Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > Dudapeszt, miasto miłości

Dudapeszt, miasto miłości

Tomasz Sawczuk

Andrzej Duda mógłby się swobodnie podpisać pod hasłem wyborczym Bronisława Komorowskiego „Zgoda i bezpieczeństwo”. Nowy prezydent wygrywa przy tym ze swoim dawnym rywalem skalą łagodności, pogody ducha oraz iście niebiańskiego spokoju.
Fot.-Tomasz-Sawczuk.jpg

Fot.-Tomasz-Sawczuk.jpg

Z zapowiedzi Andrzeja Dudy wynika, że w polityce wewnętrznej stawia przed sobą dwa główne zadania. Po pierwsze, chce dążyć do większego pokoju społecznego i zasypywania podziałów między zantagonizowanymi grupami. Po drugie, zależy mu na wzmocnieniu poczucia wspólnotowości, co miałoby się przejawiać większym skupieniem wokół symboli związanych z polskością i katolicyzmem. Tych dwóch celów nie da się osiągnąć łącznie.

Polityka miłości 2.0

Po zwycięskich wyborach parlamentarnych w 2007 r. Donald Tusk powiedział, że miłość jest ważniejsza od władzy. Jakkolwiek praktyka jego rządów mogłaby tej tezie przeczyć, sama potrzeba jej postawienia mówiła o polskiej polityce coś ważnego i wciąż aktualnego. Przez większość z ponad 25 lat III RP głównym zmartwieniem owej polityki była stojąca na drodze do społecznej jedni niemożliwość przekroczenia takiej czy innej pozapolitycznej – moralnej lub historycznej – bariery.

To właściwie zdumiewające, że akurat w Polsce, która odznacza się na tle Europy niezwykłą spoistością kulturową, naczelnym tematem polityki jest nieustannie poszukiwanie jedności. W chrześcijańskim kraju bez napięć etnicznych, zamieszek ulicznych, a nawet poważnych strajków, podstawowym problemem czołowych polityków staje się doprowadzenie do jeszcze głębszego porozumienia, tak jakby z owego połączenia dwóch rozdzielonych niegdyś połówek miała płynąć jakaś tajemnicza moc – oto platońska polityka miłości w wersji dla partyjnych liderów.

Tymczasem większą jedność, niż tę znaną w polskim społeczeństwie, trudno sobie we współczesnym świecie wyobrazić. Skoro jednak zaczyna się ono w coraz większym stopniu różnicować, to potrzebujemy czegoś dokładnie odwrotnego niż nawoływania do zgody ze strony Komorowskiego i Dudy – potrzebujemy większego pola dla różnic, które nie będą traktowane jako wykluczające z obywatelstwa.

Polityka miłości nie może w dzisiejszych warunkach polegać na tym, że wszyscy wspólnie skupią się na adorowaniu czegoś abstrakcyjnego i zewnętrznego, co nadaje znaczenie ich zbiorowemu życiu – wszystko jedno, czy będzie to Bóg, pieniądz czy polskość. Skupianie się w polityce wokół plemiennych totemów przede wszystkim faworyzuje frakcję wybierającą totemy i skutkuje wykluczeniem ludzi nie podzielających naszej wiary, wierzących inaczej lub nie równie mocno, z którymi przecież, niezależnie od jakiejś centralnej różnicy, stać by nas było na porozumienie. Wzrost solidarności między ludźmi polegać powinien raczej na tym, by – jak pisał w jednym z esejów Richard Rorty – różne ich grupy „zszyć z pomocą tysiąca małych szwów, przywoływać tysiąc małych podobieństw łączących ich członków”.

Schody do nieba

Tymczasem zarówno Andrzej Duda, jak i Bronisław Komorowski są politykami ze świata, którego już nie ma. Skupieni na patriotycznych symbolach, głęboko przywiązani do historii, religijnych rytuałów, nieosiągalnej idei wspólnotowego ładu, w niewielkim stopniu interesują się współczesnymi procesami społecznymi i gospodarczymi. Są w zbyt dużym stopniu politycznymi romantykami, stawiają czar poetyckich abstrakcji nad krytyczną analizą zinstytucjonalizowanych praktyk społecznych. W tej perspektywie różnica między nimi jest niewielka. Andrzej Duda mógłby się swobodnie podpisać pod hasłem wyborczym Bronisława Komorowskiego „Zgoda i bezpieczeństwo”. Nowy prezydent wygrywa przy tym ze swoim rywalem skalą łagodności, pogody ducha oraz iście niebiańskiego spokoju.

Z perspektywy licznych przedstawicieli prawicy sprawa wygląda jednak inaczej. Andrzej Duda chwytający hostię, śpiewający religijne pieśni i niewstydzący się swojego katolicyzmu (tak jakby Bronisław Komorowski się go wstydził) jest dla wielu symbolem nadziei na uwolnienie Polaków z wrogiego jarzma zachodniego nihilizmu i poprawności politycznej.

Problem w tym, że choć postulat dążenia do zgody brzmi szlachetnie – i w praktyce niełatwo mu się przeciwstawiać – sposób jego wykonania może prowadzić do skutków całkowicie odwrotnych niż zamierzone. Symboliczne dowartościowanie jednych praktyk utrudnia podobne dowartościowanie innych. Polskość i religia mają w zwyczajach naszego społeczeństwa bardzo mocną pozycję i trudno powiedzieć, w jaki sposób wzmocnienie symboli z nimi związanych miałoby w istniejących warunkach pomóc w budowie doskonalszej wspólnoty. Zamiast tego w sferze symbolicznej potrzebujemy na przykład dowartościowania pozycji społecznej kobiet, co nie było przesadnym zmartwieniem ani Bronisława Komorowskiego, ani nie zaprząta głowy Andrzejowi Dudzie.

Co więcej, jeżeli Dudę – jak czyni to znaczna część prawicy – rzeczywiście można poważnie traktować jak wybawiciela Polaków spod obcego ucisku ideologicznego, którego miejscowym rezydentem była poprzednia władza, to znaczy, że o żadnej praktycznej zgodzie nie może być mowy. Jeżeli jedna ze stron określana jest jako zagrażająca dalszemu istnieniu wspólnoty, to z oczywistych powodów nie można jej traktować jako równoprawnego uczestnika sporu. Na spór nie ma tu miejsca w ogóle, a jedyna szansa na jedność polega na nierealistycznym postulacie powszechnego przystąpienia do zwolenników (wyznawców) nowego prezydenta. W innym razie obóz wroga wypada poza obręb politycznych negocjacji i podlega izolacji – trudno serio robić interesy ze zdrajcą. Pragnienie miłości może być więc i szczere, ale starczy jej tylko dla wybranych.

Miasto polityki

Jeżeli więc polska polityka w najbliższych latach ma nie być zagarnięta przez dalsze spory symboliczne, z których w dłuższej perspektywie i tak nie wyniknie nic konstruktywnego, trzeba przyjąć otwartą postawę Andrzeja Dudy na inne środowiska za dobrą monetę i podejmować próby wywierania wpływu na jego działania na polu polityki społecznej i ekonomii poprzez możliwie bliską współpracę.

Jan Rokita może mieć rację, gdy mówi w „Kulturze Liberalnej”, że z punktu widzenia naszych uwarunkowań konstytucyjnych dobra prezydentura to taka, która nie zajmuje się bieżącymi sprawami rządzenia, ale kwestiami czysto symbolicznymi. Problem w tym, że w polskich warunkach taka postawa nie będzie w praktyce oznaczać czysto ceremonialnych gestów, w których przejawia się polityczna natura wspólnoty, ale walkę na śmierć i życie o najwyższe wartości. W aktualnym kontekście prezydentura skupiona na kwestiach symbolicznych musi ostatecznie odwoływać się do zanurzonej w historii i tradycji niepodległościowej walki o duszę narodu prowadzonej na wyniszczenie, w której wszyscy gotowi są na każde poświęcenie, ale której nikt nie będzie w stanie wygrać. Wątpliwe, by akurat wywodzący się z PiS Andrzej Duda potrafił i mógł uciec od takiej walki w stronę poszukiwania nieromantycznego i niewzniosłego, politycznego modus vivendi.

W dodatku w sytuacji, gdy liberałów ani lewicy nie ma i być może nie będzie przez najbliższe lata w sejmie, wykorzystywanie możliwych napięć na styku różnych ośrodków władzy wydaje się jedynym wymiernym sposobem na wywieranie wpływu na politykę. Z perspektywy potrzeby mozolnej przebudowy państwa należy więc życzyć sobie, by Andrzej Duda chciał o sprawach instytucji mówić jak najwięcej. Będzie to równie istotne w wypadku jesiennego zwycięstwa PiS w wyborach parlamentarnych – współpraca z Dudą może być jedyną szansą na to, by całkowicie nie oddać pola prawicy. Równocześnie może być realnym znakiem umiejętności przekraczania politycznych granic.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 344

(32/2015)
11 sierpnia 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj