Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > Nie chować głowy...

Nie chować głowy w piasek

Adam Puchejda

Świecka, tolerancyjna Europa chwieje się w posadach. Atakują ją z różnych stron radykałowie muzułmańscy i chrześcijańscy. Swoje dokłada antyeuropejska prawica. Choć są w mniejszości, to oni nadają ton. Czas się temu przeciwstawić.

Dla islamistów i radykalnych chrześcijan bluźnierstwo jest grzechem i zasługuje na mniej lub bardziej dotkliwą karę. Ze śmiercią włącznie. Przekonaliśmy się o tym niedawno, kiedy doszło do krwawych zamachów terrorystycznych w Paryżu. Co prawda słyszeliśmy później głosy potępienia samego mordu, zwykle opatrzone jednak szeregiem zastrzeżeń. Nie wolno przecież śmiać się z religii, nie wolno ranić „uczuć religijnych” – czymkolwiek są! Nawet oświecony papież Franciszek dobrotliwie przyznał, że gdyby to jego matkę obrażono, nie mówiąc o Jezusie Chrystusie, to chcąc nie chcąc, musiałby odwołać się do argumentu przemocy.

Ilustracja: Judyta Mierczak

Ilustracja: Judyta Mierczak

Nie do prawa – do przemocy. Ujawniło się przy tym szczególne poczucie wyższości chrześcijan nad muzułmanami. Papież nie będzie przecież strzelał, to niecywilizowane, wystarczy fanga w nos!

Swoje dodali, zupełnie swoją drogą świeccy, ale tak samo nieznoszący Europy (tej kolebki cywilizacji śmierci), prawicowi radykałowie. Choćby Marine Le Pen, która wezwała do przywrócenia, a jakże – kary śmierci. Śmierć – jak widać – odmieniana jest tu przez wszystkie przypadki.

To jednak ślepa uliczka. Wprowadzanie kolejnych zakazów i jeszcze surowszych kar nijak nie zapewni nam większego bezpieczeństwa. Nawet tortury – o czym wiemy nie od dziś, choć historia lubi się powtarzać (patrz: mizerne dokonania CIA) – nie gwarantują, że zaczniemy żyć w lepszym świecie. Nasze kłopoty biorą się jak zwykle z zaniechania, z braku wyobraźni i braku choćby chęci zrozumienia rzeczywistości, która dla wielu – na przykład dla przywódców tak francuskiej, jak i polskiej lewicy – powoli staje się tożsama z obrazami zmieniającymi się na ekranie telewizora, przypominając kiepski film w technikolorze.

Wprowadzanie kolejnych zakazów i jeszcze surowszych kar nijak nie zapewni nam większego bezpieczeństwa.

Adam Puchejda

Oczywiście, słusznie martwimy się o ofiary bestialskich zamachów terrorystycznych z Paryża, słusznie wychodzimy na ulice w proteście przeciwko mordowaniu niewinnych obywateli. Kłopot w tym, że nasze działania są spóźnione, czasem niepozbawione też hipokryzji. W rezultacie znów wychodzi na to, że zajmujemy się przede wszystkim sobą, z boku pozostawiając źródła naszych trosk i zmartwień. Wydarzenia tragiczne i godne potępienia przesłaniają nam bowiem kontekst – społeczny i polityczny – i wprowadzają w swego rodzaju drzemkę, która bynajmniej nie sprzyja uniknięciu kolejnych zamachów.

Zapominamy, że grupy terrorystyczne doskonale rozumieją nasze problemy. Wiedzą, że najłatwiej uderzyć w miękkie podbrzusze naszych społeczeństw, które sami odsłaniamy, sporą część własnych obywateli skazując na wykluczenie i brak perspektyw społecznego awansu. Nie bez przyczyny przecież do niektórych dzielnic na przedmieściach Paryża policja nawet się nie zbliża – ludzie w nich mieszkający trwale znajdują się poza systemem. Albo trafią do więzienia, albo będą wykonywać najgorzej płatne prace, albo też wyjadą na dżihad – do Syrii lub Iraku. Kiedy wrócą, zwykle będzie już za późno.

Do tego, po przeciwnej niejako stronie, dochodzi nasze poczucie wyższości względem islamu lub strach przed czymś, czego nie rozumiemy lub nie chcemy rozumieć. W tej chwili w sposób jawny niechęć do muzułmanów – tak w Polsce, jak i w innych krajach Europy – wyrażają na razie jedynie ci, którzy pogardzają polityczną poprawnością lub wyznają jakąś formę nacjonalizmu. Jeśli nic się nie zmieni, tego typu poglądy zyskają jednak znacznie szerszy odzew.

Wreszcie, co widoczne jest zwłaszcza we współczesnej Polsce, zdominowanej przez prawicowy dyskurs polityczny, duża część obywateli (oraz ich przywódców politycznych) jest przekonana, że jedynym źródłem naszych norm społecznych pozostaje religia i że jest to religia katolicka. Co prawda zmiany społeczne nie potwierdzają tych przeświadczeń, bo z roku na rok dla coraz większej liczby Polaków religia staje się kwestią wyboru, a nie dziedziczenia. Tak jak dla zachodnich Europejczyków przestaje być kwintesencją naszej tożsamości, a jedynie jednym z jej elementów. Niemniej ten spadek znaczenia religii w życiu publicznym sprzyja pojawieniu się fundamentalistów, którzy wierzą, że kiedyś znów będą mogli decydować o tym, czy wolno chodzić z odkrytą głową lub uprawiać seks pozamałżeński.

Słusznie wychodzimy na ulice w proteście przeciwko mordowaniu niewinnych obywateli. Kłopot w tym, że nasze działania są spóźnione, czasem niepozbawione też hipokryzji.

Adam Puchejda

Widząc to wszystko, nie możemy chować głowy w piasek. W żadnym razie nie możemy teraz z czułością przyglądać się muzułmańskim ofiarom islamskiej propagandy. To upokarzające – tak dla zradykalizowanych lub radykalizujących się muzułmanów, jak i dla nas samych. Podobną postawę winniśmy przyjąć względem ekstremistów chrześcijańskich. Nade wszystko jednak winniśmy zacząć od egzekwowania prawa i nieprzymykania oczu na mniejsze lub większe zbrodnie, które dokonują się pod naszym nosem.

Mało tego, instytucje liberalne winny zrobić wszystko, co możliwe, by uchronić nas od strachu – nie tylko przed zamachami terrorystycznymi, lecz także przed trwałym wykluczeniem i brakiem psychicznego bezpieczeństwa. Nie robiąc tego, oddają pałeczkę powoli zyskującym wpływ wyznawcom radykalnych odmian religii lub agresywnych populizmów, bo to one często dają dziś ludziom namiastkę poczucia sensu. Pojawienie się ludzi zbędnych, a do takich należą przecież terroryści gotowi na śmierć w imię wiary, to klęska nas wszystkich. To dowód, że nie zauważyliśmy, kiedy problem społeczny przekształcił się w problem polityczny, a nawet religijny. Ten ostatni łatwo – jak widać – przeradza się w przemoc, którą trudno powstrzymać bez konieczności używania innej formy przemocy.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 315

(3/2015)
20 stycznia 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj