wszelkimi nagłymi zwrotami – zarówno natury politycznej, jak i gospodarczej. Tym co pozostaje jest nieprzeszkadzanie sobie nawzajem (nieważne jak paradoksalnie to brzmi) w walce o wspólne dzieło – obronę niepodległości kraju oraz zapewnienie obywatelom przez polityków dobrego samopoczucia i godnego przetrwania w warunkach totalnego kryzysu.

Na razie jednak ludzie stoją w kolejkach przed punktami wymiany walut, dowiadując się następnie – dzięki kupionym w ramach inwestycji telewizorach – że żadnej dewaluacji waluty nie ma. W tej sytuacji przyszłość Białorusi jest niepewna. Może Łukaszenka pójdzie w ślady Fidela Castro, który porozumiał się z zachodnim światem, zyskując przez to w oczach użytkowników kubańskich telewizorów?

 

Z rosyjskiego przełożył Łukasz Jasina.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 314

(2/2015)
17 stycznia 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj