Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Azja w zbliżeniu]...

[Azja w zbliżeniu] Pierwsza taka wizyta

Krzysztof Renik

„Pomoc w modernizacji Indii mogą okazać wyłącznie Stany Zjednoczone”. O wizycie Baracka Obamy w New Delhi.

To była pierwsza taka wizyta, choć niepierwsze spotkanie amerykańskiego prezydenta Baracka Obamy z Indiami. W tym roku – 26 stycznia – Obama był gościem honorowym jednego z dwóch największych świąt państwowych Indii – Dnia Republiki. Jest pierwszym amerykańskim prezydentem, który dostąpił tego zaszczytu. Co interesujące, przywódcy Związku Sowieckiego oraz Rosji byli gośćmi honorowymi tej malowniczej uroczystości i towarzyszącej im barwnej parady cywilno-wojskowej już trzykrotnie w dziejach niepodległych Indii. Fakt ten dobrze obrazuje złożoność relacji indyjsko-amerykańskich na tle dotychczasowych stosunków New Delhi z Moskwą.

Ale Obama był w Indiach jako prezydent już kilka lat temu. Przebywał nad Gangesem na zaproszenie ówczesnych władz indyjskich, wywodzących się z szeregów Indyjskiego Kongresu Narodowego. Wielu ekspertów już wówczas uważało rozmowy prowadzone przez Obamę w New Delhi za zwiastun przełomu w relacjach amerykańsko-indyjskich. Trzeba bowiem pamiętać, że stosunki pomiędzy Indiami i USA były przez dziesięciolecia, delikatnie mówiąc, nacechowane ostrożnością, by nie powiedzieć – nieufnością.

Na delikatność relacji indyjsko-amerykańskich wpływ zasadniczy miały stosunki Indii z innym mocarstwem, czyli z nieisteniejącym już Związkiem Radzieckim oraz jego spadkobierczynią, czyli Rosją. New Delhi uważane było przez Waszyngton przez lata za swoisty przyczółek sowieckich, a następnie rosyjskich wpływów w Azji Południowej. Rola, jaką Indie odgrywały w tak zwanym ruchu państw niezaangażowanych, umiejscowiała ten kraj w kręgu satelitów sowieckiej polityki zagranicznej. Miało to oczywiście wpływ na ścisłe związki Indii z Sowietami, na przykład w sferze zbrojeniowej. Właściwie do dziś siły zbrojne Republiki Indyjskiej wyposażone są w ogromnej mierze w sprzęt produkcji sowieckiej lub rosyjskiej. Jednocześnie w samych Indiach, po części w wyniku sowieckiej propagandy lansowanej przez silne w tym kraju ugrupowania komunistyczne, utrzymywał się przez lata obraz Stanów Zjednoczonych jako kraju imperialistycznego zła, który to zmierza ku podbojowi innych państw oraz ograniczaniu ich suwerenności i niezależności. Wytworzyło to stosunkowo silny nurt antyamerykanizmu – zarówno w indyjskiej polityce zagranicznej, jak i w nastrojach społeczeństwa.

Sytuacja zaczęła się zmieniać wraz z upadkiem Związku Radzieckiego i coraz szerszym otwieraniem się Indii na świat Zachodu, także na USA. Warto przy tym pamiętać, że liczna diaspora indyjska w Stanach Zjednoczonych przez dziesięciolecia miała w gruncie rzeczy niewielki wpływ na przestawienie zwrotnicy w indyjskiej polityce zagranicznej z kierunku rosyjskiego na bardziej prozachodni i proamerykański. Ale rozpad Sowietów – jak już wspomniałem – stworzył nową sytuację. Waszyngton powoli przestaje być postrzegany nad Gangesem jako rozsadnik wszelkiego światowego zła. Przemiana ta zaowocowała intensyfikacją kontaktów amerykańsko-indyjskich. Co ciekawe, w działaniach na rzecz zbliżenia obu krajów i wypracowania reguł współpracy odegrały pozytywną rolę obie czołowe, ale i zwalczajace się zaciekle na wewnętrznej scenie politycznej, ugrupowania – Indyjski Kongres Narodowy oraz Indyjska Partia Ludowa (BJP).

Proces zbliżenia indyjsko-amerykańskiego zaczął się jeszcze w latach, kiedy Indiami kierowała Indyjska Partia Ludowa. Istotną rolę odegrał w tym procesie ówczesny przywódca BJP Atal Bihari Vajpayee. Wysiłki na rzecz zbliżenia Indii i USA kontynuował następnie rząd kierowany przez Manmohana Singha utworzony przez Indyjski Kongres Narodowy. Ale Kongres przegrał ostatnie wybory i władzę przejęła BJP. Premierem został jej przywódca – charyzmatyczny, ale i kontrowrsyjny polityk z Gudżaratu – Narendra Modi. Polityk, który w zachodnich demokracjach postrzegany był jako indyjski nacjonalista i hinduistyczny radykał, być może nawet współodpowiedzialny za pogromy muzułmanów przed kilkunastoma laty. Wśród komentatorów i analityków zaczęły pojawiać się wątpliwości – czy polityk taki jak Modi będzie kontynuował przestawianie zwrotnic indyjskiej polityki zagranicznej.

Okazało się, że tak. Jedną z pierwszych wizyt zagranicznych Modi złożył w Waszyngtonie, gdzie został przyjęty z największymi honorami. Odwdzięczył się zaproszeniem prezydenta Baracka Obamy na obchody tegorocznego Dnia Republiki w New Delhi. To oczywiście gest, ale znaczący – skoro polityka to także sztuka gestów, za którą podążają realne działania. I te działania w relacjach indyjsko-amerykańskich już widać. W wyniku rozmów przywódców otwarta została bowiem droga do współpracy obu krajów w sferze cywilnego wykorzystania energii jądrowej; Indie zaczynają kupować coraz więcej komponentów wyposażenia swych sił zbrojnych od Stanów Zjednoczonych; rozwija się współpraca sektorów państwowych i prywatnych obu krajów.

Komentatorzy w Indiach nie mają wątpliwości – pomoc w modernizacji Indii mogą okazać wyłącznie Stany Zjednoczone. To ten kraj dysponuje technologiami, które mogą zmienić oblicze Indii, mogą wyrównać nierówności społeczne w tym kraju, mogą wesprzeć proces unowocześnienia Indii. Żaden inny kraj nie dysponuje takimi możliwościami. I – jak twierdzą indyjscy analitycy – Narendra Modi ma tego pełną świadomość.

Jednocześnie współpraca obu państw odpowiada ich interesom. Waszyngton chętnie widziałby w Indiach przeciwwagę dla wpływów Chin w regionie pacyficzno-azjatyckim, z kolei Indie, szukając sojusznika w rywalizacji z Chinami, właśnie w USA mogą takiego sojusznika odnaleźć. Innym z czynników zbliżających interesy obu krajów jest bezpieczeństwo szlaków wodnych na Oceanie Indyjskim. Dla Indii to sprawa kluczowa biorąc pod uwagę, że ok. 80 proc. indyjskiego importu i eksportu odbywa się drogą morską. Stany Zjednoczone mają z kolei świadomość, jak ważne jest bezpieczeństwo tych szlaków dla całej światowej wymiany handlowej. To tylko dwa przykłady interesów geopolitycznych, które zbliżają do siebie Waszyngton i New Delhi. W rzeczywistości bowiem powodów, dla których Narendra Modi zaprosił amerykańskiego prezydenta w charakterze gościa honorowego na obchody Dnia Republiki, a Barack Obama zaproszebie to przyjął, jest znacznie więcej.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 318

(6/2015)
10 lutego 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj