Wesprzyj Kulturę Liberalną
Kultura Liberalna istnieje dzięki osobom takim jak Ty. Wesprzyj Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > U Allena bez...

U Allena bez zmian. Recenzja filmu „Nieracjonalny mężczyzna”

Karol Owczarek

Najnowszy film Woody’ego Allena jak zwykle bawi i wzrusza, ale także, w opinii wielu krytyków, rozczarowuje. Zamiast jednak zarzucać reżyserowi, że jest epigonem samego siebie i tworzy metodą kopiuj-wklej, warto docenić walor terapeutyczny jego dzieł i dać szansę kolejnej porcji filmowego prozacu.

Przy okazji premiery „Nieracjonalnego mężczyzny” Woody Allen powiedział w wywiadzie dla „The Independent”, że jest zbyt leniwy, by nakręcić kolejny wspaniały film. Co roku serwuje nam dzieło, które niczym nie zaskakuje, wciąż traktuje o tym samym oraz ma podobny schemat fabularny i typ bohaterów. W ostatnich latach Allenowi czasem wychodzi to lepiej (jak we „Wszystko gra”, „O północy w Paryżu”, czy „Blue Jasmine”), kiedy indziej wystawia na próbę nawet swoich najbardziej oddanych wielbicieli (przykłady lepiej przemilczmy). „Nieracjonalny mężczyzna”, kolejny film w obejmującym niemal pięćdziesiąt pozycji dorobku reżysera, jest gdzieś pomiędzy tymi skrajnościami i jako reprezentant wypracowanego przez niego autorskiego gatunku filmowego, zwanego „allenem”, broni się całkiem dobrze. Osoby krytycznie nastawione do twórczości Amerykanina utwierdzą się w swoim zdaniu, fani zaś ucieszą się typowością jego najnowszej propozycji i powrotem stałego repertuaru znanych i lubianych motywów.

WASP_DAY_01-0420.CR2

Fot. Sabrina Lantos ©2015 Gravier Productions, Inc.

Profesor upadły

Tytułowym nieracjonalnym mężczyzną jest grany przez Joaquina Phoenixa Abe Lucas, profesor filozofii, który przyjeżdża do fikcyjnego Braylin College, niewielkiego amerykańskiego kampusu uniwersyteckiego (w rzeczywistości jest to Salve Regina University w Newport), by prowadzić zajęcia z etyki. Przed jego przybyciem społeczność akademicka plotkuje na potęgę o słabości wykładowcy do kobiet i alkoholu. Jak mówi się o nim we wprowadzeniu filmu: „To będzie prawdziwy zastrzyk viagry dla wydziału filozofii”. Lucas nie zawodzi oczekiwań i od pierwszych chwil pobytu w nowym miejscu jawi się jako człowiek upadły i pozbawiony złudzeń, któremu ukojenie przynosi jedynie nieodłączna piersiówka z whisky. Niegdyś idealista, zaangażowany społecznie i niezwykle aktywny naukowo, dziś cierpi na kryzys twórczy i światopoglądowy, a na dodatek stał się impotentem. Na zajęciach rozprawia się z kolejnymi tuzami filozofii, jak Kant, Husserl czy Kierkegaard. Jego zdaniem wszystkie systemy filozoficzne nijak się mają do rzeczywistości, są bowiem utopią i „werbalną masturbacją”.

Oczywiście nie będzie tu żadnych zniuansowanych rozważań epistemologicznych i ontologicznych – plejada nazwisk filozofów pojawia się wyłącznie pretekstowo i ma za zadanie ukazać nihilizm głównego bohatera i jego zniechęcenie do życia. Swoją postawę Lucas tłumaczy zdradą żony i traumą po stracie najbliższego przyjaciela, który zginął od wybuchu miny w Iraku. Taka motywacja to aluzja Allena do, eufemistycznie mówiąc, niedarzonych przez niego sympatią republikanów i polityki Busha, którego zresztą ośmiesza wprost ustami jednej z postaci w dalszej części filmu. Antyrepublikańskiemu nastawieniu reżyser dawał zresztą wyraz w swoich dziełach już wielokrotnie, choćby we „Wszyscy mówią: kocham cię” (1996), gdzie syn liberalnego prawnika buńczucznie wygłaszał skrajnie prawicowe i konserwatywne treści do momentu, gdy okazało się, że to wynik zatoru w jego mózgu. Gdy zator usunięto, bohater stał się postępowym lewicowcem. Warto jednak wspomnieć, że w przywołanym filmie Allen zakpił również z własnych demokratycznych poglądów, ukazując pozornie otwartą na odmienności rodzinę, która w sytuacjach granicznych była pełna obłudy i nad wyraz zachowawcza.

WASP_DAY_10-0132.CR2

Fot. Sabrina Lantos ©2015 Gravier Productions, Inc.

Czyny, nie słowa

Lucas skandalizuje nie tylko w sferze nauki. Szybko nawiązuje romans z jedną z wykładających koleżanek, zamężną Ritą (Parker Posey). Jego uwagę zwraca również wyjątkowo utalentowana studentka, Jill (Emma Stone), która jako jedyna potrafi krytycznie odnieść się do burzycielskich i nowatorskich idei profesora. W jej przypadku, mimo licznych wspólnych spacerów i wielogodzinnych dyskusji, będzie się wzbraniał przed przekroczeniem granicy przyzwoitości – do czasu. Pierwsze kilkadziesiąt minut filmu to allenowska wariacja na temat college comedy, jednak wskutek przypadkowo usłyszanej przez Lucasa rozmowy w barze uniwersyteckim perypetiom bohaterów zaczyna towarzyszyć kryminalna intryga. Profesor dowiaduje się o porzuconej kobiecie, której grozi odebranie dziecka, gdyż adwokat jej byłego męża ma dobre relacje z sędzią prowadzącym sprawę rozwodową. Mamy tu zatem wątek, mówiąc bardzo na wyrost, zaangażowany społecznie, co nieczęsto zdarza się w filmach Allena, skupiających się na życiu nowojorskich i europejskich elit; wątek ten posłuży tu wszakże jedynie jako bodziec do radykalnej przemiany zagubionego wykładowcy. Zaczytujący się w „Zbrodni i karze” Lucas postanawia pomóc kobiecie, by zadbać o sprawiedliwość choćby w jednostkowym wymiarze, i przygotowuje się do czynu godnego Raskolnikowa. Powzięty zamiar zupełnie go odmienia: wreszcie znajduje w swoim życiu cel, a jego realizacja będzie miała, zdaniem bohatera, większe znaczenie dla świata niż wszystkie naukowe wywody.

Przesunięcie akcentów czasem potrafi wyciągnąć coś nowego i ożywczego z nawet najbardziej sztampowego i ogranego tematu. Tutaj niestety niewiele wnosi.

Karol Owczarek

W tym momencie akcja zaczyna przypominać wcześniejszy film reżysera, thriller „Wszystko gra” (2005), również inspirowany prozą Dostojewskiego. Allen zdecydował jednak, że – w odróżnieniu od wspomnianego dzieła – tym razem dość podobną kryminalną historię pokaże w lekki i komediowy sposób. Kolejne etapy szatańskiego planu Lucasa są ilustrowane pogodną, jazzową muzyką, a on sam tryska energią i humorem oraz zabawia się w najlepsze ze swoimi towarzyszkami. Trudno tu zatem mówić o budowaniu napięcia – ma nam je wynagrodzić komizm w ukazywaniu głównej postaci. Przesunięcie akcentów czasem potrafi wyciągnąć coś nowego i ożywczego z nawet najbardziej sztampowego i ogranego tematu, tutaj niestety niewiele wnosi, gdyż prezentowany humor nie ma na tyle dużej intensywności, by dodać temu filmowi energii. Można by się czepiać dalej, choćby tego, że szafowanie nazwiskami pisarzy i filozofów, kiedyś wplatane przez Allena z wdziękiem, w jego najnowszego dziele, w którym głównym bohaterem jest profesor filozofii, jawi się jako niezamierzona autoparodia. Do tego dorzućmy deklaratywne dialogi, schematyzm postaci i powielanie przez reżysera scen z jego poprzednich filmów. Motyw morderstwa planowanego przez niepozornego człowieka widzieliśmy już we wspomnianym „Wszystko gra”, a także w „Zbrodniach i wykroczeniach” (1989), a podsłuchana rozmowa, która zmieniła losy bohatera, pojawiła się w „Innym spojrzeniu” (1988). Romans intelektualisty z dużo młodszą dziewczyną to także jeden z nieśmiertelnych leitmotivów wielu dzieł reżysera, by wymienić choćby „Manhattan” (1979), z którego kilka scen zostało tu przeniesionych wręcz w skali 1:1.

Kino terapeutyczne

Dla twórcy „Nieracjonalnego mężczyzny” trzeba jednak zachować taryfę ulgową. Przy takim tempie pracy i wypuszczaniu co rok kolejnego obrazu trudno o zachowanie świeżości. Jak przyznaje w wywiadach, robienie filmów jest dla niego terapią: „To tak jak z pacjentami zakładów dla psychicznie chorych: lekarze zachęcają ich do drobnych zajęć manualnych, żeby zająć im ręce, którymi mogliby zrobić coś nikczemnego”. Również oddani widzowie potrzebują regularnych powrotów do jego świata, gdyż na wielu twórczość Allena działa jak filmowy prozac. Na korzyść tego filmu przemawia również gra aktorów wcielających się w trójkę głównych bohaterów, którzy w tej układance szytej grubymi nićmi potrafią stworzyć pełnokrwiste postaci. Phoenix z racji swojego aktorskiego emploi jest wiarygodny w roli psychopatycznego wykładowcy, a towarzysząca mu Posey umiejętnie lawiruje między dumą a desperacją. Stone, nowa muza Allena, mimo że wciela się w dość wydumaną postać genialnej, zmysłowej i wrażliwej studentki, do tego utalentowanej muzycznie, potrafi załagodzić kanty i przykuć uwagę nie tylko swoją niecodzienną urodą.

WASP_DAY_17-0291.CR2

Fot. Sabrina Lantos ©2015 Gravier Productions, Inc.

To imponujące, że ktoś nadal potrafi uprawiać autorskie kino popularne, w którym bohaterowie rozmawiają o literaturze i filozofii, nawet jeśli nie są to pogłębione dysputy, a na dodatek serwowane wcześniej już dziesiątki razy. Allen nie ogląda się na mody, nowinki technologiczne czy przemiany kulturowe. W świecie bohaterów „Nieracjonalnego mężczyzny” nie istnieją komputery, smartfony ani portale społecznościowe, a poprawność polityczna ma dopiero nadejść: wykładowca może tu jawnie romansować ze studentką i jak gdyby nigdy nic jest zapraszany przez jej rodziców na obiad. Różnie można oceniać moralność Allena, ale trzeba przyznać, że jest uroczy w swojej staroświeckości. Ostatnio przyznał publicznie, że zgodził się kręcić serial dla Amazonu, bo nie miał pojęcia, czym się zajmuje ta firma. Od lat wyciąga jak z kapelusza kolejne historie, w których łączy melancholię z humorem, i nic nie wskazuje na to, by miało mu się to znudzić. Wciąż utrzymuje akceptowalny poziom i niesie ukojenie swoim fanom. Nawet jego najbardziej wtórny film jest wyjątkowy na tle współczesnej kinematografii.

 

Film:

„Nieracjonalny mężczyzna”, reż. Woody Allen, USA 2015.

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Skoro jesteś tu z nami, mamy do Ciebie ważną prośbę.

„Kultura Liberalna” jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy istnieje dzięki wsparciu Darczyńców. W każdy wtorek publikujemy pełnowymiarowe wydanie magazynu, wydajemy książki, organizujemy wydarzenia publiczne.

Dajemy głos ludziom rozmaitych profesji i środowisk, którzy mają do powiedzenia coś ważnego i ciekawego - niezależnie od potrzeb reklamodawców i komercyjnych wymogów. Wierzymy w pluralistyczną demokrację i rozmawiamy także z tymi, z którymi się nie zgadzamy. Bez „KL” w naszym kraju byłoby smutniej!

Przed nami kolejne cele. Aby działać stabilnie i zachować pełną niezależność, musimy znacznie poszerzyć grono osób, które wspierają nas bezpośrednimi, comiesięcznymi wpłatami. Dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą, abyś dołączył lub dołączyła do grona naszych comiesięcznych Darczyńców. Zajmie to tylko minutę!

SKOMENTUJ

Nr 346

(34/2015)
25 sierpnia 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj