Wesprzyj Kulturę Liberalną
Przyszłość naszego tygodnika zależy od Darczyńców. Wesprzyj Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Afryka] O przyszłość...

[Afryka] O przyszłość demokracji w RPA

Błażej Popławski

Trzęsienie ziemi na południowoafrykańskiej scenie politycznej! Liderem głównej partii opozycyjnej, tradycyjnie kojarzonej z białymi elitami Kapsztadu, został 34-letni przedstawiciel ludu Khosa, Mmusi Maimane.

Trwająca ponad dwie dekady dominacja Afrykańskiego Kongresu Narodowego na scenie politycznej RPA niszczy sferę publiczną tego kraju, delegitymizując demokratyczne dziedzictwo Nelsona Mandeli. Po upadku apartheidu proces wyodrębniania się opozycji – którą spajać miał realny program, a nie identyfikacja rasowo-etniczna – przebiegał powoli. Nową jakość polityczną przyniosło powołanie Sojuszu Demokratycznego. Partia – budowana początkowo w oparciu o elektorat z bogatej Prowincji Przylądkowej Zachodniej – stopniowo zyskiwała uznanie wyborców z innych regionów kraju. Podczas wyborów w 2004 r. zdobyła 12 proc. głosów. Śledząc statystyki wyborcze, odnieść można wrażenie, że ugrupowanie to zyskuje co roku kolejny procent poparcia. W zeszłorocznych wyborach zdobyło 22 proc. głosów, co przełożyło się na 89 mandatów w 400-osobowym parlamencie.

Matką sukcesu Socjuszu Demokratycznego jest Helen Zille. 64-letnia burmistrz Kapsztadu i premier Prowincji Przylądkowej Zachodniej, córka uciekinierów z III Rzeszy, działaczka antyapartheidowska, dziennikarka specjalizująca się w tematyce społeczno-ekonomicznej, w przeciągu kilku lat stworzyła partię łączącą hasła centrowe i socjalliberalne oraz skutecznie zagospodarowującą potransformacyjne niezadowolenie tłumów. 10 maja tego roku przekazała ster polityczny młodszemu o trzy dekady Mmusiemu Maimane.

Maimane objął stanowisko lidera Sojuszu Demokratycznego, zyskując przytłaczające poparcie 93 proc. uczestników partyjnego kongresu. Z ugrupowaniem tym związany jest od sześciu lat. Z wykształcenia – psycholog, teolog oraz specjalista ds. zarządzania i administracji; z zawodu – kaznodzieja i konsultant biznesowy; do tego świetny mówca, charyzmatyczny i posługujący się biegle siedmioma językami. Mąż stanu, ale także działacz samorządowy, który walczył o fotel burmistrza Johannesburga oraz premiera regionu Gauteng.

Polityk dał się poznać jako bezkompromisowy przeciwnik Afrykańskiego Kongresu Narodowego. Jest postrzegany jako człowiek „spoza układu”, ikona politycznego idealizmu, antysystemowości, ale – co należy podkreślić – nie radykalizmu i fanatyzmu. Wielokrotnie krytykował decyzje prezydenta Jacoba Zumy, oskarżając go o nadużycia i korupcję. Piętnował liczne skandale z udziałem prominentnych działaczy Kongresu. Przed kilkoma miesiącami zainicjował dyskusję nad rozliczeniem Zumy z inwestycji w Nkandli, gdzie – za pieniądze podatników – powstała prywatna rezydencja głowy państwa.

źródło: Wikimedia Commons

źródło: Wikimedia Commons

Wybór Maimanego na lidera Sojuszu to świetna zagrywka opozycji – krytykowana, rzecz jasna, przez stronników Kongresu. Promowanie działaczy takich jak Maimane, Lindiwe Mazibuko czy Wilmot James, nazywają oni „taktyką Oreo” albo „grą kokosami” – z zewnątrz czarnymi, w środku białymi.

Cóż, Mmusi Maimane apartheid pamięta tylko z czasów dzieciństwa w Soweto (nomen omen miejscowości odgrywającej rolę symbolu walki z segregacją rasową, miejsca masakry dzieci dokonanej przez afrykanerską policję w 1976 r.). Nowy lider Sojuszu wywodzi się z grupy etnicznej Khosa, a przy tym jest mężem potomkini Burów. Polityk ma przed sobą jasny cel: zmienić postrzeganie partii w społeczeństwie południowoafrykańskim, a zapewne też i powalczyć o fotel prezydenta w 2019 r. Służyć temu ma realizacja programu Open Opportunity Society for All – oczyszczenia sceny politycznej z klientelizmu i nepotyzmu, udrożnienia dróg awansu społecznego, stworzenia nowych szans dla młodych ludzi.

Podczas wystąpienia na majowym kongresie partii z ust Maimanego padły mocne słowa: „Nie zgadzam się z osobami, które starają się nie dostrzegać koloru skóry. Jeśli nie widzicie, że jestem czarny, to jakbyście wcale mnie nie widzieli”. Dodał: „Wielu młodych czarnoskórych mieszkańców RPA nadal pozbawionych jest możliwości rozwoju. Sytuacja ta przypomina los ich rodziców podczas apartheidu”.

To niezwykle wyrazista deklaracja „Obamy z Soweto”. Zwłaszcza, jeśli weźmie się pod uwagę, że w wyobraźni wielu czarnoskórych mieszkańców RPA Sojusz Demokratyczny funkcjonował jako partia białych oraz realizująca program, którego beneficjentami są jedynie biali. Po decyzji o przekazaniu kierownictwa młodemu i ambitnemu Khosa, Sojusz ma szansę stać się atrakcyjną alternatywą wobec skostniałego i podzielonego na skłócone frakcje Afrykańskiego Kongresu Narodowego. Łatwiej zagospodaruje black voter market, głosy biednych mieszkańców tzw. townshipów, osób, które najdotkliwiej odczuły iluzoryczność idei „tęczowego narodu”.

SKOMENTUJ

Nr 332

(20/2015)
20 maja 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj