Obecnie mamy dwa porozumienia o zawieszeniu broni – między Stanami Zjednoczonymi a Iranem oraz między Izraelem a Libanem – ale trudno pisać, iż rzeczywiście tak jest i co stanie się dalej. W każdej chwili sytuacja na Bliskim Wschodzie może się zmienić. O tym, co dzieje się w Iranie, w mediach pisze się na bieżąco. Inaczej jest z Libanem. Choć nie jest on stroną konfliktu, to wojna toczy się na jego terytorium, co ma konkretny wpływ zwłaszcza na ludność cywilną, która migruje wewnątrz kraju. Mówi się, że nawet milion osób opuściło swoje domy i szukało schronienia przed spadającymi bombami. Dziś znaczna część z nich wraca do swoich domów, choć zwykle nie mają już do czego.

8 kwietnia armia izraelska dokonała w Libanie ataku terrorystycznego, w trakcie którego zginęło ponad 350 osób, a kolejne dwa tysiące zostało rannych.

Sytuacja jest niepewna, a pytań jest więcej niż odpowiedzi. Sytuacja Libańczyków nie jest prosta z wielu powodów, które wiążą się także z wewnętrzną sytuacją w kraju. O tym, co działo się w Libanie od początku marca, pisze Layla Bartheldi – doktorantka antropologii działającą w Libanie.

Tuż po północy, z niedzieli na poniedziałek 2 marca, z terytorium Libanu wystrzelono trzy rakiety w kierunku okupowanej Palestyny. Cały Liban wstrzymał oddech i czekał na reakcję Sił Obronnych Izraela (IDF) oraz na to, kto przyzna się do ataku. „To pachnie Mossadem, Hezbollah nie jest przecież aż tak głupi”.

Większość Libańczyków, z którymi rozmawiałam tej nocy, podejrzewało, że za wystrzeleniem rakiet stoi izraelska agencja wywiadowcza Mossad, szukająca pretekstu do izraelskiej agresji. Jednak po niecałej godzinie to przywództwo Hezbollahu przyznało się do ataku, wystrzeliwując także drony w kierunku Hajfy. Był to odwet za zabicie najwyższego przywódcy Iranu, Alego Chameneiego. W odpowiedzi IDF natychmiast rozpoczęły intensywne bombardowanie południowego Libanu, Doliny Bekaa i południowych dzielnic Bejrutu.

W ciągu pierwszego dnia izraelska armia zabiła ponad pięćdziesięciu Libańczyków, głównie cywilów. Ponad sto zostało rannych, a kolejne dziesiątki tysięcy uciekały.

Atak Hezbollahu – czy to był dobry moment?

Znaczna część Libańczyków jest przekonana, że IDF poszerzyłyby swoje ataki na ich kraj w każdej możliwej sytuacji. Nie wyklucza to jednak oburzenia decyzją Hezbollahu o zaatakowaniu Izraela. W końcu Izrael, otwarcie wspierany przez amerykańskie wojsko, jest teraz najsilniejszy. W społeczeństwie pojawia się również pytanie, dlaczego libańskie ruchy bojownicze zareagowały dopiero na śmierć irańskiego lidera, a nie na wcześniejsze ataki.

Mówiąc o atakach, Libańczycy mają na myśli naruszenia rozejmu, których Izrael dopuszcza się niemal codziennie. Te działania zaostrzyły się w tygodniu poprzedzającym izraelsko-amerykański atak na Iran. Na przykład, pod koniec lutego IDF zabiły dwanaście osób w Dolinie Bekaa. Tego samego dnia izraelskie służby przeprowadziły także atak w gęsto zamieszkanym palestyńskim obozie w Sydonie, w którym zginęły dwie osoby.

W Bejrucie tysiące przedstawicieli wspólnot szyickich opłakiwało zabójstwo Chameneiego, który był nie tylko postacią polityczną, ale także ważnym przywódcą duchowym. To właśnie oni są teraz obwiniani za atak Hezbollahu, który wielu Libańczyków określa jako gest symboliczny, mający na celu zachowanie twarzy – chociaż w ciągu następnego dnia ataki się nasiliły.

Kto przyjmie libańskich uchodźców

Ludzie stoją w wielogodzinnych korkach, w desperackiej próbie dotarcia do bezpiecznych rejonów. Uciekają z tych samych obszarów, które zostały poważnie zniszczone już podczas poprzedniej eskalacji – a także w wyniku ataków trwających cały zeszły rok. Zniszczone tereny są odbudowywane bardzo powoli, zarówno ze względu na nieduże zasoby rządu libańskiego, jak i z powodu niechęci zagranicznych organizacji do inwestowania w obszary, które – jak twierdzą niektórzy – Izrael i tak znowu zniszczy.

Wielu Libańczyków ma wrażenie, że wrócili do koszmaru, który przeżyli zaledwie półtora roku temu – podczas ostatniej eskalacji jesienią 2024, kiedy Izrael rozpoczął inwazję na Liban. Jednak od tego czasu wiele się zmieniło.

Coraz więcej Libańczyków popada w biedę. Ceny żywności gwałtownie rosną, wiele rodzin nie może zdobyć nawet podstawowych produktów. Nowy rząd, stworzony zaledwie rok temu, dąży do przywrócenia stabilności w kraju. Jednak jego działania tylko pogarszają sytuację – na przykład podwyżka podatku od paliw, przeciwko której w ostatnich tygodniach wybuchły protesty w całym kraju.

Pogorszenie standardów życia jest silnie odczuwalne także w północnym Trypolisie, drugim co do wielkości mieście w Libanie, dokąd zmierzała część uchodźców. Choć przewiduje się, że obszar ten nie będzie bombardowany, Trypolis, będąc najbiedniejszym miastem w kraju, zmaga się z własnym kryzysem. W wyniku długotrwałego zaniedbania przez centralny rząd, kilka budynków uległo zawaleniu, pochłaniając swoich mieszkańców. Setki budynków są w krytycznym stanie. Wyczerpanie mieszkańców i frustracja lokalną infrastrukturą przyczyniają się do niechęci wobec nowych uchodźców.

W dominująco sunnickim Trypolisie rozprzestrzeniają się nienawistne reakcje wobec szyickich uchodźców. Niektórzy mieszkańcy ostrzegają swoich przyjaciół, aby lepiej nie przyjeżdżali, ponieważ nie będą w stanie zapewnić im w pełni bezpiecznych warunków. Podobny problem pojawia się w chrześcijańskich częściach Bejrutu i okolicznych wioskach. Mimo stabilniejszych warunków ekonomicznych, tutejsi mieszkańcy otwarcie dają do zrozumienia, że przybysze z południa nie są mile widziani.

Libańczycy uciekający przed izraelskimi bombami czują się porzuceni przez cały świat.

Regionalne i sekciarskie podziały w kraju, które mają swoje korzenie we francuskim kolonializmie, są silnie wspierane przez Izrael, który stosuje swoją odwieczną taktykę – dziel i rządź.

Jednak pomimo wielu sporów, tysiące mieszkańców Libanu organizują się w całym kraju i oferują wsparcie uchodźcom. Wolontariusze rozdają wodę i pożywienie na drogach, którymi uchodźcy zmierzają do Bejrutu. Jest to znamienne, gdyż ucieczka z dotkniętych obszarów rozpoczęła się podczas ramadanu, kiedy to wyznawcy islamu jedzą ostatni posiłek przed wschodem słońca, a resztę dnia poszczą.

Wiele restauracji w Bejrucie przygotowuje jedzenie dla przybyszów i organizuje zbiórki podstawowych rzeczy, których wysiedleni nie mieli czasu zabrać. Szkoły w całym kraju pełnią funkcję awaryjnych schronisk. Do koordynacji aktywnie włączono również libańskie ministerstwa, które podczas poprzedniej eskalacji zaczęły działać zbyt późno. Wówczas pomoc w dużej mierze była tylko inicjatywami obywatelskimi.

Wyzwania dla kraju w ogniu wojny

Liban nie stawia dziś czoła tylko toczącej się wojnie, lecz także kumulującym się skutkom wcześniejszych konfliktów zbrojnych i kryzysów. Niemniej jednak obecne wydarzenia na pewno będą miały długofalowe konsekwencje, nawet jeśli bombardowanie zakończy się jutro.

Zaostrzające się warunki wizowe uniemożliwiają Libańczykom ucieczkę za granicę, w szczególności tym biedniejszym. Niektórzy zmierzają do sąsiedniej Syrii, gdzie na granicy czekają tysiące ludzi. Większość z nich stanowią syryjscy obywatele, którzy do tej pory wstrzymywali się z powrotem do domu. Ich odejście wyraźnie wpłynie na libańskie rolnictwo, gdzie to właśnie oni stanowią kluczową siłę roboczą.

W ostatnich latach obszary rolnicze na południu kraju i w Dolinie Bekaa borykają się z izraelskimi atakami, na przykład w formie rozpylania chemikaliów nad farmami. Rolnictwo jest w kryzysie, a właśnie trwa okres zbiorów. Sytuacja ta zagraża więc całorocznemu cyklowi.

Oprócz zniszczenia kluczowej infrastruktury, której osłabiony wojną Liban nie ma teraz szans skutecznie odbudować, ludzie są narażeni na poważne konsekwencje psychiczne. W wyniku traum i niepewności związanych ze stanem permanentnego konfliktu, Libańczycy żyją z dnia na dzień. I to mimo że w kraju obecnie działa wiele zagranicznych organizacji non-profit, które przekonują miejscowych o konieczności budowania umiejętności prowadzących do ekonomicznej pomyślności i skupiania się na długoterminowych celach.

Podczas gdy przestrzeń medialna jest zdominowana historiami turystów, którym wojna na Bliskim Wschodzie skomplikowała wakacje, Libańczycy nie mają dokąd wrócić. Co więcej, w kraju nie ma systemów alarmowych ani schronów.

Libańska armia także wykazała ograniczoną zdolność do obrony swoich obywateli. Jej słabość szczególnie obnażyło rozpoczęcie izraelskiej inwazji lądowej, na którą odpowiedziała wycofaniem się.

Za niedofinansowanie libańskiej armii w dużej mierze odpowiadają Stany Zjednoczone, które dbają o to, by Izraelowi nie wyrósł realny konkurent w regionie.

Ze względu na brak funduszy i niskie wynagrodzenia, libańscy żołnierze muszą wykonywać inne zawody. Często pracują jako taksówkarze.

Wewnętrzny konflikt: libański rząd vs Hezbollah

Bezpośrednio po atakach Hezbollahu, libański rząd ogłosił wszystkie działania wojskowe szyickiej partii za nielegalne. Hezbollah uznał ten krok za ustępstwo wobec izraelskiego „syjonistycznego reżimu”. Izraelowi oświadczył natomiast, że jego cierpliwość się skończyła. Dalsze ataki na izraelskie jednostki w okupowanej Palestynie wciąż trwały. Te z poniedziałku na wtorek 3 marca miały miejsce w tym samym czasie, gdy z Iranu zostały wysłane pociski balistyczne.

Co więcej, armia libańska tworzyła punkty kontrolne na drodze z Bejrutu na południe kraju, gdzie aresztowano kilku bojowników Hezbollahu. Obok bezprecedensowej ingerencji państwa w funkcjonowanie organizacji, Hezbollah odnotowuje również gwałtowny spadek poparcia wśród tradycyjnych zwolenników. Wielu z nich nazywa ataki Hezbollahu misją samobójczą, za którą teraz musi ponieść konsekwencje. W związku z tym członkowie partii szukają schronienia w ośrodkach tymczasowego zakwaterowania lub są uzależnieni od woli wynajmujących, którzy wykorzystują kryzys i gwałtownie podnoszą ceny najmu.

IDF nadal wydają nakazy ewakuacji w całym Libanie, obejmujące dziesiątki wiosek oraz obiekty w miastach. Większość ataków przebiega jednak bez uprzedzenia.

Mapy z wyznaczonymi izraelskimi „planowanymi atakami” nie pokrywają się z rzeczywistością i działają raczej jako forma psychologicznej agresji. Ale to na nie powołują się zachodnie media, tym samym umniejszając wagę przestępstw, których IDF dopuszczają się już po publikacji map.

Wiele budynków w Libanie zostało całkowicie zrównanych z ziemią. Celem stały się nie tylko obiekty cywilne lub te związane z działalnością wojskową Hezbollahu, ale także szersza infrastruktura, jak oddziały instytucji finansowych Al-Qard Al-Hasan, czy telewizja Al-Manar.

Nawet zwolennicy Hezbollahu tracą przekonanie, że bronił on ich kraju przed izraelską okupacją. Pozostaje pytanie, jak duży obszar Izraelowi uda się przyłączyć do już okupowanych terenów w południowym Libanie.

Tekst pierwotnie ukazał się w słowackim magazynie „Kapitál”.

This publication/event is part of PERSPECTIVES — a project and label co-funded by the European Union that stands for authentic, trustworthy, independent and multi-perspective journalism.

Led by the Goethe-Institute and implemented together with newsrooms from Central and Eastern Europe, PERSPECTIVES is committed to credible content that reflects Europe’s complex realities through diverse voices and viewpoints.