Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Feminizując] Wybiórcze sumienie...

[Feminizując] Wybiórcze sumienie vs. niemy opór

Katarzyna Kazimierowska

Decyzja Trybunału Konstytucyjnego, który uznał, że lekarz ma prawo odmówić wykonania swojej pracy, powołując się na tzw. klauzulę sumienia, po raz kolejny zmusza do postawienia pytania: „w jakim państwie żyjemy”?

Czekam na rysunek jednego z czołowych polskich rysowników, na którym mały Jasio na pytanie, kim zostanie, jak dorośnie, odpowiada: „Ginekologiem. Wtedy nie będę musiał pracować, bo nie pozwala mi klauzula sumienia”. Wydaje mi się bardzo znamienne, że o prawo do powoływania się na klauzulę sumienia walczą przedstawiciele zawodu, który przede wszystkim ma służyć, a nie szkodzić, pacjentowi. A może mylę się, może lekarze służą pacjentom, ale właśnie ze względu na klauzulę nie muszą służyć wszystkim. Na przykład kobietom.

Trudno oprzeć się przecież wrażeniu, że to w prawo kobiet do wolności, do decydowania o swoim ciele, uderza decyzja Trybunału. Tak jak uderza w nie klauzula sumienia. Jakby w obliczu zbliżających się wyborów i potencjalnej zmiany władzy zapanowała zmowa milczenia, na której chcą skorzystać wszyscy walczący o zachowanie stanowisk, a która wymaga złożenia ofiary, tu akurat losu kobiet.

Kobiety w Polsce w roli kozła ofiarnego występują od 1993 r., czyli od wprowadzenia restrykcyjnej, a i tak nieprzestrzeganej przez wykonawców prawa i lekarzy, ustawy aborcyjnej, która jedynie w trzech przypadkach przewiduje legalne usunięcie ciąży. W chwili wprowadzenia ustawy w życie w Polsce zaczęło kwitnąć podziemie aborcyjne, niemal jednocześnie rozwinęła się także turystyka aborcyjna, bo lekarze w słowackich czy niemieckich klinikach nie mają, jak się okazuje, sumienia.

Niestety, nie każdą kobietę, która odmawia przyjęcia etykietki Matki-Polki, stać na to, by skorzystać z usług podziemia, prywatnego gabinetu pana ginekologa – który w państwowym szpitalu odwołuje się do klauzuli, ale w swoim gabinecie już niekoniecznie – czy z wycieczki w celach aborcyjnych. Te, których na te luksusy nie stać, radzą sobie po swojemu, ryzykując życiem i zdrowiem, a ostatecznie zasilając niechcianym potomkiem szeregi domów dziecka czy rodzin zastępczych.

O losie kobiet, którym sumienie nie pozwoliło pomóc, głośno się nie mówi, i pewnie też się nie myśli, a one same rzadko mają w sobie siłę i determinację, żeby sprawę nagłośnić. Bo i kobiety przywykły do tego, że od lat są traktowane jako obywatelki drugiej kategorii – za ich pracę jako matek czy opiekunek osób starszych przecież się nie płaci, za ich los kobiet pracujących na dwóch etatach (zawodowym i domowym) odpowiadają tylko one, ku ich roszczeniom o lepsze życie nikt się nie zwraca, a zachwycony Kościół nakazuje jedynie, wzorem Maryi, dźwigać swój krzyż.

Gdyby spojrzeć na sytuację obiektywnie, przewidując konsekwencje decyzji Trybunału Konstytucyjnego – odmowę przepisywania antykoncepcji, sprzedaży pigułek „dzień po” w aptekach czy zgody na badania prenatalne – można dojść do wniosku, że w Polsce łamane są prawa człowieka. Dotyczy to bardzo konkretnej grupy – kobiet w tzw. wieku reprodukcyjnym. A ponieważ o ich życiu decyduje silnie powiązany układ: lekarze – Kościół katolicki – politycy, nie mają one szans w walce o swoje prawa we własnym kraju. Czy taka sytuacja powinna mieć miejsce w Unii Europejskiej? Czy powinny na nią zareagować międzynarodowe instytucje i trybunały obrony praw człowieka?

Za chwilę na polskim rynku ukaże się książka uznanej amerykańskiej feministki i eseistki Kathy Pollitt, pt. „Pro. Odzyskajmy prawo do aborcji”. Pojawia się w niej kilka mocnych, dających do myślenia zdań, jak na przykład to ze wstępu, które idealnie odnosi się do sytuacji, w jakiej znajdują się polskie kobiety: „Można by pomyśleć, że ludzie, którzy zawsze sprzeciwiali się niezależności kobiet i ich pełnemu uczestnictwu w społeczeństwie, ciągle sobie nie odpuścili. Nie mogą całkowicie cofnąć emancypacji kobiet, ale mogą użyć ich ciał, aby utrzymać nad kobietami nadzór i kontrolę”. Bo, jak dodaje dalej, Pollitt: „Po prostu trudno sobie wyobrazić, żeby kobiety nie były niczyją własnością”.

A przecież o kontrolę tu chodzi, o możliwość utrzymania pieczy nad częścią społeczeństwa. W czasach społeczeństwa silnie patriarchalnego nie było z kontrolą problemu. Teraz kobiety mają swobodny dostęp do edukacji, kariery zawodowej, polityki. Ale na szczęście pozostało jedno pole, na którym wciąż może odbywać się walka o ich niezależność. To pole to ich ciało.

W końcowym rozdziale, w którym Pollitt porównuje politykę wobec kobiet prowadzoną w Stanach Zjednoczonych i Polsce, pisze, że w obu krajach większość społeczeństwa popiera legalną aborcję i dostęp do antykoncepcji. To partie polityczne pogrywają prawem kobiet do decydowania o sobie w imię zdobywania głosów wyborców, tworzenia koalicji, przegrupowań politycznych i zmiany układów sił. „W Polsce politycy popierający wstąpienie do Unii Europejskiej przehandlowali prawa aborcyjne za poparcie Kościoła katolickiego” – pisze Pollitt. I zwraca uwagę, że mimo ograniczonych możliwości decydowania o swoim ciele, Polki wciąż po cichu walczą.

Z jakichś, niezrozumiałych dla Kościoła i zaniepokojonych polityków powodów, współczynnik dzietności w Polsce wynosi 1,33 (dane za Pollitt z 2014 r.) i jest jednym z najniższych w Unii i na świecie. Tak jakby Polki bez oficjalnego jednoczenia się, bez zbierania głosów i tworzenia frontów politycznych zdecydowały się na niemy opór, którego nie dotyczą i nie podkopią żadne klauzule sumienia. Na opór niewrażliwy na wezwania do rodzenia dzieci i na zachęty ze strony polityków obiecujących więcej żłobków i 500 zł na każde dziecko.

Ten niemy opór pokazuje, że kobiety jeszcze panują nad swoim ciałem. Choć odmawia się im prawa wyboru, opieki i swobód, w wąsko zakrojonych ramach mogą zgodzić się na narzucenie sobie ograniczeń, dzięki którym nie tracą możliwości wyboru życia takiego, jakim chcą go przeżyć. I myślę, że rezultatów tego oporu nie przewidział ani Kościół, ani politycy.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 352

(41/2015)
12 października 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj