Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Chiny] Białe jest...

[Chiny] Białe jest piękne?!

Katarzyna Sarek

Fraza „amerykańscy naukowcy donoszą...” stała już przedmiotem żartów i często wywołuje jedynie wzruszenie ramion. Jednakże ostatnie odkrycie naukowców z Harvard Medical School skutecznie wstrząsnęło światopoglądem wielu Chińczyków.

Otóż ogłoszono światu, że wiele czarnoskórych kobiet jest szczęśliwymi posiadaczkami specjalnego genu, dzięki któremu ich skóra starzeje się wolniej i wygląda o 10 lat młodziej niż kobiet rasy białej. Wiadomość, która w Europie czy Polsce raczej nie wzbudziła większego zainteresowania, w Chinach okazała się gorącym i powszechnie komentowanym newsem. Stoi bowiem w sprzeczności z przyjętym poglądem, że jasna cera to największy atut i skarb kobiety.

W Chinach, i zresztą w całej Azji, piękno jest kojarzone z jak najjaśniejszym odcieniem skóry. Słynne piękności z dawnych czasów wśród wielu przymiotów musiały mieć „skórę białą jak śnieg”. Do dziś funkcjonuje powiedzenie „biała skóra zakrywa sto defektów”, a Chinki zrobią wiele i wydadzą jeszcze więcej, aby się wybielić. Gdy pierwszy raz zetknęłam się z chińskimi kosmetykami, zwłaszcza tymi do pielęgnacji twarzy, zdumiała mnie liczba specyfików z wyeksponowanym znakiem „biel”. Jedynym, czy to krajowym, czy zagranicznym, w którego składzie nie znajdował się np. woreczek żółciowy węża czy sproszkowane perły, czyli składniki mające wybielać cerę chińskich klientek, był krem Nivea w niebieskim, metalowym pudełku. Podobne trudności, może tylko w mniejszej skali, pojawiają się przy kremach do rąk, żelach pod prysznic, podkładach czy pudrach. Opakowania kuszą obietnicami „odzyskania bieli”, „świetlanej cery” i „perłowej skóry”, bowiem producenci kosmetyków wiedzą, jak wysoko w rankingach urody znajduje się biała buzia. Zresztą nie tylko buzia – w wyjątkowy stupor wprawiły mnie zauważone na sklepowej półce wybielające… podpaski i płyny do higieny intymnej.

Za porcelanowy kolor skóry odpowiada również jedzenie. Jesteś tym, co jesz – nieprawdaż? Dlatego w chińskiej prasie kobiecej można często przeczytać listy składników korzystnie i niekorzystnie wpływających na odcień cery. Nie trzeba być geniuszem, żeby domyślić się, że należy jeść produkty koloru białego, a unikać ciemnych. Pij mleko – będziesz biały! Sos sojowy przyciemnia! W sukurs przychodzi także tradycyjna medycyna chińska zalecająca stosowanie wewnętrzne i zewnętrzne różnych naparów, wywarów, odwarów i maceratów, podobnie koncentrując się na składnikach koloru białego, jak np. bulwy lilii.

Chinki wiedzą, że „jeden dzień wystarczy, żeby się opalić, roku mało na wybielenie”, dlatego, poza kosmetykami i jedzeniem, sięgają po różnorakie sposoby mające na celu ochronienie każdego skrawka ciała przed złowrogimi promieniami słońca. Nie warto nawet wspominać o różnorakich czapkach, kapeluszach, kaskach i innych nakryciach głowy, w które celują zwłaszcza cyklistki i panie mknące na elektrycznych skuterach. Równie powszechne są parasolki z filtrem UV, zarękawki o różnych krojach (niekiedy połączone z bolerkiem, czasem w minimalistycznej wersji do łokci) i rękawiczki.

Wymienione środki ochronne doskonale sprawują się w mieście, ale warunki plażowo-wodne podnoszą poprzeczkę znacznie wyżej. Chińska kreatywność jednak i tu nie zawiodła. Od kilku lat świat obiegają zdjęcia, na których panie, jak złoczyńcy napadający na bank, noszą elastyczne kominiarki z otworami na oczy, nos i usta. Facekini, jak nazwano to specyficzne nakrycie głowy i twarzy, rzeczywiście doskonale zabezpiecza przed opalenizną, ale i tak większość Chinek, czy młodych, czy starszych, z zasady omija plaże – ryzyko opalenia jest wciąż za duże.

Wszystkie te zabiegi mogą wydawać się nam przesadne i bezsensowne (co z witaminą D?!), a awersja do słońca – co najmniej śmieszna. Jednak chińska predylekcja do białej skóry ma swoje uzasadnienie. Co więcej, jest to, ostatnio znów modne, uzasadnienie klasowe. Otóż białą skórą w Chinach od dawien dawna cieszyły się osoby, które nie musiały pracować fizycznie na świeżym powietrzu. Opaleniznę nosili głównie chłopi i żołnierze, szlachetnie bladzi arystokraci, bogacze i intelektualiści spędzali większość życia wewnątrz pomieszczeń, poruszali się w lektykach czy w zakrytych powozach. Jasna cera wskazywała więc na przynależność do wyższej klasy społecznej, świadczyła o zamożności i lekkim życiu.

W czasach współczesnych na dawne poglądy nałożyły się nowe bodźce popychające nie tylko Chinki, ale większość Azjatek do nieustannego wybielania każdej części ciała. Dominacja Zachodu w gospodarce, polityce i w kulturze masowej sprzyjała skojarzeniu sukcesu z białą twarzą. Ponieważ na kompleksach można świetnie zarobić, międzynarodowe koncerny kosmetyczne zalewają rynek reklamami wmawiającymi kobietom, że ich ciemniejsza skóra jest brzydka, równocześnie zapełniając sklepowe półki wybielającymi produktami. W innych częściach świata te same koncerny reklamują produkty do opalania i obrzydzają bladość, dbając o to, żeby kobiety, broń Boże!, nie czuły się dobrze ze swoim naturalnym wyglądem.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 336

(24/2015)
18 czerwca 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj