Bądź na bieżąco!

Zapisz się na newsletter
Kultury Liberalnej

Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Chiny] Dwaj panowie...

[Chiny] Dwaj panowie w łódce

Katarzyna Sarek

„To rzecz jasna Stany Zjednoczone i Chiny, morzem jest internet, a wzburzonymi falami – zalewający świat potok informacji”. O podszytych nieufnością stosunkach chińsko-amerykańskich pisze Katarzyna Sarek.

Mimo wysokich oczekiwań i bombastycznych zapewnień strony chińskiej, niedawno zakończoną wizytę prezydenta Chin w Stanach Zjednoczonych ciężko uznać za przełomową, czy choćby wyjątkowo ważną. Osiągnięte porozumienia nie przysłaniają coraz widoczniejszego rozdźwięku pomiędzy aktualnymi mocarstwami, których interesy coraz bardziej się rozmijają. W światowych mediach pobyt Xi przyćmiła równoczesna wizyta papieża i to głównie media chińskie uczyniły z niej jedynkę wszelkich wiadomości. Nic więc dziwnego, że pewne przemówienie pewnego członka delegacji nie wzbudziło dużego echa, choć dużo mówi o poglądach chińskich decydentów na ewentualną współpracę i jej kształt, a także pokazuje, jak duży jest rozdźwięk pomiędzy słowami a czynami. Główny cerber chińskiego internetu, Lu Wei, w przemówieniu (pełen tekst tutaj) wygłoszonym w czasie US–China Internet Industry Forum w Seattle przytoczył pewną historię mającą ilustrować obecne relacje pomiędzy gospodarzami a gośćmi.

Dwóch ludzi wypływa łódką w morze. Gdy zaczyna się sztorm, kłócą się i zrzucają na siebie nawzajem obowiązek opuszczenia żagli. Dopiero gdy łódź bliska jest zatonięcia, zapominają o urazach i wspólnie zabierają się pracy, dzięki czemu udaje się im wygrać z żywiołem, bezpiecznie dobić do brzegu, a nawet zaprzyjaźnić. Historia jest zaczerpnięta z wiersza z „Księgi pieśni”, najstarszego dzieła literackiego Chin, zredagowanego (podobno) przez samego Konfucjusza. Dwóch skłóconych ludzi na jednej łódce to rzecz jasna Stany Zjednoczone i Chiny, morzem jest internet, a wzburzonymi falami – zalewający świat potok informacji. W dalszej części przemówienia Lu Wei przytaczał najróżniejsze dane mające potwierdzić, że to właśnie te dwa kraje są pod każdym względem największe, najważniejsze i najpotężniejsze w światowym internecie. Jego zdaniem Chinom i USA przypadła główna rola w zarządzaniu światową siecią, a wzajemne zależności sprawiają, że „żadna ze stron nie może wyrzucić drugiej za burtę”. Są skazane na współpracę i dlatego powinny ramię w ramię współdziałać, wzajemnie sobie nie szkodzić, ale ufać, tak aby w końcu mogli „dopłynąć do brzegu zwycięstwa, gdzie cała ludzkość osiągnie szczęście”. Zakończenie przemówienia, dość patetyczne, nawet jak na kwiecistą nowomowę chińskich towarzyszy, uwypukla konieczność kooperacji – nawet pomimo olbrzymich różnic i przeszkód – którą uzasadnia wysokość stawki.

Apel Lu Weia o współpracę i zaufanie zabrzmiał raczej cynicznie, zważywszy, że prezydent Xi Jinping w odpowiedzi na zarzuty gospodarzy dotyczące buszowania chińskich hakerów po serwerach amerykańskich koncernów, po prostu powiedział, że rząd chiński nigdy nie angażował się w „szpiegostwo przemysłowe”. Ataki wychodzą z Chin? Cóż, trudno zapanować nad 600 mln internautów. To chyba nadmierna skromność włożyła w usta prezydenta takie słowa, bowiem system kontroli internetu w Chinach, wspaniale zorganizowany i wyjątkowo skuteczny, wyłapuje z sieci wszelkie nieprawomyślne komentarze z szybkością bliską prędkości światła. Trudno więc sobie wyobrazić, aby bez wiedzy władz była w stanie tam działać zorganizowana grupa atakująca zagraniczne serwery. W myśl podpisanego porozumienia „oba kraje nie będą prowadzić ani świadomie wspierać hakerskich kradzieży własności intelektualnej”. Czy ktoś wierzy w szczerość tej deklaracji?

Odpowiedzią może być właśnie przeprowadzana akcja wycofywania amerykańskich agentów działających na terenie Państwa Środka. W lipcowym ataku na serwery urzędu ds. zarządzania kadrami skradziono dane ponad 20 mln osób, służby uważają, że atak wyszedł z Chin, ale nie złapały nikogo za rękę. Dyrektor National Intelligence, James Clapper, zapytany, czy wierzy, że porozumienie powstrzyma hakerskie ataki na USA, odpowiedział jednym słowem: „Nie”. Stwierdził również, że choć w umowie nie ma wyszczególnionych kar za łamanie postanowień, to rząd USA w razie konieczności może sięgnąć po sankcje ekonomiczne lub inne środki. Wysoki stopień zaufania odzwierciedla również sięgnięcie przez niego do reaganowskiego powiedzenia: „Trust but verify”, kalki rosyjskiego przysłowia „ufaj, ale sprawdzaj”, nota bene ulubionej maksymy Feliksa Dzierżyńskiego.

Panowie w łódce, mimo pięknie brzmiących deklaracji, ani nie zamierzają współdziałać, ani sobie nie ufają. Obaj za to czujnie się obserwują.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 351

(39/2015)
1 października 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj