Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Chiny] Zdrowe myśli,...

[Chiny] Zdrowe myśli, czysty język

Katarzyna Sarek

Wulgarne słowa są jak brudne powietrze, zanieczyszczają wspólną przestrzeń i otumaniają umysły. Chińskie organy nadzorujące internet wzięły na celownik niecenzuralne (w ich mniemaniu) słowa.

„Powinniśmy przegnać smog wulgarnego języka, obowiązkiem firm internetowych jest zajęcie się tym zagadnieniem” – stwierdził rzecznik państwowego organu zajmującego się nadzorem internetu. Pragnąc oszczędzić firmom domyślania się, jakie konkretnie przykłady wulgarnego języka ma na myśli organ, opublikowano listę 25 słów i znaków, które powinny zniknąć z sieci.

Lista ułożona według kryteriów popularności zawiera na pierwszy rzut oka raczej niewinne słownictwo. Pierwsze miejsce zajmuje 尼玛 (nima), homofon najpopularniejszego chińskiego przekleństwa, sugerujący odbycie nieobyczajnych czynności z własną matką; drugie przypadło 屌丝 (diaosi), którego najbliższym odpowiednikiem będzie chyba angielski looser bądź rodzimy „frajer”; ostatnie miejsce na podium zajęło słowo 逗比 (doubi), które można przetłumaczyć jako nacechowany w miarę pozytywnie „krejzol” czy „wariat”. Jak widać, najczęściej używane „wulgarne” słowa raczej nie są wyjątkowo ohydne i dziwić może ich obecność na liście. Wśród pozostałych zdarzają się jednak słowa znacznie bardziej wyraziste i dosadne. Wymieniono powszechnie używane przekleństwa na k… i na p… (najczęściej zapisywane homofoniczymi znakami dla zmylenia wyszukiwarek cenzorów), do odstrzału zakwalifikowały się również angielskie przekleństwa zapisane fonetycznie 碧池 (bichi), czyli bitch, i niepozostawiający pola do domysłów „ból jąder”, 蛋疼 (dan teng), odpowiadający polskiemu „bólowi d…”. Równie jednoznaczne jest 跪舔 (gui tian) – „klęczeć i ssać”, które w przenośni oznacza „bycie pomiatanym i wykorzystywanym”. Oczywiście nie mogło zabraknąć różnych wymyślnych określeń na najstarszy zawód świata czy idioty. Na liście znalazło się również słowo „ryczący potwór”, które jest homofonem wyrazu „profesor” i oznacza nauczyciela molestującego uczniów. Nie pominięto również deprecjonujących określeń. Wobec mężczyzn, 矮矬穷 (ai cuo qiong) –j„niski, brzydki, biedny”, i wobec kobiet, 土肥圆 (tu fei yuan) – „wiejska, gruba, pyzata”. Wulgaryzmem o chińskiej specyfice jest wyrażenie 绿茶婊 (lü cha biao) – „dziwka zielonej herbaty”, oznaczające dziewczynę na pozór łagodną i słodką, ale w rzeczywistości będącą podstępną suką.

Chiński internet, sławny już z cenzury, znikających postów i witryn oraz z blokowania dostępu do stron poza państwowym firewallem, wzbogacił się ostatnio o nowe narzędzie, które ma na celu dbanie o zdrowie moralne użytkowników. Do już istniejących urzędów i struktur kontrolujących sieć (oczywiście wszystkie portale i firmy internetowe także muszą kontrolować treści umieszczane na ich stronach i portalach społecznościowych) kilka dni temu dołączyła policja internetowa. Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego 1 czerwca oficjalnie ogłosiło powstanie specjalnych jednostek zajmujących się kontrolowaniem i „patrolowaniem sieci”. Już ponad 50 miast ma swoje wirtualne posterunki na Weibo, które mają dbać o porządek w wirtualnym świecie. Niektóre zachęcają do wspólnego dzieła: „Budowanie harmonijnego społeczeństwa wymaga wysiłku wszystkich. Proszę, uspokój się i komunikuj uprzejmie”.

Wszystkie działania związane z narastającą kontrolą internetu – czy dotyczy to eliminowania wulgaryzmów, usuwania nieprawomyślnych treści czy ograniczenia dostępu do zagranicznych stron – związane są z najnowszą strategią władz. Internet uznano za kolejny obszar suwerenności kraju, za czym idą poważne konsekwencje. Na przykład projekt nowego prawa, które zobowiązuje chińskie banki, przedsiębiorstwa państwowe i wojsko, które ma sprawić, że w 2020 r. nie będzie się używało nierodzimych technologii i oprogramowań. Kontrola internetu w Chinach staje się coraz bardziej wyrafinowana technicznie i skuteczniejsza, i to pomimo gigantycznej i wciąż rosnącej liczby użytkowników (już 650 mln).

Lista listą, a życie życiem. Chińscy internauci z pewnością wymyślą nowe wulgaryzmy czy zapiszą stare innymi znakami i dalej będą „zanieczyszczać” sieć. Tyle ich wolności w chińskim internecie.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 334

(22/2015)
4 czerwca 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj