Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Tu (bardzo powoli)...

Tu (bardzo powoli) rozpoczyna się historia. „Labirynt Śniących Książek” Waltera Moersa [KL dzieciom]

Maciej Skowera

W „Labiryncie Śniących Książek” Waltera Moersa czytelnicy przenoszą się do Księgogrodu – miejsca przepełnionego księgarniami, antykwariatami, wydawnictwami i drukarniami. Miejsca, gdzie książki decydują, dosłownie i w przenośni, o czyimś życiu lub czyjejś śmierci.

moers_labirynt_okladka

„Miasto Śniących Książek” Waltera Moersa jest bez wątpienia jedną z najwspanialszych książek o… książkach. To opowieść o tym, co – szczególnie młodym ludziom – może wydawać się nieciekawe: o rozterkach pisarzy i wydawców, o zawiłościach rynku książki, o potędze słowa pisanego i wreszcie o, jakże „niemodnej”, miłości do literatury. Moers to jednak nie tylko niebywały erudyta, ale i czarodziej liter – pisze z lekkością i urokiem, których może mu pozazdrościć wielu współczesnych twórców literatury fantastycznej. W najnowszej powieści niemieckiego pisarza, „Labiryncie Śniących Książek”, czytelnicy powracają do znanego właśnie z „Miasta” Księgogrodu – miejsca przepełnionego księgarniami, antykwariatami, wydawnictwami i drukarniami. Miejsca, gdzie książki decydują, dosłownie i w przenośni, o czyimś życiu lub czyjejś śmierci.

Akcja „Labiryntu Śniących Książek” rozgrywa się ponad 200 lat po wydarzeniach opisanych w „Mieście”. Bohater poprzedniej powieści, smok-literat Hildegunst Rzeźbiarz Mitów, wiedzie bardzo wygodne, ale niesłychanie nudne życie. Wszystko ulega zmianie, gdy otrzymuje tajemniczą wiadomość o powrocie Króla Cieni – władcy katakumb, który miał zginąć w wywołanym przez samego siebie pożarze Księgogrodu. Hildegunst rusza zatem w nostalgiczną podróż do odbudowanej z gruzów metropolii, niejako powtarzając swą wyprawę sprzed lat.

Księgogród w „Labiryncie…” to na pierwszy rzut oka miejsce całkiem inne niż to z pierwszej powieści o przygodach Hildegunsta. Na każdym kroku można się natknąć na reklamy i rozrywkę dla turystów, a ze średniowiecznej, gotyckiej atmosfery tego miasta niewiele pozostało. Nawet niegdyś przerażające katakumby udostępniono zwiedzającym. Nic nie wydaje się tu takie jak dawniej, a sam Rzeźbiarz Mitów często odnosi się do zmian z irytacją, smutkiem czy rozczarowaniem.

labirynt sniacych ksiazek1

To jednak tylko pozory. Hildegunst bowiem dostrzega fragmenty starych budynków przykryte nowoczesnymi gmachami; współczesne ulice sąsiadują z zaułkami dawnego Księgogrodu, a w podziemiach miasta wciąż zdaje się czyhać niebezpieczeństwo. Czytając powieść, stale odczuwa się napięcie między nowym i starym. Żyjąca codziennością metropolia to zatem jedynie nadbudowa. Pod nią skrywają się zapomniane sekrety, które w każdej chwili mogą zburzyć spokój mieszkańców miasta. Tę niepokojącą atmosferę świetnie podkreślają klimatyczne, czarno-białe ilustracje autorstwa samego Moersa. Podobnie zresztą jak w przypadku poprzednich dzieł niemieckiego twórcy, stanowią one integralną część książki: doskonale uzupełniają narrację i pokazują różne nachodzące na siebie warstwy Księgogrodu.

Miasto jest w ten sposób – i dla Hildegunsta, i dla czytelników – jednocześnie znane i nieznane, zaskakujące i przywołujące wspomnienia. Jedno się nie zmieniło – to książki wciąż są obiektem pragnień i fascynacji Księgogrodzian. Hildegunst dowiaduje się, że wprowadzili oni nawet naukowy termin na określenie wszystkiego, co wiąże się ze słowem pisanym – biblionizm.

Coraz większą popularność zdobywa jednak całkiem nowe zjawisko, czyli lalaizm – fenomen miejscowych teatrów lalek. Czytelnicy wraz z Rzeźbiarzem Mitów osiągają kolejne stopnie wtajemniczenia w tej dziedzinie. W Księgogrodzie bowiem istnieją niezliczone formy widowisk teatralnych – od przedstawień „dramatów ornitologicznych”, przez „ballady wegetariańskie” (śpiewają najróżniejsze odmiany warzyw!), po tajemniczy „Niewidzialny Teatr”. Wszystko, jak to u Moersa bywa, zostaje opisane z dbałością o najdrobniejszy nawet szczegół.

labirynt sniacych ksiazek 2

Wędrując po mieście tropem teatrów lalek, Hildegunst trafia do zadziwiającego gmachu zwanego Lalacircus Maximum. A tam ogląda… inscenizację sztuki na podstawie swoich własnych przygód, opisanych w „Mieście Śniących Książek”! I tu, niestety, opowieść się psuje. Okazuje się, że Moers nie zawsze potrafi zaprezentować w świeży i oryginalny sposób to, co czytelnicy dobrze znają. Zajmująca mnóstwo stron relacja z przedstawienia to w zasadzie dość szczegółowe, opatrzone komentarzem streszczenie „Miasta…”. Dla osób znających tę powieść cały fragment okazuje się zwyczajnie nudny, a dla tych, którzy jej nie czytali – niemal nic nie będzie zrozumiałe. „Labirynt…”, nie dość, że staje się swoistą „powtórką z rozrywki”, to jeszcze toczy się od pewnego momentu niemiłosiernie wolno. A kiedy wreszcie akcja posuwa się do przodu… powieść nagle się kończy.

Mimo wszystko ufam Moersowi, który tłumaczy, że „Labirynt…” to jedynie uwertura. Tu, zgodnie z powracającym w powieściach o Hildegunście cytatem, „dopiero rozpoczyna się historia”, która zostanie dalej opowiedziana w kolejnej, jeszcze nienapisanej odsłonie serii o Camonii. Pozostaje mieć nadzieję, że będzie to prawdziwa uczta na miarę „Miasta Śniących Książek”. „Labirynt…” traktuję zatem jako przystawkę czy drobną przekąskę – całkiem smaczną, ale pozostawiającą spory niedosyt.

 

Książka:

Walter Moers, „Labirynt Śniących Książek”, tłum. Katarzyna Bena, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2014.

 

Rubrykę redaguje Katarzyna Sarek.

Na kogo warto zagłosować ...

... w najbliższych wyborach do europarlamentu? Żyjemy w dobie baniek medialnych i polaryzacji debaty publicznej. Zbliżające się wybory do parlamentu europejskiego są kluczowe dla przyszłości Polski i Europy, a prowadzona przez przeciwne strony polityczne kampania często odbiega od kluczowych dla wyborców tematów związanych z bezpieczeństwem, infrastrukturą krytyczną, solidarnością społeczną i zmianami klimatycznymi.

Każdy i każda z nas ma prawo do obiektywnych mediów i rzetelnych informacji, pozwalających podjąć odpowiedzialną decyzję wyborczą. Rzeczowe analizy pomagające nam wszystkim decydować o swoich prawach i obowiązkach warto wesprzeć nawet drobną kwotą. Choć nie pobieramy opłat za teksty, nasza praca ma swoją wartość. Nawet 50 złotych miesięcznie pozwala nam stale docierać do nowych osób poszukujących refleksyjnego, niezależnego dziennikarstwa. Wspólnie z naszymi Darczyńcami i Patronami zapewniamy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 316

(4/2015)
27 stycznia 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj